• Wędrówką życie jest człowieka...

    Welcome to USA:-) FL1


    Płakałam jak bóbr. Gorzej - zalewałam się łzami, chlipałam i co rusz wycierałam nos nie mogąc zrozumieć, co mi uderzyło do głowy, aby zostawić Warszawę i moją kochaną pracę w Providencie.

    Znajomi z pracy, rodzina, przyjaciele wszyscy jak na złość lub ku mojemu wielkiemu wzruszeniu i większemu przygnębieniu przybyli na lotnisko. Pożegnań nie było końca. Niemniej przyszedł ten czas, kiedy oderwałam pępowinę i wyruszyłam z duszą na ramieniu w wielki świat.

    Pierwszy w życiu lot samolotem. Bosko! Już wiem, że lubię latać i jest to jedna z najlepszych form przemieszczenia się. Turbulencje i strach, że może być awaria jakoś mnie nie wzruszają. Trudno, przynajmniej jest ta niemal stuprocentowa pewność, że nie zostanę kaleką. Może to straszne, ale prawdziwe, a nasz czas przecież i tak jest z góry zaplanowany.

    Przesiadka i dalej. Na lotnisku w Miami miałam ogromny stres. Po pierwsze - czy mnie wpuszczą? Po drugie - jak ja się z nimi dogadam, bo łacina, niemiecki to i owszem, ale angielski? Nie cierpię tego języka. Same wyjątki i wyrazy, przy których zawsze się opluję (zwłaszcza ćwicząc „th”) albo powtarzam jedno słowo po kilka razy łamiąc język i robiąc z siebie wariata. Miałam kartkę. Starannym kaligraficznym pismem: I'm comming to see my husband and spend with him the rest of my holiday. Ten pożółkły i wymiętolony kawałek papieru mam wciąż w notatniku, trzymam go jak zdjęcie, aby przypominało mi to, o czym mogę w demencji starczej zapomnieć. Nie wiem, co mi powiedzieli, niemniej ujrzawszy stempelek w paszporcie wiedziałam, że mogę iść. Fala gorąca uderzyła mnie. W jednej sekundzie zrobiłam się mokra, a słońce oślepiło mnie. Mąż przykleił się do mnie, co jest niezbitym dowodem tęsknoty, a ja odpływałam ze zmęczenia i gorąca.


    Wsiedliśmy do samochodu, ja szybko otwieram okna, a mąż ze stoickim spokojem i jakby dumą w głosie mówi: Poczekaj, zaraz się ochłodzi, mam tu IC, po czym zamyka okna. Rzeczywiście robi się normalnie i jest czym w końcu oddychać. IC - jakby nie można było powiedzieć klimatyzacja, od razu mnie to rozzłościło, bo ja nie lubię polskich pseudo-Amerykanów :-) Jedziemy. Jestem tak wykończona, że nawet nie umiem się zmusić, by spojrzeć za okno, zresztą zrobiło się ciemno. Wielka szkoda, że okna pozamykane, bo może usłyszałabym szum oceanu? Wszak musi być blisko.

    To tu - obudź się, jesteśmy w domu. Mieszkanie zaskakująco duże i puste. A jak ja mam się tu wykąpać? Od dwudziestu godzin marzę o wannie pełnej wody i pianki a tu ledwo dupę mi przykrywa! Szok! Ja chcę swoją wannę! Biorę prysznic i idę spać, mam nadzieję, że to moje urojenie, błędna ocena sytuacji, brak logicznego myślenia, jutro pomyślę, co z tym fantem zrobić. Jutro zajrzę do łazienki i to śmieszne coś à la brodzikowanna okaże się tylko złym snem...

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!