• Wędrówką życie jest człowieka...

    Dziękczynny Black Friday


    Dziękczynny Black Friday
    Okazje trzeba łapać dosłownie w locie. Indyk jeszcze porządnie nie ułożony w brzuchu, nie dokończona gdzieś w pół słowa rozmowa, niedopite wino w kieliszku - zaczeka :-) Trzeba pędzić zajmować kolejkę w sklepie. Ale nie zawsze tak było...

    Życia i obyczajów uczyłam się wiele lat.

    Najpierw nie mogłam się nadziwić jak to możliwe, żeby Thanksgiving był ważniejszy od Bożego Narodzenia, potem zrozumiałam, że to dla katolików jest wymowne, a oni mają swoje Christmas z myszką Micky w żłóbku.

    Indyka piekłam od rana do samej nocy, a przy stole zasiadali znajomi, którzy w pewnym momencie stali się rodziną. Kilka ostatnich lat chodziliśmy do Kathy, która uwielbiała to święto i w jej oczach, na twarzy, w każdym geście oraz słowie widać było niesamowitą radość i wdzięczność, że jesteśmy wszyscy razem. Indyk zaś smakował o niebo lepiej niż mój :-)

    Gdybym mogła zamknąć oczy i stuknąć obcasikami w pantofelkach, to dziś chciałabym się znaleźć przy nakrytym na brązowo gwarnym stole i zajadać sweet potato (cóż nie mam obcasów, bo nie chodzę w pantofelkach). Niemniej teraz myślę o tym ciepło i z wdzięcznością, że mogliśmy razem przeżywać te radosne chwile.

    Thanksgiving jest uśmiechnięty, nie czas na zadumę i smutki. Dużo rodzin po wspólnym obiedzie w ten dzień ubiera choinkę - bo rozbierają ją tuż po Nowym Roku. To kolejna rzecz, która mi wiele lat przeszkadzała i zawsze wyglądałam jak psychiczny człowiek z lampkami jeszcze w lutym - zresztą choinki na Florydzie to najbardziej irracjonalna rzecz, choć ustrojone domy wyglądają bajecznie. Często jeździliśmy w kółko po osiedlach, podziwiając fantazję i pomysłowość. Wkrótce sama zaczęłam stroić balkon i co roku przybywało tam światełek :-)

    W końcu i mnie dopadło szaleństwo zakupów. Black Friday. Z pełnym brzuchem wraz z koleżanką wsiadłyśmy do samochodu i wybrałyśmy się do Sawgrass Mall. Rozbudził nas brak miejsc na hektarowo niepojętym parkingu, na którym... zawsze są miejsca. Marsz do sklepu na tyle nas ożywił, że rzuciłyśmy się w ten dziki tłum ludzi jak żądne mięsa lwice. Pięć godzin polowania, pełne koszyki i wciąż dolary w portfelu :-) Obniżki jakich nie znajdziemy nigdzie indziej i radość z mojej najukochańszej różowej w łatki torebki COACH, niezmiennie noszonej. Piąty rok trwa po dziś dzień! :-) Ha ha, i ja potrafię być próżna...

    Niesamowite... is only possible in the USA!

    justa

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!