• Wędrówką życie jest człowieka...

    Dzień trzeci


    Po gali w Teatrze na Woli byłam pełna energii i samozaparcia. Naładowałam się pozytywnie, ale jak widać nie na długo... Dietę zaczęłam, a jak :-) Zawsze porywam się na wszystko z wielkim zapałem, tyle że wieczorem w domu dopadł mnie głodowy smutek z nutką chlebowego zapachu. Bo jak tu wyżyć bez kanapeczki?

    Wściekła, z kubkiem gorzkiej herbaty, do której normalnie wciskam pół cytryny i dorzucam dwie kostki cukru usiadłam do stołu, gdzie otworzyłam swój kalendarz i zaczęłam pisać... Nawyk. Niemniej szybko się pozbierałam i przeszłam do komputera, zwłaszcza że miałam pierwszą telekonferencję z konsultantem/psychologiem z SOS odchudzanie. Oczywiście na samym początku dałam plamę, bo zalogowałam się na SOS i zaczęłam przeglądać jakieś informacje w necie, gdzie w międzyczasie oczywiście wylogowano mnie z portalu. Pan konsultant zadzwonił zdziwiony, że mnie nie ma, a ja jeszcze szerzej otworzyłam oczy, bo przecież jestem! Siedzę i czekam. Rozmowa ze stoperem :-) Szybko, dość konkretnie: dieta, ćwiczenia, suplementy. 15 sekund, 10 i koniec - czarna plama na ekranie... ale nie w głowie. Bo tu znowu emocjonalna burza. Wszystkie wytyczne znalazłam na portalu, usystematyzowane i czytelne. Zaś głos konsultanta odprowadził mnie do samego łóżka: "powodzenia" . Tak, przecież oni wierzą w mój sukces... Tym razem nie mogę zawieść i z tą myślą zamykałam oczy.

    Cel - pan Konrad Gaca wyznaczył mi cel, który jest totalnie obłędny - 54 kilogramy! To oznacza, że przez sześć miesięcy muszę zrzucić z siebie 41 kilo. Boże! Pomyślcie sami, przecież jak mi się uda, a wierzę, że właśnie tak będzie, to stanę się radosną boginią witalnego zdrowia w najpiękniejszym wydaniu!

    Muszę przyznać, że trochę niepokoi mnie fakt, iż już teraz muszę wprowadzać ćwiczenia. Niby tylko rowerek, takie nic, ale na siłownię muszę iść. Problem mam w tym, że jestem leniwa. Ledwo co mogę przetuptać parę kroków, choć rower to co innego. Druga rzecz - grudzień nie jest też finansowo i świątecznie dobrym miesiącem na takie wywracanie wszystkiego do góry nogami. Na Bemowie otworzyli siłownię na dworze - na razie tam będę pedałować. Mam też mocne postanowienie, aby każdego dnia wysiadać przystanek wcześniej i maszerować do domu! Muszę to dokładnie omówić z konsultantem przy następnej rozmowie, mam nadzieję, że w pierwszym miesiącu wystarczy.

    1 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!