• Wędrówką życie jest człowieka...

    Błysk na pysk


    Ja jestem typowym przykładem przysłowiowego „szewca bez butów”. Myślę, że przykłady mogłabym mnożyć, ale dziś skoncentruję się na jednym. Otóż skończyłam wieki temu szkołę charakteryzacji P.M. Dziewulskiej, której zawdzięczam kilka wspaniałych lat mojego beztroskiego życia w wielkim „cosmopolitańskim” świecie.

    Makijaż permanentny :-) Bardzo wygodne!

    To były czasy, kiedy wyjść bez makijażu, by wyrzucić śmieci to obciach na maksa! Człowiek taki „rozebrany” nie pokazywał się na ulicy ani na osiedlu. Zawsze miałam kompleks małych ust, dlatego malowałam je dość naturalnie, podkreślając lekko ich kontur, a oczy zaznaczałam mocno, aby to one były na pierwszym planie. Lubiłam się bawić kolorami i zawsze mi to dobrze wychodziło, a że mam oczy słowiańsko niebieskie :-) to miałam szerokie pole do popisu, bo właściwie wszystko jest dozwolone. Błękity, fiolety, róże i odcienie brązu po oliwkę. Lubiłam wszelkiego typu komplementy, nie z wielkiej próżności, ale z samego faktu, że umiem poprawić to, co natura stworzyła i poniekąd czułam się mistrzynią iluzji jaką można stworzyć dzięki idealnemu makijażowi. Wiedziałam jak się pomalować, by lepiej wyglądać, zatuszować zmęczenie i odjąć sobie lat. Z politowaniem zawsze patrzyłam jak dziewczyny zamiast wydobywać piękno zwyczajnie oszpecają się za pomocą cienia i pędzelka.

    Wieczorowy wieczorową porą...

    Aż nadszedł taki dzień, kiedy to nie nałożyłam ani pudru, ani szminki... Jedyną rzeczą do jakiej się ograniczyłam to tusz do rzęs. Był to czas, kiedy zupełnie skoncentrowałam się na rodzeniu dzieci, mój świat zamknął się w słoiczkach Gerbera... I tak rok za rokiem mijał, aż w końcu umknęło 10 lat! A ja zupełnie zapominałam jaką wielką przyjemność może przynieść 15 minut sam na sam przed lustrem bawiąc się w kolorowe upiększanie. To był bez większych wątpliwości okres, w którym takie kwestie ograniczyłam do minimum i każdą sekundę poświęcałam rodzinie. Teraz nadszedł czas, aby się z tego marazmu powoli wybudzić i zacząć dbać o siebie - stąd narodziła się potrzeba troski o każdy centymetr mojego ciała. I tu wielki wstrząs - przecież jest go o wiele za dużo! Oczywiście dieta to nierozłączny element mojego życia, ale teraz mam poczucie, że w końcu trafiłam w dobre ręce.

    Więc chodź, pomaluj mój świat na żółto i na różowo :-)

    Postanowiłam, że za każde utracone dwa kilogramy kupię sobie jakiś kolorowy kosmetyk. To taka samomotywacja i cel na kolejne pół roku... i błysk szczęścia w oku :-)

    3 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!