• Wędrówką życie jest człowieka...

    Jak Justa stres zajadała


    Nie pamiętam, kiedy zaczęłam na stres reagować jedzeniem. Do 25. roku życia byłam szczupła, nie miałam problemów z wagą i prowadziłam chyba beztroskie życie albo inaczej reagowałam na stres, bo przecież on zawsze był, jest i będzie nierozłącznym kompanem naszego życia. Pewnego dnia, bo w sumie okresu tego nie mogę konkretnie umiejscowić w czasie, kawałek czekolady nerwowo wpychany do buzi na tyle mnie uspokoił, że przestały mi się z nerwów trząść ręce...


    Przez wiele lat to był mój wypróbowany sposób na stres

    I tak przez wiele lat stres = jedzenie i to nie tylko batony, bo z czasem nie miało znaczenia, co jadłam. Ważne, że coś żułam i odczuwałam z tego powodu czystą przyjemność wypierając ze świadomości negatywne emocje.

    Wczoraj wydarzyło się coś niesamowitego i muszę koniecznie się tym podzielić. Pewien młody człowiek doprowadził mnie do obłędu. Gdybym mogła i miała taką możliwość, udusiłabym go gołymi rękoma. Najbardziej frustrowało mnie to, że im bardziej ja chciałam postawić na swoim, to on racjonalnymi argumentami obalał każdą moją tezę. Właściwie w takich momentach żałuję, że nie jestem małą dziewczynką, bo najchętniej popłakałabym się i zaczęła tupać nóżkami. Wyrywając sobie włosy z głowy krzyczałabym przeraźliwie: „ale ja chcę!” i koniec. Zawsze w takiej sytuacji sięgałam po coś słodkiego. To był niekontrolowany odruch.

    Czasem płaczę, bo chce mi się płakać, wtedy czuję, że uchodzi ze mnie złość

    Teraz nie mając nic w zasięgu ręki, tłumacząc sobie, że jestem na diecie i nie wolno mi tego przerwać tylko dlatego, że nie rozumiem, iż czasami chcieć nie oznacza mieć, zdenerwowana i podirytowana wyszłam z pracy. Trzasnęłam drzwiami na podkreślenie mojego złego humoru i zaczęłam iść przed siebie. Szybkim krokiem przeszłam cztery przystanki autobusowe, płacząc przy tym z wielkiej bezsilności... Pod koniec marszu doszłam do wniosku, że właściwie niepotrzebnie się kłóciłam, bo kobieta zawsze na swoim postawi - kwestia czasu. Muszę teraz tylko obrać inną metodę. Humor zaś nieprzeciętnie poprawił mi fakt, iż po przejściu takiego dystansu, choć byłam zmęczona, to nie odczułam ani bólu kręgosłupa, ani nóg. No może trochę kolana, ale nie wiem czy to nie z zimna, bo trochę przemarzłam.

    Przeszłam całą drogę bez zadyszki! Jestem dumna, że nie sięgnęłam mimo wielkiej złości i nadszarpanych nerwów po czekoladę! Jestem w sumie zadowolona, bo to oznacza, iż umiem zapanować nad swoimi słabościami. Muszę jeszcze tylko zrozumieć, że z jedzeniem jest jak z domem. Potrzebujemy go, aby żyć, ale nie możemy być jego niewolnikami :-)

    Haha, na jakieś mądrości mi się zebrało. Może to i w porę, bo jeszcze się okaże, że wraz z utratą wagi zaczną się szare komórki obkurczać ;-)

    A to moja kochana filiżanka z Bolesławca, dostałam ją od przyjaciół na urodziny :-)

    3 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!