• Wędrówką życie jest człowieka...

    No i znowu ZONK :-(


    Ja chyba mam jakąś kocią naturę. Nie mogę uwierzyć, że znowu to zrobiłam... Specjalnie wybrałam konsultację na sobotę, aby w końcu jak człowiek porozmawiać przy użyciu kamerki i pokazać się już z całkiem dobrej strony :-), bo przecież zgubiłam 10 kg i nie chwaląc się - troszeczkę to widać. Przygotowałam się, nawet pomalowałam oczy :-) i usiadłam do komputera ... zonk :-(
    Zapomniałam wcześniej potwierdzić spotkanie z konsultantem!!! Kota nie da się wychować i zawsze chodzi własnymi ścieżkami  - jak widać ja też... Jutro kolejna próba, a że sobie nie wierzę -  ustawiłam w telefonie przypomnienie.

    Ice :-) Kociątko, które jest globtroterem, przemierzył z nami wiele dróg...
    Jeśli o kotach mowa, to muszę się pochwalić i to nie tym, że mam kota w domu i oczywiście w głowie, ale tym, iż po pięciu latach założyłam obrączkę. Radość to olbrzymia i na tę okazję zrobiłam w końcu porządek z zaniedbanymi od lat paznokciami. Jak już lecieć to po całości, prawda?

    Obrączka w pięcioletnim stanie spoczynku :-) 
    Chciałam zrobić sobie paznokcie żelowe, przedłużyć, ale pani w zakładzie namówiła mnie na manikiur hybrydowy. Ja nie mam czasu na codzienne nakładanie lakieru i dbanie o paznokcie - zresztą na co ja mam czas? I od lat chodzę zaniedbana... Nie chciałam również niszczyć sobie płytki, ale przy moim laickim podejściu do tematu uważałam, iż żel będzie najlepszym rozwiązaniem. Zresztą miałam już kiedyś, to jest rok temu, hybrydowy lakier robiony na komunię Victora i  byłam bardzo niezadowolona. Po pierwsze wybór kolorów był bardzo ograniczony, a po drugie następnego dnia mi odprysnął. Sama sobie go zdjęłam i powiedziałam „nigdy więcej”... A dziś zostałam przekonana i co najważniejsze jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Czasami trzeba podjąć więcej prób niż jedną, jak i czasem warto dać się przekonać, spróbować... Lakier ten jest hypoalergiczny i nie posiada w składzie szkodliwych: taulenu, DBP i formaldehydu.

    Manikiurzystka rozpoczyna zabieg od opiłowania paznokci i nadania im pożądanego kształtu. Po usunięciu skórek i wypolerowaniu płytki paznokcia, nakładana jest kolejno: baza pod lakier, elastyczny lakier kolorowy oraz utwardzacz. Każda z warstw jest osobno utwardzana za pomocą lamp UV, dzięki czemu lakier jest odporny na zadrapania i odpryskiwanie, a same paznokcie są lśniące i gładkie.

    A teraz obrączka na swoim miejscu :-) I oby tak pozostało.

    7 komentarze:

    1. Wstyd się przyznać ale nie wiedziałam co to ten manicure hybrydowy jest. Co więcej byłam przekonana, że w ogóle nie jest mi to do szczęścia potrzebne! A tu proszę, takie cudo! Muszę to mieć!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Mi też nie był potrzebny :-) ale teraz jest niezbędny! A wstyd to nie jest:-) ja też zadawałam sporo chyba z lekka głupich pytań...a kolor wybierałam dobre 15 minut:-) i to się nazywa zdecydowanie ! :-)

        Usuń
    2. Kociątko urocze :):) Pazurki wyszły świetnie. Ja sama za bardzo lubię zmieniać kolory na paznokciach by się zdecydować na hybrydowy ale na prawdę wyglądają pięknie.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. :-) kociątko to teraz wielki spasiony kociak! ale wciąż tak samo kochany.
        Ja to w sumie nie maluje paznokci, ale teraz już będę, a co tam:-)

        Usuń
    3. szalejesz Kochana :) 10 kilo! obrączka! i te paznokcie! tak trzymaj!
      pozdrawiam,
      Aneta

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Anecik! dołącz do mnie! Będzie mi dużo raźniej! Całuję:-) - oczywiście mowię o paznokciach - bo cała reszta jest idealna! :-)

        Usuń
    4. Ja wprawdzie jestem psiarą ale kociaczek cudny, rozczulił mnie :) Co do obraczek to ja muszę nosić pierścionek zaręczynowy żeby przytrzymywał obrączkę, bo już sama spadała:)Ale to cieszy prawda:) Nawet paluszki nam chudną:)

      OdpowiedzUsuń

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!