• Wędrówką życie jest człowieka...

    Zapomnij o La Fitness - polub to, co polskie!


    Siłownia - no dobrze, poddaję się i zaczynam chodzić, a raczej byłam wczoraj! Jupi!

    To nie jest tak, że ja nie chcę ćwiczyć. Mam jakąś wewnętrzną szeroko pojętą blokadę. Ostatni raz byłam na siłowni trzy lata temu. Lubiłam tam chodzić i czułam się dobrze. Najpierw godzinę pedałowałam w rytm gorąco głośnej muzyki na cycling class, a następnie szłam na basen i saunę. W tym czasie moje dzieci spędzały czas w „dziecięcej poczekalni”, gdzie świetnie się bawiły. Na sali mimo moich korpulentnych kształtów nie wzbudzałam żadnej sensacji. Czasami podszedł ktoś i uprzejmie miło z uśmiechem na twarzy pokazał mi jak używać maszynę, gdy „kaleczyłam” ćwiczenie. Niemniej wtedy, choć kondycję miałam dobrą, nie schudłam. Teraz wiem już, dlaczego...

    La Fitness Deerfield Beach :-) 
    Na siłownię chodziłam z mężem i mieliśmy rodzinny karnet. Miesięczna opłata to 40 $ (za nas dwoje i dzieci beż żadnych ograniczeń). Piszę o tym, bo to bardzo ważne. Tu w moim ukochanym kraju, aby dwie osoby mogły chodzić to wydatek rzędu 300 zł. To duże obciążenie - przynajmniej dla mnie, bo mam świadomość, że w życiu nie wykorzystam tego. Ja mogę maksymalnie iść na siłownię dwa razy w tygodniu. Aby utrzymać rodzinę po regularnej pracy idę dalej - dawać korepetycje. Do domu wracam około 22:30 i może znalazłabym w sobie samozaparcie, by jeszcze poćwiczyć, ale siłownia jest czynna do 22:00. Potrzebowałabym całodobowej :-) To pomarudziłam trochę. Dodam jeszcze tylko to, że wczoraj byłam najgrubszą osobą ćwiczącą na sali. Ale to akurat już mnie nie obchodzi. Wytłumaczyłam sobie, iż jestem w trakcie przemiany i już. Choć żałuję, że do Lublina, do centrum odchudzania jest tak daleko... Tam na siłowni panuje wspaniała atmosfera. Przypomina mi to La Fitness :-)  Kondycję mam zerową. Niemniej dosyć marudzenia.

    Plac zabaw na siłowni :-)
    Teraz po dwóch miesiącach odchudzania widzę i w końcu - co najważniejsze - rozumiem, że popełniam duży błąd nie stosując się do wszystkich zaleceń. A przecież to moje marzenie, tak bardzo chcę wyglądać ładnie i szczupło. Czas, aby w końcu zmobilizować się i połączyć wszystkie trzy elementy. Przecież mogę :-) Dlatego na siłownię wrócę. Nie jestem w stanie chodzić trzy razy w tygodniu, ale postaram się choć dwa. Wprowadzę do tego systematyczny, a nie od wielkiego dzwonu nordic walking. Wczoraj udało mi się utrzymać tętno treningowe na poziomie 130, z czego byłam bardzo dumna - właściwie jestem cały czas. Po zejściu z maszyny zrobiło mi się słabo - za duże dotlenienie mózgu. Dziś bolą mnie nogi, ale jestem zadowolona. Dla mnie to duży krok. Właściwie siedmiomilowy krok w mojej przygodzie w pokonywaniu swoich słabości i zahamowań.

    Odchudzanie to proces złożony. Nie wystarczy sama dieta, aby osiągnąć sukces. Trzeba program żywieniowy indywidualnie przygotowany dla danej osoby połączyć jeszcze z treningiem i odpowiednio dobraną suplementacją roślinną o działaniu regeneracyjno-wzmacniającym. Szczególnie nie wolno bać się ćwiczeń, one są wielkim sprzymierzeńcem w gubieniu zbędnych kilogramów. Konrad Gaca

    A to mały motywator :-) Za 3 miesiące będę tak wyglądać ! Ręć, i Ty też się bierz do roboty! Razem raźniej :-) 

    15 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!