• Wędrówką życie jest człowieka...

    Między FL a PL (3)

























    Osiedle przy skrzyżowaniu Military Trail i Hillsboro nie było ani ładne, ani brzydkie, ale przypadkowo zapisało się w pamięci wielu ludzi. To tu Zosia poznała Julkę w chwili, kiedy potrzebowała tego najbardziej. Tęsknota za Polską rosła z dnia na dzień, wypełniała wspomnieniami całe serce. Floryda wypalała radość istnienia, a Poznań pojawiał się w każdym śnie.

    - W jakim języku mówisz? - zapytała kobieta po czterdziestce, z dużymi brązowymi oczami i rozpromienioną w uśmiechu łagodną twarzą. Siedziała obok Zosi na leżaku i z zainteresowaniem przyglądała się jej, gdy ta rozmawiała przez telefon. - Brzmi to znajomo, dlatego pytam.
    - Jestem z Polski - odparła łamaną angielszczyzną.
    - Dziewczyna mojego syna jest Polką, przyjdź do nas wieczorem na grilla. Julka będzie. Mieszkamy tu na parterze.
    I wskazała budynek równoległy do basenu.

    Zosia nie mogła doczekać się wieczornego spotkania. Wiedziała, że Brazylijczycy są bardzo otwarci, że znają i kochają naszego Papieża, wiedzą kim jest Wałęsa i Boniek. Jej sąsiedzi to również „brazyliano”, a w szkole na ESL połowa uczniów to Latynosi. To oni wiedzieli, gdzie leży Polska, podczas gdy nauczycielka słysząc „Poland” pokazała na Rosję i powiedziała: „Polska jest stolica Rosji”. Niemniej nie oni, a fakt poznania Polki nie pozwalał jej się skupić. Tęskniła za polskością. Pragnęła jej całą sobą. Ciekawe z jakiego regionu jest ja dziewczyna? Może z Poznania jak ja? I mam nadzieję, że w moim wieku, bo starszą wiekiem koleżankę to bez problemu znajdę w polskim kościele.

    Z butelką wina dla matki Santiago jak i z szóstką piwa dla ojca Zosia z Oskarem poszli na grilla. Latynosi bawią się wspaniale i zawsze w dużej grupie. Błędnym wzrokiem zmierzyła wszystkich gości i trochę spanikowała, bo nie zauważyła nigdzie słowiańskiej urody. Wysoka, o długich nogach i bardzo smukłej sylwetce dziewczyna z oczami jak węgielki i kruczo czarnymi włosami zaczęła iść w ich stronę.

    - Cześć, jestem Julka.
    - A ja Zosia, to mój mąż Oskar.
    Julka mieszkała nad samym oceanem. Miała najpiękniejszy widok na świecie! Opiekowała się starszym lekarzem, który z czasem stał się nieodłączną częścią życia obu dziewczyn. Zosi wydawało się to bardzo egzotyczne i godne pozazdroszczenia, bo ona sama na początku pobytu w kraju-raju sprzątała znienawidzone domki. Na szczęście robiła to raptem kilka miesięcy, bo dość szybko znalazła się w błogosławionym stanie i musiała ku wielkiej radości zrezygnować z pracy. Zostawiła sobie tylko jednego klienta. Był to charakterny mężczyzna, który w jakiś sposób zawładnął jej sercem, choć początki tej przyjaźni były bardzo burzliwe.

    Pewnego wtorku jak co tydzień ścieliła jego łóżko, gdy ten poprosił ją o umycie lodówki. Następnie jak na amerykańskich filmach stanął przed nią ze szczoteczką do zębów. Załamała ręce, zakręciły jej się łzy w oczach, bo przecież jeszcze niedawno w Polsce była office managerem i siedziała pierdząc w stołek osiem godzin nic nie robiąc. No, może to trochę przesada, bo miała siedmioosobowy zespół pod sobą, ale to zupełnie inna praca wymagająca ruszania głową, a nie machania szmatką. Wyrwała mu szczoteczkę z ręki i poleciała z mokrymi oczami do łazienki. Trzasnęła drzwiami, aby nikt jej nie oglądał, założyła słuchawki na uszy i starała się w ogóle o tym zajściu nie myśleć. Po zakończeniu - jak jej się wydawało - pracy poszła do dziadka po czek, a on z łagodnie błagalnym uśmiechem na twarzy poprosił ją o jeszcze jedną przysługę, a mianowicie o umycie podłogi w garażu. Wszystkie te rzeczy były dodatkowo płatne, bo sprzątanie ogranicza się do zmieniania pościeli, umycia podłóg w mieszkaniu oraz ogarnięcia łazienek i kuchni. Niemniej Zosia wpadła w szał, bo była już zmęczona. Garaż nie należał absolutnie do jej obowiązków, więc postanowiła odmówić, a że jeszcze nie posługiwała się angielskim, to pod nosem w ojczystym języku burknęła:
    - I co jeszcze stary chuju, może mam tu jeszcze pobiegać w gaciach i zaklaskać uszami?
    Dziadek zbladł.
    - Że ja jestem stary to rozumiem, ale że aż taki chuj? - zapytał z buzią ułożoną w podkówkę i wielkim żalem w głosie.
    Zosia wybiegła z domu nie zabierając czeku. Nie chciała znać i widzieć tego człowieka.

    Jak to? Przecież to było pięknie czysto po polsku! To ja się tu męczę, a facet zna polski? Co za upokorzenie. Szok! Co on sobie w ogóle myśli? Mam serdecznie wszystkiego dość. Co za kraj! Co za ludzie!

    Jak się potem okazało, ów dziadek jest Żydem polskiego pochodzenia. To jemu Zosia zawdzięcza naukę angielskiego. Godzinami, jak już się pogodzili (bo dziadek nie dał za wygraną i dzwonił codziennie, aby przyszła) siedziała pijąc z nim kawę i ucząc się języka.

    W dniu, kiedy Julka poznała Zosię nie była jeszcze z Santiago, choć całą sobą wykazywała ochotę. Często spotykały się razem na kortach tenisowych tuż pod jego oknami, aby mieć kontrolę nad jego powrotami z pracy i pomachać mu radośnie.
    - A może powinnaś się spotkać z kimś innym? Czy to koniecznie musi być on?
    - Masz męża, to nie wiesz jak to jest. Ja się starzeję, też chcę mieć kiedyś rodzinę, a poza tym on mi się podoba. Czy ty wiesz jaka wyszłaby z nas boska mieszanka?
    - Haha, no tak. Lepiej pójdźmy na basen, bo ja mam już dość. Jestem pewna, że on nas zauważył i za chwilę będzie nas szukał.

    Wiosna na Florydzie jest gorąca i wilgotna. Nadchodziło lato równie słoneczne i lepkie. Ludzie funkcjonowali pomiędzy samochodem z klimatyzacją a mieszkaniem, sklepem czy też pracą. Nie wiadomo dlaczego nie ma tam chodników. Ludzie nie chodzą. Nie widać ich na ulicach...

    CDN.




    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!