• Wędrówką życie jest człowieka...

    Między FL a PL (5)





















    - Pali się! - krzyknął Oskar. - Wysiadaj!

    Jechali z „Góralowa” na słynne Jackowo. Na Harlem Avenue stanęli w płomieniach. Na tylnym siedzeniu Zosia znalazła butelkę coli i w pośpiechu podała ją Oskarowi, który machał swetrem walcząc z płomieniami. Napój w całości wylany na silnik ugasił pożar.

    - No nie! Policja, jeszcze tego nam trzeba! Shit!
    Mundurowi nawet nie wysiedli z auta, opuścili szybę i jeden powiedział: - Tu jest niebezpiecznie, proszę przejechać o dwie przecznice dalej - po czym odjechali. Samochód na szczęście odpalił, ale nic nie działało jak trzeba. Przejechali jeszcze kilka mil i auto całkowicie stanęło. Jak się okazało, siadła elektryka. Utknęli w Chicago na tydzień, choć mieli nazajutrz wracać.

    - Nic się nie stało, pokażę ci miasto, w którym spędziłem cztery lata - powiedział nader spokojnie i jakby radośnie Oskar. - A teraz zadzwonię po Kubę. Przyjedzie po nas i przenocujemy u niego kilka dni. Rozmawiałem już z Grześkiem, u niego nie ma warunków. Był zmartwiony, że nie zabieramy go jutro. Jemu naprawdę Chicago dało w kość.

    Grzesiek i Kuba to koledzy Oskara z podwórka. Razem się wychowali i takie spotkanie po latach miało niesamowitą wartość. Siedzieli całą noc i rozmawiali. Zosia chwilę przysłuchiwała się tym barwnym historiom, niemniej w pewnej chwili pożegnała się z chłopakami życząc im dobrej nocy. Dzień był pełen wrażeń i zasypiała na stojąco. Po zamknięciu oczu ukazała jej się ponownie czarnoskóra, młoda kobieta.

    - I would like to take an exam for driven licence - wydukała Zosia dumnie.
    - Czy test życzy sobie pani w języku polskim czy angielskim?
    Białe zęby błyszczały w uśmiechu, a kobieta wydawała się być niezaskoczona opadem szczęki Zosi, która usłyszała poprawną polszczyznę.
    - Jeśli mogę wybierać, to poproszę po polsku.
    Testy poszły bez problemu tak jak i sama jazda, więc już po południu Zosia miała swoje pierwsze w życiu prawo jazdy w ręku.

    Chicago ma w sobie coś. Krąży legenda, że miasto zbudowano na cmentarzu indiańskim i ciąży nad nim klątwa. Ktokolwiek raz przyjedzie do Chicago, będzie zawsze do niego wracał. Jak powiada Oskar, zawsze tak jest. Nie da się uwolnić do tego miejsca.

    - Jeśli przywiózłbyś mnie do Chicago i nie znałabym nic innego, nie widziała Florydy, to nie zostałabym w USA dłużej niż trzy tygodnie - mówiła Zosia do Oskara, gdy wracali od Grześka.
    Mijali właśnie plac niewolnika, czyli słynne skrzyżowanie Belmont Ave. i N. Milwaukee Ave.
    - Jedynie „Czerwone jabłuszko” mi się podoba. Szkoda, że nie ma takiej polskiej knajpki nad oceanem. Muszę powiedzieć, że jedzenie świetne.
    To tu po raz pierwszy Zosia zetknęła się z hasłem „all you can eat” za 7.99$. Ona wraz z Oskarem przejadała na pewno więcej niż osiem dolarów. Niesamowite, że im się to opłaca! Po pół roku pochłaniania amerykańskiej sieczki ich żołądki były maksymalnie stęsknione i przez cały tydzień właśnie tu przychodzili na obiady, aby ukoić kubeczki smakowe.

    Grzesiek mieszkał w piwnicy i miał tak zwane ciepłe łóżko. Oznaczało to, że jak on przychodzi z pracy, to jego kumpel wychodzi. W ten sposób łóżko było zawsze nagrzane. Zosia zdębiała, ale jak się okazało to nie była jedyna historia zasłyszana w ciągu kliku ostatnich dni, która poruszyła ją dogłębnie.

    Grzegorz zadzwonił do Oskara po kilkumiesięcznym pobycie w wietrznym mieście z pytaniem, czy nie weźmie go na Florydę. Zosi to nawet pasowało, bo do tej pory mieszkali z Ludkami - małżeństwem z Czech i w gruncie rzeczy miała już dość.

    Cdn.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!