• Wędrówką życie jest człowieka...

    Między FL a PL (7)


























    Oczy szeroko otwarte, wargi lekko uchylone w niemym grymasie. Zosia patrzy przerażona na Mario, szukając wytłumaczenia. On zaś schował twarz w ręce i ukradkiem ociera łzy.

    Margi przerwała tę miażdżącą ciszę. Wpadła do pralni trzaskając drzwiami, podbiegła do męża, kleknęła przed nim i zaczęła głośno płakać. Lekarz, który przyjaźnił się z nimi od lat podszedł do przerażonej Zosi. Wiedział, że dziewczyna ma jeszcze problemy z angielskim i nie wiedząc jak najprościej wytłumaczyć jej to, czego sam jeszcze nie rozumiał po prostu otoczył ją ramieniem i przytulił mocno.
    - Zosia, idź do domu. Nikt dziś już nie będzie pracował. Włącz telewizor i nagrywaj co się da.
    - Dobrze - wydukała przez łzy, bo serce jej pękało, gdy patrzyła na właścicieli. Strach i brak jakiegokolwiek rozeznania w sytuacji paraliżował ją. Margi  podniosła głowę, spojrzała na nią i szlochając rozżalona szepnęła:
    - Módl się. Nasz syn pracuje na 26. piętrze. Zadzwonię do ciebie.

    Ulica była pusta. Kilka radiowozów przemknęło na głośnym sygnale. Od razu włączyła telewizor, nastawiła nagrywanie i usiadła do komputera, aby dowiedzieć się z polskiej telewizji, co tak naprawdę się dzieje. Telefon. To na pewno Oskar.
    - Jesteś w domu?
    - Tak.
    - To dobrze, nie ruszaj się i czekaj na nas. Jedziemy też do domu, ale bardzo powoli, co chwila jest jakaś blokada, sprawdzają samochody, szukają terrorystów. Jeszcze jest jeden samolot w powietrzu. Ponoć leci na Pentagon. Zadzwoń do rodziców póki telefony działają - nigdy nic nie wiadomo i powiedz, że na Florydzie jest bezpiecznie, że tu się nic nie dzieje... Uspokój ich.
    - Ale powiedz mi, dlaczego tak się stało i kto to zrobił?
    - Nie wiem, trudno teraz powiedzieć. Dzwoń.
    Zosia nerwowo wybiera kierunkowy do Polski, do Poznania, potem do teściów i nic. Przypomniała sobie opowieści rodziców o stanie wojennym i braku kontaktu ze światem. Teraz ona zza oceanu nie może im powiedzieć, że jest cała i zdrowa. To doprowadziło ją do prawdziwej histerii. Wyobraziła sobie mamę stojącą przy telefonie i nerwowo stąpającą z nogi na nogę w oczekiwaniu na głos córki.
    - Zawalił się ten budynek! Nie mogę się nigdzie dodzwonić, to jakiś koszmar! Nienawidzę tego miejsca, tego kraju... - Zosia krzyczała na Oskara.
    - Co? Niemożliwe! Nagrywasz?
    - Tak, tak...

    Zosia wybuchła płaczem. Krzyk ludzi, panika, kurz... Dziennikarze mówiący szybko niezrozumiałe słowa, które powoli nabierały logicznego wydźwięku. Zosia raptem zaczęła wyłapywać wyrazy, które układały się w zdania. Wojna? Na pewno będzie, jeszcze nie teraz, ale to nieuniknione. Ameryka zapomina, ale nie wybacza, a tego ataku terrorystycznego nie wyrzuci z pamięci i wykorzysta, gdy tylko nadarzy się okazja.

    - Halo? Zośka?
    - Cześć Julka. Przyjedziesz do mnie? Czy ty wiesz, co się dzieje? Co mówi dziadek? Daje wiarę? Czy coś podejrzewa? Jakieś domysły, kto za tym stoi? Czekam na Oskara, pracuje w Hotelu Braekers. Goście w szoku, wszystkie roboty wstrzymane, każdy jedzie do domu.
    Zośka zasypała pytaniami koleżankę.
    - Niestety, nie ruszę się z domu. Doktor Liva zapatrzony w telewizor, nie ma kontaktu z synem.
    - Jak to? Przecież on nie pracuje w WTC.
    - Nie, ale nie dojechał jeszcze do pracy, nie odbiera telefonu. Wiesz, że lekarze są nieobliczalni, może pojechał w samo centrum wydarzeń, aby ratować ludzi?
    - Możliwe, uspokój dziadka, bo dla niego stres nie jest wskazany. Nie mogę uwierzyć w to co się stało! Mam wrażenie, że to jakiś koszmarny sen, z którego się zaraz obudzimy. Wiesz, że ja na początku myślałam, że to reklama jakiegoś nowego i topowego filmu?
    - Dokładnie, tylko że cały świat go śni, więc musi być prawdziwy. I uwierz mi, że to nie film. To się dzieje naprawdę.
    - Patrz! Julka! Drugi budynek się zawalił!
    - Widzę, Zośka zadzwonię do ciebie później, muszę dać mamie znać, że jesteśmy tu cali i zdrowi.
    - Może będziesz miała szczęście, ja nie mogę się nigdzie dodzwonić. Gdyby się tobie udało, poproś mamę, aby zadzwoniła do Poznania, pa...

    Cisza w słuchawce. Zosia jeszcze siedzi nieruchomo. Wpatrzona w ekran szuka jakiegoś znaku, że to jest tylko makieta, że to głupi żart, jakieś ćwiczenia wojskowe... Takie rzeczy nie dzieją się naprawdę. Jeśli Bóg istnieje, nie pozwoliłby na to. Nie ma wytłumaczenia takiej tragedii. Nie można opisać tego ani znaleźć logicznego wyjaśnienia, nie można przejść obojętnie obok ofiar. Ciała syna Margi i Mario nigdy nie odnaleziono. Margi postawiła zdjęcie na ladzie w pralni opasane czarną wstążką, na której wyhaftowała: „Niech Bóg ma go w opiece”. Zginął tragicznie w zamachu na USA. Ameryka się nie poddaje... America we stand up... Na każdym samochodzie pojawiły się naklejki, proporczyki i flagi... Na aucie Zosi też, obok flagi polskiej znalazł się napis „God bless USA”. Zosia nie widziała więcej Margi płaczącej. To była silna kobieta. Amerykanka, która straciła syna podczas zamachu terrorystycznego w New York. Była dumna, że jej syn poświęcił życie, wierzyła, że nie na darmo.

    Cdn.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!