• Wędrówką życie jest człowieka...

    Między FL i PL (8)

























    Dzień za dniem mijał upalnie, dusząc wciąż niezrozumiałe wrześniowe tragedie, niemniej nikt już o tym głośno nie wspominał.

    Tylko europejskie, a właściwe polskie stacje chyba dla odwrócenia uwagi od bieżących problemów tego biednego kraju wciąż pokazywały płonące wieżowce. Tutaj wszystko ucichło po tygodniu, jakby już nic nie było do powiedzenia. Obejrzany film science fiction, który wywołał ekstremalne emocje ulatniał się z naszej pamięci, pozostawiając trzepoczące na wietrze flagi. „I am proud to be an American” - szacunek i bezinteresowna miłość do kraju. Czasem ślepa, ale nieustająca.

    Zosia obudziła się wcześniej niż zwykle w ten sobotni, piekielny od świtu poranek. Promienie wpadające nieproszenie do pokoju podnosiły zmęczone powieki i choć dopiero piąta nad ranem, wiedziała, że sen już nie nadejdzie. Zdziwiona nie zastała Oskara w łóżku.

    - Nie możesz spać? - zapytała widząc go w kuchni.
    - Właśnie robię kawę, miałem ciebie za pięć minut budzić. Idź się myć, bo jemy śniadanie i jedziemy.
    -  Gdzie? - na jej jeszcze nieobudzonej twarzy rysowało się coraz większe zdumienie.
    -  Niespodzianka.
    -  Przecież wiesz, że nie lubię niespodzianek - burknęła pod nosem i poszła do łazienki.

    Minęli Miami i zjechali na A1A. Zosia rozglądała się uważnie, bo jeszcze nie przekroczyła tej granicy, nic zresztą nie ciągnęło jej wcześniej w te strony. Błękit nieba dotykał dna oceanu, most za mostem i ta niesamowita przestrzeń, gdzie aniołowie skrzydłami oplatają budzące się życie na ziemi. Cudownie. Największe wrażenie zrobił most zwany „Seven Miles Bridge“ łączący wyspy Kay Vaca i Little Duck Key. Oskar pogłośnił radio, gdzie dochodziły słowa piosenki Beach Boys Kokomo.

    - Czy pomyślałabyś kiedyś, że będziesz na Key Largo? Czy w ogóle dochodzi do ciebie jakie mamy szczęście, że jesteśmy tu i teraz?
    Po czym Oskar otworzył wszystkie okna i zaczął głośno śpiewać: Key Largo, Montego, baby why don't we go Jamaica. Off the Florida Keys there's a place called Kokomo...

    Zosia oparła głowę o ramię Oskara i łzy pociekły jej po policzku. Mąż ma rację, a ja wciąż marudzę - myślała. Przecież nie można porównać poznańskiego szumu miasta do opowieści oceanu. Oczy pełne zachwytu, karmione niewiarygodnie tropikalnymi kolorami i ciepłym białym piaskiem pod nogami przekazują swoją relację, zaś serce wciąż rozpamiętuje uliczki pełne ludzi, nasączone zapachem złotej polskiej jesieni chodzącej po liści szumiącym dywanie. Wszystko to trafia do rozsądku, który mądrością swą chce dokonać właściwej oceny piękna i potrzeby ciała, ale nie może... Zwyczajnie gubi się w swoich diagnozach i wskazać tego jedynego miejsca na ziemi nie jest w stanie. Gdzie jest mój dom? Boże! To pytanie powraca, uśpione rajem na ziemi. Czasami niechciane puka do serca powodując zamęt, szum i podnosząc ciśnienie.

    - Wiesz, że ja w sumie tęsknię za jesienią? Pamiętasz jak zawsze zbieraliśmy kasztany?
    -  Zosik, oczywiście, że pamiętam, ale teraz jesteśmy tu i zamierzam się cieszyć chwilą, zwłaszcza że wycieczka to nie jedyna niespodzianka jaką przygotowałem tobie na urodziny. Mam w planach odwiedzić muzeum Ernesta Hemingwaya i zachód słońca na łodzi ze szklanym dnem. O tej porze roku najlepiej widać rafy koralowe i można zobaczyć rekiny.
    -  Wspaniale! - Zosia klasnęła w ręce jak mała dziewczynka i przestała już rozmyślać o tym, co było lub jest teraz w Polsce. Raptem naszła ją nieodparta ochota na dobrą zabawę i nic, absolutnie nic nie mogło jej dziś w tym przeszkodzić. Szczególnie, że były jej urodziny, a ona siedziała obok mężczyzny swojego życia.

    W końcu dotarli do pokoju na pierwszm piętrze w maluteńkim lokalnym hoteliku. Otworzyli drzwi i oboje padli na łóżko. Po całym dniu wrażeń, zachodzie słońca i kolacji pełnej owoców morza marzyli o lampce wina z dodatkiem namiętności. Zosia przytuliła się do Oskara pełna spokoju i prawdziwego szczęścia. Key West zrobił na niej wielkie wrażenie. Odwiedziła też malutką galerię. Zbigniew Kozioł wraz ze swoją azjatycką żoną mieszkają na tej wyspie ponad dwadzieścia lat, malując przebarwne, abstrakcyjne i tropikalne obrazy. Przypomniało to jej to o tym, że też uwielbia zabawę kolorami, ruchy pędzla i barwne bajki pojawiające się na płótnie. Zabierają w zapomnienie cały stres.
    -  Koniecznie muszę wrócić do malowania, do robienia zdjęć, do czytania. Wiesz Oskar?
    -  Wiem, wiem... W polskim kościele jest biblioteka, możesz przecież coś wypożyczyć albo poproś rodziców to ci prześlą. Swoją drogą to chyba już powinnaś zacząć czytać po angielsku, co? Zaczniesz mówić to i znajomi się pojawią. Musisz zacząć poznawać amerykańskie kobiety, a nie ograniczać się do Polonii...

    Zosia przytuliła się do męża, nie chciała już więcej rozmawiać. Dziś udało się jej zapomnieć o Poznaniu, była tu i teraz szczęśliwie otumaniona, upita niewyobrażalnie obłędnymi kolorami ziemskiego raju. Chciała tylko utonąć w opiekuńczych ramionach męża i zapomnieć o całym Bożym świecie. Odpłynąć, poddać się sile ciągnącej ją bezpiecznie na dno, pogrążyć się w delikatnie ekscytującej ciemności boskiego, upojnego zatracenia. Oskar przypatrywał się jej uważnie i wielką radość sprawiał mu każdy dotyk jej drżącego ciała, które nieprzerwanie tańczyło, wiło się i pięknie prężyło. Delektował się tą chwilą, która mogłaby zamienić się w wieczność. Już dawno nie widział takiego niczym niezmąconego szczęścia krążącego wokoło, dzwoniącego w uszach, przeszywającego każdy milimetr rozgrzanego ciała. Przypominali teraz motyle splecione w miłosnym tańcu, trzepocące swoimi delikatnymi skrzydłami i muskające siebie delikatnie, acz namiętnie...

    Księżyc nucił najpiękniejsze kołysanki, w oddali słychać było srebrzysty szum oceanu, a w powietrzu unosił się zapach październikowego spełnienia, które zaowocowało najpiękniej jak potrafi. W czerwcowy, letni, zwyczajnie niezwyczajny poranek. 

    Cdn.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!