• Wędrówką życie jest człowieka...

    Mój dom musi być z marzeń ogrodem...


    Ja mam jakąś dziwną manię nakręcania się.

    Tak sobie wbiłam do głowy, że będę mieć dom z ogródkiem... A raczej zieloną trawą i dwoma drzewkami: jabłonką i czereśnią. Jak tylko zamknę oczy mam wrażenie, że leżę w dużej sypialni z widokiem na zieleń i wcale nie jest to efektem wysokiej gorączki, która właśnie się do mnie paskudnie przyplątała. Dlaczego akurat te drzewka? Bo dają  owoce, które mogę jeść non stop! Kocham jabłka, zwłaszcza papierówki, a czereśnie z robakami. Przypomina mi to dzieciństwo i chodzenie na wsi po sadach, które owszem, miały właścicieli, ale i swoich „miejskich małoletnich krwiopijców” również. Niemniej kochani, nie o ogrodnictwie tu będzie, bo ja mieszczuch jakich mało - nie mam daru do pielęgnacji roślin i wszystko, dokładnie wszystko przy mnie usycha.

    Wyjeżdżając z Florydy miałam jednego bambusa, którego kupiłam w China Town w Chicago i sprzedający powiedział, że mam wsadzić go do wody z kamyczkami i codziennie do niego mówić, a on w zamian będzie pięknie rósł. Bambus, który z roku na rok robił się piękniejszy, znał tajemnicę każdego mojego uśmiechu jak i każdej uronionej łzy. Siedząc czasem samotnie w domu, gdy wszyscy wychodzili do pracy, ja z nudów i wiecznie nieopanowanej tęsknoty do ojczyzny, która teraz stanęła mi ością w gardle, opowiadałam mu historie mojego życia, jak też wymyślałam różne scenariusze na kolejne lata.

    Wyjeżdżając miałam zamiar zabrać go ze sobą, aby był świadkiem upadku kobiety, ale Gabriela poprosiła mnie o bambusa, mówiąc, że chce mieć przy sobie kogoś, do kogo będzie mówiła, gdy mnie zabraknie. Płakałam jak dziecko, a to z radości, że mam Gabrielę, a to z żalu, że zostawiam ten zielony badyl, który przecież towarzyszem mi był przez dziewięć lat...


    Wracając do mojego domku marzeń, to aby ono się spełniło najpierw trzeba sobie wyobrazić domek, potem poczuć się w nim dobrze i dotykać rękoma ścian, wchodzić i schodzić po schodach, wycierać kurze... Potem mocno uwierzyć, że to możliwe. Ja widzę ten dom bardzo wyraźnie, czuję zapach dębowch desek i ciepło bijące z kominka.  

    Wiem też, że nigdy nie będzie minie stać na niego, jeśli nie zwiększę swoich dochodów, bo marzenie należy zasiać w nas, a potem podlewać je, pielęgnować i chodzić koło niego. Ilu z nas wygra milion w totka? albo znajdzie walizkę pełną pieniędzy? Kopciuszek jest tylko jeden, ale to nie oznacza, że mamy zaprzestać wierzyć w cuda, bo one są w nas, należy tylko uwolnić siebie od stereotypów i uwierzyć, że szczęście jest nam pisane!

    Mój domek jest i czeka na mnie gdzieś na prerii w prowincji Saskatchewan. Wiem, że Kanada jest moim miejscem na ziemi, wiem, że w wieku 55+ kupię malutki apartament na Florydzie i będę zimować wśród palm, wygrzewając swoje jeszcze całkiem całkiem ciało...Wiem też, że marzenia te pozwoli spełnić mi Talk Fusion, o którym już tu wspomniałam, więc chyba stworzę osobny kącik na moje poczynania w tym temacie... I jest zupełnie bez znaczenia czy będziecie świadkami sukcesu, czy też porażki, bo ja umiem przyznać się do błędów (wie to mój prawnik), ale one nie są końcem świata, są potrzebne... Jak śmierdzący nawóz pod kwiatki. Najważniejsze, by wyciągać wnioski, uczyć się i iść dalej...

    Kochani namawiam Was, apeluję - walczcie o swoje marzenia, o te duże i o te małe!



    8 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!