• Wędrówką życie jest człowieka...

    Robaczliwe dylematy u progu wakacji :-D


    Jakie to życie jest przewrotne... Jeszcze niedawno (to znaczy mnie się wydaje, że to było kilka lat temu, a to już przecież ponad 20) cieszyłam się z wakacji jak mało kto... A teraz? Cóż, też się cieszę, ale inaczej. Nie myślę o sobie, ale o dzieciach i tym jak im najlepiej i najwspanialej umilić ten czas. Teraz pierwszy raz odkąd jestem w Polsce mogę im w końcu poświęcić całe dwa miesiące, a to dzięki pracy w domu. To jest super udogodnienie... Niemniej nie o tym, a o wyobrażeniach najmłodszych.

    Pamiętam, jak ja pisałam do rodziców długie listy z prośbami, abym mogła pojechać na Mazury... Moje dzieci reagują na tę propozycję skrzywieniem ogólnym całego ciała. Co jest? Otóż większość dzieci u nich w szkole jeździ na zagraniczne wycieczki. Cóż... Fakt faktem, że przy zmianach klimatycznych trudno jest przewidzieć pogodę w Polandzie no i drogo tu jak... Bałtyk z dziećmi to majątek, tyle samo wydamy na wczasach poza naszymi granicami.Wczoraj rozmawiałam ze znajomymi i ich dzieci jadą na kolonię z kościoła :-) To mnie trochę zdziwiło, ale potem uświadomiłam sobie, że ja też zaliczyłam kilka takich wyjazdów.

    Wypoczynek taki jest przede wszystkim tani, a i lekcję dobrego wychowania i jakiejś ogólnej emapatii dostaną - przynajmniej tak mi się wydaje... Dlaczego o tym piszę? Bo pierwsza moja reakcja była taka sama jak moich dzieci na wieść o Mazurach, ale po chwili zaczęłam zauważać same korzyści... A to dlatego, że od kilku dni obserwuję swoje najmłodsze dziecko i przeraża mnie jego fascynacja „śmiercią” - okropne. Chodzi, zbiera jakieś robaczki i inne stworki, a potem dosłownie je maltretuje i zabija...Oczywiście ja z nim rozmawiam, tłumaczę, że to stworzenie Boże, że to nieładnie tak postępować i on sam nie chciałby być na miejscu tego robaczka...

    Nie wiem, co ten pięcioletni mózg sobie myśli, bo wielkie maślane niebieskie oczy wpatrują się we mnie, nawet jestem skora powiedzieć, że zauważam jakiś lekki wstyd i żal. Dziecko obiecuje, że już więcej tego nie zrobi, że będzie uważał na każde żyjące stworzenie, po czym jak ja tylko nie widzę łapie mrówkę i chowa ją do słoika zakręcając pokrywkę albo urywa pająkowi nóżkę...

    I bądź tu mądrym rodzicem? Doprowadza mnie to do szału, mam ochotę złapać gówniarza i porządnie nim potrząsnąć, aż tu raptem przypomina mi się moje dzieciństwo, gdzie chłopcy-rówieśnicy robili dokładnie tak samo... Ciekawe jacy z nich dziś wyrośli ludzie i czy potrafią pochylić się nad okaleczonym zwierzęciem i go przygarnąć? Jakoś nie daje mi to spokoju i nie wiem co ja mam zrobić?




    2 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!