• Wędrówką życie jest człowieka...

    Do trzech razy sztuka! Tym razem to Zone Fitnes!


    Wczoraj sama z nieprzymuszonej woli poszłam na siłownię, a to jest powiadam Wam nie lada wydarzenie :-D 

    Mój mąż jak i jego znajomy oraz jego przepiękna dziewczyna :-D (Boże, jak ja jej zazdroszczę figury!) patrzą już na mnie rozwścieczonym do czerwoności bykiem :-), bo cała trójka zafascynowana ćwiczeniami fizycznymi nie jest w stanie zrozumieć mojej awersji do ruchu i owego pomieszczenia.
    Robert - może kiedyś odważę się podnieść ciężarek przy nim :-D 

    Robert jest trenerem osobistym współpracującym z nowo otwartą siłownią Zone Fitnes, gdzie właśnie wykupiłam karnet. Super z niego facet, serio! O ile nie jesteśmy na siłowni i nie spogląda na mnie miażdżacym wzrokiem zza filaru :-) - wiem, wiem... że jestem obsesyjnie chora na tym punkcie, prawda Robert? Ale co ja na to poradzę, że wydaje mi się, iż nie ma na całym bożym świecie bardziej tłusto-nieruchliwej baby! 

    Cóż... Ów karnet miałam rownież na Calypso, ale poszłam tam dwa razy i więcej nie wróciłam... Albo wylansowane laski, albo babcie drące swoje opowieści na cały regulator, podnosząc ciśnienie i tak fizycznie zawstydzonej, spoconej duszy.To było ponad moje siły.

    Zone jak na razie ma swoisty klimat osamotnienia, jak przystało na rozkręcający się biznes. Cisza i spokój. Pełny relaks.

    Damian :D Energia...

    Na zajęciach lady dance osiem osób - rewelacja! Nie za dużo nie za mało :-) Na tyle, aby się ukryć za kimś i nie oglądać siebie rozlazłej w lustrze, nie będąc przy tym zgniecionym ciasnotą ruchów :-) Zajęcia prowadził Damian. Choć nie chcę tego sama przed sobą przyznać, to spodobało mi się - nie wiem dlaczego, bo gościu młody, panie obłędnie szczupłe i sala jak zwykle lustrzana, a ja za niczym nienadążająca poczwara :-( Nie wspomnę o zajęciach - tak tak, ja zostałam na kolejne 30 minut na tajemnicze mini ABS, na których nie byłam w stanie zrobić żadnego z pokazywanych ćwiczeń na brzuch. Niemniej po zajęciach poczułam się zwyczajnie dobrze... I tylko tyle, ale to dało mi poczucie, że zrobiłam coś wyjątkowego jedynie dla siebie, dla mojego ciała... Uwolniłam się też od autodestrukcyjnych myśli. 

    Wracając do domu czułam błogi spokój i osobliwe szczęście. Patrząc na własne odbicie w szybie autobusu uśmiechnęłam się i pomyślałam: hej stara, w sumie nie jest aż tak źle, jeszcze kilka miesięcy i będziesz fikać jak za dawnych czasów. Oby... bo teraz pisząc znowu ogarnia mnie panika! Czy ja dam radę tam wrócić? Zapewne wszyscy się patrzyli na mnie, bo moje XXL ciało przysłaniało cały świat, zaś gruba dupa wystawiła się na pośmiewisko :-D (w obliczu stresu zawsze mi się zbiera na rymowaną ironię). Jednak jak wytłumaczyć fakt, iż na drugich zajęciach trener zgasił światło?  Hehe, zapewne nie mógł już  na mnie patrzeć :-D Trochę żartuję kochani, bo to akurat było przyjemne. Wtedy przestałam się oglądać na innych i zajęłam się sobą. Koncentrowałam się na każdym ruchu i starałam się w miarę swoich możliwości wykonywać je jak najlepiej. Dziś zaś wszystko mnie przyjemnie boli i jakoś dziwnie dobrze mi z tym jest! 

    Dziękuję mężowi jak i Robertowi, że choć wkurzają mnie tymi nagabywaniami, to powoli, bardzo powoli, powtarzam - mega powoli, zaczynam przekonywać się do tego, aby siłownię na stałe wpisać w moje życie. Bo musicie zrozumieć, że ja się nie wzbraniam przed ruchem, a przed... No właśnie... kompleksami. 


    3 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!