• Wędrówką życie jest człowieka...

    Pogrzebany uśmiechu dotyk


    Każdy wspomina przy takiej czy owej okazji swoje szczęśliwe dziecięce lata. Ja też... Ilekroć sięgnę pamięcią widzę siebie z nosem w pociągowym oknie. Radośnie oczekuję stacji Bydgoszcz. Uwielbiałam jeździć do wujostwa...

    Czułam się tam kochana i potrzebna, zawsze miałam wrażenie, że oni cieszą się z mojej obecności. Pamiętam wieczorne rozmowy przy stole, krzątanie się cioci, opowieści wujka i Sinead O'Connor kołyszącą mnie do snu, którą w owym czasie uwielbiał ich syn. Jak to bywa ja, hormonalnie szalejąca nastolatka, podkochiwałam się w nim, bo starszy o sześć lat wzbudzał mój podziw, a poza tym, która z nas nie chciałaby mieć starszego brata? Ja zawsze miałam takie pragnienie... Tuż obok, na końcu korytarza, mieszkała ich córka z rodziną, która wypełniała ten dom gwarem. Stanowiło to najpiękniejszą całość. Wujek był osobą pełną szczerej miłości do ludzi, miał swoje powiedzonka i przyzwyczajenia, łagodny powolnie zniewalający głos, tak że niejednokrotnie można było zatracić się w jego opowieściach. Kiedy kolejne lata mijały, a ja zaczęłam chodzić własnymi drogami, często wracałam do tych beztroskich lat, z uśmiechem wspominając barwne spacery uliczkami bydgoskich zakamarków, wsłuchując się w historie rodzinne zapisane w sercach wujostwa. Wujek rocznik 1933, a więc typ człowieka (teraz takich ze świecą szukać),  który na ustach i w sercu wypisane miał słowa: Bóg, Honor, Ojczyzna... To człowiek szanujący swoją rodzinę i hojnie obdarowywał ją miłością...

    Ja wiem, że od dziecka byłam histeryczką, wzruszajacą się na widok każdej dupereli... Cóż, każdy ma wady i niedociągnięcia. Nie potrafię oszukać serca, które chce płakać. Dlatego dziś, chowając wujka z chusteczką przy nosie i oczach, wspominając go w sercu uśmiechałam się do niego... Najgorszym momentem była pierwsza garść ziemi padająca na trumnę. Wtedy dociera do nas, że to naprawdę koniec (po zamknięciu oczu widziałam tam siebie i ogarnęło mnie przerażenie, bo ja tak bardzo boję się samotnej ciemności). Wraz z kwiatem, białą lilią, wrzucilam list do mojego w sumie ostatniego prawdziwego wujka. Nie pożegnalny, ale zwykły, w którym wypowiedziałam niewypowiedziane wcześniej, a potrzebne słowa. Wierzę, że wujek niejednokrotnie sięgnie po niego i czytając obejmie mnie jak za dawnych lat swoim ramieniem. Ilekroć zatęsknię wywołam jego obraz z pamięci, on żyje we mnie. Tu jest bezpieczny, a dziś, choć wciąż przez łzy żegnam go, niech odpoczywa w spokoju. Dzisiaj też, patrząc na pochylone modlące się głowy, dotarło do mnie, że to moja mama i ciocia są ogniwem łaczacym mnie z tymi ludźmi. Gdy ich zabraknie, zakończy się pewna rodzinna historia...

    Patrząc na zachodzące słońce uspokajam się, bo przecież on teraz już spogląda na nas i żyje na jednej z gwiazd pojawiających się na bezchmurnym niebie. Jeszcze nie teraz, nie teraz... Niemniej do zobaczenia, Kochany Wujku. 

    Z miłością
    Tysia :-)
    Bydgoszcz, 30 sierpnia 2012


    Świętej pamięci Wujek Tadeusz i mama w dniu ślubu 1974


    9 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!