• Wędrówką życie jest człowieka...

    Czy można zapomnieć, ot tak...o człowieku?





    -      Chcę iść do domu! Nie chcę się zapoznawać z twoimi kolegami, a już na pewno nie z nim. Wielkie oczy mojego obecnego męża i mina oznaczały wielkie rozczarowanie.
    -      Ale to mój najlepszy przyjaciel, taki przez duże „P”, poza nim nikogo nie mam.

    Eh... I tak się zaczęło oswajanie myśli, że Jerzyk będzie częścią naszej rodziny. Początkowo nie było łatwo, człowiek ten dosłownie „przerażał mnie”, choć nigdy nie miałam powodów, aby go nie lubić, a jednak… Jego wielkie bary, szybki zdecydowany krok i wzrok przeszywający na wylot był odpychająco lodowaty – do czasu…

    -      To kto będzie świadkiem na naszym ślubie? Zadałam to retoryczne pytanie z błagalnym wzrokiem. 
    -      Jerzyk, to chyba oczywiste...



    Tak, tak... Ze smętną niechęcią przyjęłam, że od tamtej chwili Jerzyk i jego załoga stali się częścią naszej „mojej” rodziny, którą chcąc nie chcąc musiałam pokochać.
    Mijały lata i my przywykliśmy do siebie, tak jakoś naturalnie i bezboleśnie. Nawet się nie spostrzegłam, kiedy to i moje serce zaczęło radośnie tykać na wieść, że Jerzyk przylatuje do nas na rok.
    Jerzyka trzeba poznać, oswoić... Wtedy szarości nabierają najpiękniejszych tęczowych kolorów.
    Trzeba dać sobie czas.
    To był dobry zapoznawczy rok, który zaowocował wieloletnią przyjaźnią, tak brutalnie w najmniej spodziewanym momencie przerwaną. Dziś, bez przyczyny i jakiegoś logicznego wytłumaczenia.

    Ja zaś siedząc popłakuję i nie mogę pozbierać myśli -  przerzucam w sercu wspomnienia jak zżółkłe pomięte kartki. Popijając ciepła herbatę ronię łzy niemej rozpaczy.

    Jerzyk uwielbia ziemniaki. Do każdego obiadu fura kartofli. W pewną niedzielę wściekła jak diabli krzyczę na niego:
    -      Chcesz pyry, to je sam skrob. Trzaskam drzwiami od balkonu, wystawiam gar. Mam dość obierania dzień w dzień całego wora, tylko po to, aby zapełnić męskie brzuchy.
    -      Nie, nie, nie, Justa, nawet moja własna żona nie kazała mi obierać ziemniaków. Słyszysz? To nieludzkie, niekobiece, niehumanitarne…

    Spoglądam rozbawiona przez szybę, jak kwadratowe kartofelki wpadają w radosnym pląsie do wody, a towarzyszy im urażona męska duma.
    To zawsze mnie bawi, ta mina smutnego spaniela...

    Takich chwil było wiele, zbyt wiele, aby teraz tak zwyczajnie przejść nad nimi do porządku dziennego. No bo czy można zapomnieć o człowieku, który stanowił część mojej najbliższej rodziny?
    Jerzyk, Jego żona, dzieci, brat to nasi najlepsi przyjaciele. To ludzie, którzy stanowią część nas, mający wpływ na nasze szczęście.

    Dziś odszedł od nas po cichu i niezauważenie człowiek o wielkim, bezinteresownym sercu. Bezszelestnie zamknął drzwi, aby nikt tego nie zauważył, aby nie próbował go gonić czy odciągać, nie krzyczał, nie szlochał...

    Nie napiszą w gazetach, nie wyryją nazwiska w skale, bo to zwyczajny mały człowiek, jak Ty i ja. Choć ja nie znałam osoby, wliczając siebie, która by tak bardzo kochała swoje dzieci, a przecież kochają je wszyscy. To było urzekające. 
    Córki i żona, Ojczyzna i poczucie sprawiedliwości…Takie nietypowe dla XXI wieku cechy wymieszane z Honorem. Nie pośmiertnie wymyślone, ale za skromnego życia udowodnione.
    Jerzyk żyje i nigdy nie umrze, pozostanie w naszych sercach utulony ciepłymi, uśmiechniętymi wspomnieniami.
    Wierzę, że zamknąwszy oczy Rafał Woźniak dołączył do anielskiego szeregu i z podmuchem ciepłego wiosennego wiatru da nam znać, że wszystko u niego w porządku. Że czeka na nas z lampką wina tuż u Pana Boga za piecem, że tęskni tak jak my tęsknimy i że mrugnie do nas najjaśniejszą gwiazdą. Ukradkiem, figlarnie i słodko. Zatem do zobaczenia wkrótce, przyjacielu.
    Justa


    PS. Smutno mi Panie – wiesz? Mam nadzieję, że dobrze wiesz co robisz, bo ja teraz mam ogromny żal do Ciebie, aż z bólu chce mi się wrzeszczeć. Jednak nic poza cichymi łzami nie mogę wykrztusić.


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!