• Wędrówką życie jest człowieka...

    Człowiek człowiekowi wilkiem, czyli „Poległa Kanada” II


    Ostatnio dużo dostaję wiadomości na temat byłego konsultanta emigracyjnego, nazwanego przeze mnie „prawnikiem” czy też Mr. Incredible. Otóż chcę coś wyprostować :-D Wasze komentarze i listy, za które serdecznie dziękuję, uświadomiły mi, że muszę konkretniej pisać. Zatem:
    • nie mam żalu do Pana Pawła Niźnika za niepowodzenie sprawy! Rozumiem, że to nie on podejmuje decyzje. Wiem też, że dokumenty, które on mi przygotował były rzetelne, wypełnione zgodnie z jego wiedzą i obowiązującymi przepisami. 
    Trudno go obwiniać za odmowę, za którą odpowiada zupełnie inna osoba. Prawda? Nie mam też pretensji, że odesłano mi z powrotem aplikację na rezydenta - jeśli pojawiły się tam jakieś błędy, to mogę mieć żal tylko i wyłącznie do siebie. W końcu ja ją wypełniałam... Niemniej czegoś nie rozumiem.

    Mr. Incredible pisał do mnie niemal codziennie, utrzymywał bardzo dobry kontakt, wciąż powtarzał, że nie wolno mi się poddać. Ponoć nie ma sprawy nie do załatwienia. Przyjmując nas jako klientów znał sytuację, bo obserwował całą sprawę siedząc z boku, kiedy to byliśmy jeszcze klientami IIBC (do tej pory nie mogę uwierzyć, że udało się im otrzymać dla nas nominację; prowincja jak widać nie miała problemu z karalnością męża - ktoś z osób decyzyjnych miał jak widać głowę na karku). Zatem, według oświadczeń Pana Pawła, które są też na jego stronie, nie bierze on spraw, które z góry są przegrane. No i ponoć ma niekonwencjonalne metody! I owszem... Jak nikt inny potrafi zmanipulować i owinąć klienta wokół palca. Niemniej i tu nie mam do niego żalu, bo o co? Ja chciałam wierzyć, że on mi pomoże. Bezgranicznie zaufałam i oddałam wszystko w jego ręce. Ba! Ja nawet miałam wrażenie, że łączy nas przyjaźń, a jeśli to za duże słowo, to sądziłam, że jemu zależy na tym, aby mi pomóc. Tak zwyczajnie, po ludzku i od serca. 


    Wierzę, że Kanada jest do „załatwienia” - jeśli jest inaczej, jeśli na prawdę system kanadyjski postrzega mojego męża jako zagrożenie dla społeczeństwa, jeśli po prawie 20 latach wypomina się człowiekowi głupi wybryk młodzieńczy, jeśli nie można naprawić dawnych błędów, to oznacza, że Kanada nie jest państwem godnym uwagi. 

    Tak jak wspomniałam we wpisie Poległa Kanada - ja nadal będę próbowała rozwiązać swoją sprawę. Nie wiem czy do Kanady polecę, nie wiem czy jeszcze chcę niemniej wiem, że człowiek musi bronić swojej godności! Sprawa musi być załatwiona i zamknięta. Tak zwyczajnie dla świętego spokoju. 

    Do Pana Pawła Niźnika mam nieskrywany żal za:
    • niedopilnowanie prawnika kryminalnego, który moim zdaniem wziął 4 tys $ i zatarł ręce, że trafił na naiwniaków. Nie jestem w stanie sprawdzić, co zrobił, a czego nie... ale efektów pracy nie ma żadnych - nie wspomnę o braku odpowiedzi na zapytanie o pardon
    • brak jakiegokolwiek kontaktu, zainteresowania, ludzkiego odruchu w moim kierunku - nawet prywatnego. Pozostawienie mnie samej sobie w najtrudniejszym momencie sprawy. 
    • brak odpowiedzialności za swoje słowa i zapewnienia.
    • ostateczny bilans, w którym widnieje, że ja jestem mu jeszcze winna pieniądze - jego zestawienie opisujące, ile godzin na czym spędził itd... jest godne uwagi! Pierwszy raz spotkałam się z tak skrupulatnym notowaniem. Mam wrażenie, że ten bilans kosztował mnie 14 000 $ :-D
    Wdzięczna jestem za: 
    • uświadomienie mi, że konsultant i prawnik godny zaufania jest na wagę złota,
    • nauczenie mnie czytania ze zrozumieniem,
    • uświadomienie mi mojej własnej wartości,
    • zmobilizowanie mnie do szukania innego miejsca na ziemi,
    • pokazanie mi, jaką jestem idiotką! To znaczy byłam, bo teraz już nikomu nie zaufam,
    • rozmowy... wiele rozmów, emaili na przestrzeni dwóch lat - były one inspiracją, bodźcem do działania! 
    • za iluzję i czasową wiarę, wtedy ona utrzymywała mnie przy życiu. 
    I tyle :-) Mam nadzieję, że teraz już wszystko jasne! 

    Aaa, i jeszcze jedno! W tym miejscu dziękuję Stanisławowi, przedstawicielowi IIBC, za nieustanne przecieranie szlaków ze mną, za obecność, porady, rozmowy i wiarę...

    3 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!