• Wędrówką życie jest człowieka...

    Żałuję, że...


    Witam Ciebie serdecznie!

    Siedzę  w łóżku z laptopem na kolanach. Obok śpi mąż, zza ścian słychać miarowy oddech dzieci. A ja nie mogę zasnąć. Dobrze, że nie muszę wcześnie wstawać, że nic mnie nie goni, że dzieci mają wakacje. To taki komfort psychiczny,  na który mnie w tej chwili stać. Siedzę i myślę... Mój tata zawsze mawia, że myślenie ma przyszłość, tylko niewprawionym szkodzi. Coś w tym jest. Nieprawdaż?

    Zatem rozmyślam... Cały czas dźwięczą mi w uszach ostatnie rozmowy z przyjacielem. Pożegnałam go w lutym. Ale nie o tym... Wróćmy do tych wielogodzinnych rozmów. Oczywistym jest, że człowiek tuż przed śmiercią robi rachunek sumienia. Pojawiają się żale i to głośno wypowiadane, jakby ku przestrodze dla tych, co pozostają. Rozpamiętywane są sytuacje, powraca się do niespełnionych marzeń, do niewypowiedzianych słów. Nikogo to pewnie nie dziwi. Prawda? Słowa ks. Twardowskiego "śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą" obijają się o uszy niczym dzwon. Jednak jest coś, co wciąż nie daje mi spokoju. Wiele razy pojawiło się stwierdzenie, że żyjemy dla kogoś, że żyjemy dokładnie tak jak tego oczekują od nas inni. Ci inni to rodzice, współmałżonek, środowisko itd.

    Powiedział: Wiem, że nie zrealizowałem większości swoich marzeń, w ciszy zabieram je ze sobą. Żałuję, że zabrakło mi odwagi by żyć po swojemu, po czym zapalił papierosa, którego według innych nie powinien. Ręką rozdmuchiwał dym, tak jakby chciał zatrzeć ślady swojego przewinienia. Dziękuję, za te rozmowy... Stały się one inspiracją, naturalnym natchnieniem, aby zacząć wszystko od nowa. Tu i teraz, póki mam czas.

    Niewielu z nas żyje w zgodzie ze sobą. Może się mylę, może ten problem nie dotyczy Ciebie...? Niemniej jeśli nie cieszy nas to, co robimy czegoś nam brakuje, jakiegoś podekscytowania i wtedy nic, absolutnie nic nie pcha nas do przodu. Jeśli nie ma radości, to również nie ma w nas życia. Wtedy wszystkie systemy - nawet motywacji - zawodzą, bo są na krótką chwilę,

    Naturalna inspiracja powinna wytyczać nam cel. Może warto robić wszystkie rzeczy z przyjemnością i eliminować te, które są niechcianym przymusem. Ja nie mówię, że teraz masowo wszyscy mamy rzucać pracę albo zmieniać życie o 180 stopni, Przychylam się raczej do szczerego dialogu samego ze sobą. Może warto wprowadzić koncepcję życia bez narzucania sobie presji? Żyć w zgodzie ze sobą. Szanować się. Nasłuchiwać własne myśli i dostrzegać naturalne natchnienie? Może gdy przestaniemy wciąż powtarzać, że ogranicza nas to i owo, zaczniemy żyć na wolności?

    Ja wiem, co mówię. Doświadczam tego na co dzień, Ty też... Moim cichym marzeniem jest napisać i wydać książkę. Wiem, że mam ku temu predyspozycje, a moje barwne życie może być inspiracją i początkiem wielu ciekawych historii. Podjęłam nawet próby. Ale co z tego? Nic, kompletnie nic, bo żyję w świecie pełnym ram i wewnętrznych ograniczeń. Uczę się z nimi walczyć. Zamykam oczy i widzę siebie wolną od wszelkiego strachu, pełną wewnętrznej energii, inspiracji, natchnienia  i wiary.

    Najważniejsze, by pozwolić sobie na bycie sobą... Tak niezwyczajnie, wbrew wszystkiemu i wszystkim.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!