• Wędrówką życie jest człowieka...

    Powtórka z rozrywki, czyli dawne lęki ze zdwojoną siłą


    Witaj serdecznie w to niedzielne popołudnie!

    Wczoraj na mojej ukochanej grupie SOS dużo mówiło się o drugim odcinku Fat Killers - zabójcy tłuszczu. Grupa ta utworzyła się dość dawno i choć już rok temu porzuciłam odchudzanie z Gacą, to nadal tam codziennie zaglądam. Z przyzwyczajenia. Z chęci podglądania. Z ciekawości. Dla ludzi na grupie, którzy są w większości tylko facebookowymi znajomymi, ale jakże bliskimi.

    Jestem osobą otyłą. Często sama sobie mówię, że jestem gruba, niemniej jednym uchem wpuszczam te myśli, a drugim wypuszczam. Takie gadanie jak grochem o ścianę, bo ja tych zbędnych kilogramów u siebie nie widzę. Nie mam lustra. Specjalnie. Takie kobiece wyrachowanie. Jestem zdrowa. Chyba - bo badań żadnych nie robię, ale gdyby coś się poważnego działo, moje ciało by o tym dało znać. Jestem akceptowana, nie słyszę, że jestem pasztetem, jak to ze łzami mówi jedna z uczestniczek programu. Ale niby gdzie mam to słyszeć, skoro nigdzie nie chodzę?

    Justa!

    Obudź się!

    Mój mąż jest osobą bezgranicznie ślepą. Codziennie rano mówi mi, że jestem piękna, a moje ciało go nadal podnieca. Po 14 latach... Po trójce dzieci słysząc takie komplementy rozpływam się w bezkrytycyzmie. Światło w sypialni gaszę. Nawet świeczek dla romantycznego nastroju nie palę... W ciemności czuję się dobrze.

    Praca online pozwala mi być bardzo anonimową wizualnie  osobą. Oczywiście jest mnie pełno na FB. Rozmawiam przez Skype także bardzo często. Kamery nie włączam. Znajduję zawsze logiczne wytłumaczenie, a jak mi już brakuje pomysłów, to zwalam na słabe łącze internetowe. Działa. Głos mam łagodny i ciepły. Potrafię oczarować rozmową. Na eventy nie jeżdżę. Wstydzę się. Wróć - wcale się nie wstydzę, boję się! Panicznie się boję spojrzeń, szeptów, które zawsze słyszę i przekręcam na swoje wyobrażenie. Bo skoro szepczą, to mówią o mnie, a co z tym idzie na pewno źle. Urasta to do potęgi entej... Nie potrafię z tym walczyć. Miej to w dupie, co o Tobie myślą! Nie mam. Nie uwierzę, że ktoś tak do samego końca ma! Masz?

    Przyjaciele - uciekłam do Norwegii, więc mnie nie widzą :-) Nowe znajomości - cóż, nikt nie wie jak wyglądałam kiedyś, więc nie porównują. Biorą mnie taką jaką jestem. Lubię być w towarzystwie pulchnych osób i podświadomie takie towarzystwo wybieram.

    Kondycja zerowa. Urlik nie zdobyty, a to wcale nie taki wysoki szczyt! Psychicznie jestem jak puzzle - aby zobaczyć obrazek, najpierw trzeba je ułożyć. Oczywiście należy rozgraniczyć pracę i dom. Tu na obu płaszczyznach nie mogę narzekać, nie mam na co, choć realnie robię się dzikusem, taką prawdziwą housewife, tylko w domu... Unikam kontaktów z ludźmi. Lubię swój wirtualny świat, gdzie mogę włożyć zdjęcie sprzed kilku lat i podniecać się kłamstwami, że wyglądam super. Sama swojej tuszy nie widzę. To, że coraz ciężej mi się buty wiąże to wina wieku. Stare kości itp. Jak się umaluję - a uwierz mi, że potrafię - to wygląda moja buzia całkiem dobrze. Czego chcieć więcej?

    Dziewczyny pisały, że płakały jak bobry oglądając wypowiedzi uczestników programu. Ja nie. Siedziałam w ciszy. Przypominały mi się Stany i ulubiony program Big Loosers. Kibicowałam zawsze wszystkim. Cieszyłam się ich sukcesami jakby to były moje własne. Do Gacy nie wrócę. Nie pójdę i nie przyznam się do porażki. Zresztą nie wiem, czy to kogoś obchodzi. Przecież efekt jojo to naturalna rzecz. On i cały jego system nie kryje żadnej wielkiej tajemnicy. Sukcesem jego i ludzi jest ogromne wsparcie psychiczne. Jest mistrzem motywacji :-)  Otyłość to choroba umysłu. Schudłam wtedy 17 kg. Nie byłam zmotywowana sama w sobie, o nie! Niemniej rywalizacja była motorem moich działań. Nie chciałam być na końcu. Chciałam, aby ktoś docenił moje starania i wygląd. Najwięcej dały mi rozmowy z Piotrem, jednym z konsultantów - psychologiem, którego do dziś wspominam z rozczuleniem i gdy gdzieś pojawia się jego komentarz pod moimi działaniami czy myślami, łudzę się, że jest to jedna z osób, której na moim psychicznym stanie zależy.

    Rozpisałam się. Jeśli dalej czytasz, to już dobiegam do końca. Jak wiesz wraz ze Mr. Magic stworzyliśmy program w 100 dni do celu. Pomysł dojrzewał w nas dość długo. Wiem, ile mnie kosztują codzienne zmagania i nikt mi nie powie, że są mu obce chwile zwątpienia. Teraz też rozumiem, dlaczego tak się dzieje i co jest powodem spadku motywacji i braku wiary we własne czyny. Umiem z tym walczyć. Mr. Magic wie jeszcze lepiej. To człowiek sukcesu. Jego własnego, bo szczęście i spełnienie jest czymś innym dla Ciebie czy dla mnie. Pomyśl nad tym, co jest osiągalne w 100 dni i to zrealizuj. Samemu. My Tobie tylko wskażemy drogę. Ale nie o tym... Miał być koniec - Tomek, który czuwa zawsze nad prawidłowością wpisów mnie udusi. Zawsze powtarza, że mam pisać krótko i na temat. Co ja poradzę na to, że czasami jestem jak wulkan, wybucham i już nic nie jest w stanie zatrzymać gorącej lawy myśli? Muszę z siebie wszystko wyrzucić. No dobrze - KONIEC! Moim celem, nie jest wolność finansowa, ale właśnie zgubienie 30 kg. Muszę uwolnić swoje ciało z ograniczeń. Pozwolić mu być lekkim i polotnym jak moje własne myśli. Nie chcę już być więźniem swojego wyglądu. Otyłość w konsekwencji prowadzi do śmierci, a ja jeszcze tyle mam marzeń. Umiem sobie pomóc pod względem diety. Jestem konsultantką II stopnia w koalicji dr. Ratha na rzecz zdrowia. Wiem jak powinna wyglądać moja dieta i suplementacja. Niemniej psychicznie - potrzebuję Ciebie! Samej mi się to nie uda.

    Chcę żyć! Żyć i być zdrową. Obłuda... Chcę, aby to poszło w zapomnienie. Chcę się pokazywać i wyjść do ludzi, wychylić się zza tego szklanego monitora.

    Zaczynam z wagą 100 kg. Jak wiesz obecność ludzi w naszych działaniach jest najważniejsza, dlatego proszę Ciebie, bądź ze mną. Nie musisz walczyć o zdrowie. Zwyczajnie stój obok mnie. Nie chcę w tym wyzwaniu być sama. Komentuj, pisz, obserwuj, istniej proszę!

    Justa

    PS. Dziękuję, że jesteś. Ujawnij się i pozostaw komentarz. Czy będziesz tylko obserwować? Dopingować? A może wraz ze mną podejmiesz wyzwanie? Ten jeszcze jeden raz :-)

     

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!