• Wędrówką życie jest człowieka...

    Co zrobić, gdy nam nic nie wychodzi?


    Witaj!

    Wiem, że na świecie są osoby, którym wszystko się udaje. Tacy są i już. Bez sekretów, nadzwyczajnych umiejętności czy predyspozycji. Niemniej obok nich są nadzwyczajnie zwyczajni ludzie, a życie jest niekończącą się drogą pełną zakrętów. Nigdy nie wiemy, co za kolejnym z nich się kryje. Są też rozdroża i wtedy sami dokonujemy wyboru, którędy iść.  W prawo czy w lewo, a może dalej do przodu? Pot na czole, drżenie rąk i serce skaczące jak na trampolinie. Zastanawiamy się, i jest to rzeczą bardzo naturalną,  co będzie, gdy wybiorę złą drogę? Gorsze niż owo pytanie jest gdybanie tak dobrze nam znane. Gdybym poszła górą, a nie dołem to może, może  byłoby inaczej, lepiej, prościej, odważniej, prawda? Otóż nie!  Takie myślenie prowadzi nas na tak zwane manowce i doprowadza do wiecznego niezadowolenia z siebie, ze swojego życia, z przyjaciół, bliskich itd... Wymieniam to, aby zrozumieć, że nasza negatywna energia otacza wszystko i wszystkich dokoła. Odpychamy od siebie, jesteśmy odrażający i źli! Dosłownie. I co dalej? Życie nie za krótkie i nie za długie, ale bardzo różnokolorowe nauczyło mnie, że trzeba się wytrwale trzymać tego, co niezmienne, a zawsze zmieniać to, co da się zmienić. Proste prawda? Nie postrzegam już zmiany jako wroga, lecz jako sojusznika.

    Kiedy przechodzimy trudny okres, zawsze mamy pewność, że prędzej czy później sytuacja ulegnie zmianie. Niewiele osób umiałoby opisać precyzyjnie swoje obecne życie, gdyby kilka lat wcześniej ktoś zapytał o to, prawda? Życie nasze podlega ciągłym zmianom. Cała reszta to pragnienie ciągłej stabilności, bez zmian zakłócających spokojne i przewidywalne istnienie tu i teraz. Kluczem, kochani, jest postrzeganie tego pragnienia jako tkwiących w nas pierwiastków niezmienności. Nie możemy pozwolić, aby ten stały element naszej natury miały kontrolę nad stanem umysłu i emocji. Zmianami zaś rozkoszujcie się - to w nich znajdujemy możliwość rozwoju i niezbędnego postępu (ostatni rok, choć jeszcze się nie skończył, przyniósł wiele zmian, z najważniejszych to śmierć najlepszego przyjaciela i przeprowadzka do Bergen - zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku uczę się żyć, wyciągam wnioski i trzymam się tego, że wszystko ma swój początek i koniec; jak zwykło się mówić "Everything happens for a reason" - but no! No, everything does not happen for a reason. Thank God for that - ale o tym kiedy indziej :-)

    Oczywiście jeśli mówimy o zmianach, musimy wiedzieć, że nasz umysł i ciało potrzebują czasu, aby przystosować się do gwałtownych zawieruszeń. Dyskomfort związany ze zmianą sprawia, że wolimy to, co dobrze znamy. Bajka o myszce Miki jest uwielbiana od lat, ona się nie zmienia, jest odporna na upływ czasu. A jednak z ciekawostek powiem Wam, że od debiutu w 1928 roku owa myszka się zmieniała i zrobiła się bardziej swojska. Disney wiedząc, że większość rodziców roztkliwia się nad swoimi dziećmi znalazł sposób na to, aby wyglądała bardziej dziecięco. Wykorzystał fakt, iż jednym z głównych szczegółów anatomicznych charakteryzujących niemowlaki jest nieproporcjonalność głowy i oczu w stosunku do reszty ciała. Dlatego rysownicy wyeliminowali z wizerunku myszki wszelkie ostre rysy, obdarzając ją nieproporcjonalnie dużą głową i wielkimi oczami oraz zaokrąglili uszy. Myszka Miki nie tylko się nie starzeje, ale jest bardziej przyjazna. W ten sposób uniknięto drastycznych zmian i zachowano masę sympatyków.

    Temat zmian jest tak rozległy, że teraz nie wiem, co napisać. Chciałam powiedzieć, że trzeba zawsze być przygotowanym na zmianę. Oczekiwać tego, co nieoczekiwane i planować zgodnie z tym oraz wyciągać z tego korzyści. Niepowodzenia są wpisane w nadchodzący sukces - cokolwiek by to nie było, niemniej w kontekście tworzenia dobrobytu nigdy, proszę przenigdy nie nastawiaj się na zachowanie obecnego stanu rzeczy. Twoja, moja praca za rok nie będzie przypominać tej, którą wykonujemy teraz, w przeciwnym razie -o zgrozo! - oznaczałoby to, że nasze "przedsiębiorstwo własne lub w którym jesteśmy zatrudnieni" źle prosperuje i nasze dni są policzone. Jeśli sprawy będą miały się dobrze, za rok będziemy mieli inne obowiązki, może będziemy ich mieć mniej lub więcej, być może będziemy się posługiwać narzędziami, o których dziś nam się nie śni? Warto się psychicznie na to już przygotować :-)

    I jeszcze jedno! :-) Boże, gaduła ze mnie... ale muszę o tym powiedzieć. Weźmy pod uwagę, że nie możemy gonić za doskonałością! Jest coś takiego jak prawo odwróconego efektu :-) Jak to działa? Najprościej będzie to namalować słowami - czytaj dalej :-)

    Jeśli bardzo mocno będziesz starał się coś zrobić, nie rozumiejąc podstawowych zasad, to efekt będzie zupełnie odwrotny od pożądanego.
    To tak jak z nauką jazdy na rowerze. Jedziesz pustą drogą, jest wcześnie rano, nie ma żadnego ruchu i dostrzegasz nagle czerwony słupek milowy stojący na poboczu. Szeroka na kilkanaście metrów droga, jeden mały słupek milowy, a ty zaczynasz się bać, żeby przypadkiem w niego nie wjechać. Zapominasz o szerokiej drodze. Tak naprawdę, to nawet z zamkniętymi oczami miałbyś niewielką szansę zderzyć się z tym słupkiem, natrafić na niego. Mimo otwartych oczu nagle zapominasz o drodze - skupiłeś się na słupku. Ta czerwień bardzo przyciąga uwagę. Jesteś przerażony! Chcesz go ominąć. Zapomniałeś, że jedziesz na rowerze, zapomniałeś o wszystkim. Teraz twoim jedynym problemem jest to, jak ominąć słupek, jeśli nie uda ci się go ominąć, możesz zrobić sobie krzywdę, możesz w niego uderzyć.


    Zderzenie jest nieuniknione. Pewne jest, że w niego uderzysz i ze zdziwieniem będziesz mówił sam do siebie: tak bardzo starałem się na niego nie wjechać. Ale stało się to, ponieważ za bardzo się starałeś. Im bardziej się zbliżasz, tym bardziej starasz się uniknąć słupka, ale im bardziej się starasz, tym mocniej się na nim skupiasz. Zaczyna nabierać dziwnej mocy, zaczyna cię hipnotyzować. Jest jak magnes.

    To jedno z podstawowych praw w życiu. Wielu ludzi stara się czegoś unikać, a w końcu i tak w to wpada. Dołóż wszelkich starań, aby czegoś uniknąć, a na pewno ci się to nie uda. Nie jesteś w stanie tego uniknąć, to nie jest dobry sposób na unikanie czegokolwiek.


    Dziękuję za te kilka minut spędzonych razem. To bardzo miłe. Jeśli już tyle czasu wspólnie spędziliśmy, to dlaczego by nie zostawić po sobie śladu w postaci komentarza? Bo chyba nie do końca zgadzasz się ze wszystkim?


    2 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!