• Wędrówką życie jest człowieka...

    Lot do wolności i amerykańskie wspominki


    Witam Ciebie serdecznie! :-)

    Natrafiłam na bardzo ciekawą i pominiętą, jakby zupełnie nieważną historię ucieczki z Polski samolotem. Niby nic... ale zważywszy na czasy to był bohaterski, a zarazem desperacki wyczyn! Jestem pełna podziwu za odwagę.

    Za sterami siedział Henryk Prokop. Zwykły szary człowiek, który jak jego kompani - sąsiedzi i bliscy - miał dość stanu wojennego. Nie widzieli oni swojej przyszłości w kraju. Następnych pokoleń też nie... i tak rozpoczął się lot do wolności.

    Zaprawdę powiadam Wam, że to niesamowite i gorąco polecam tą krótką, ale jakże barwną historię uchodźców, którą przeczytasz w całości TUTAJ. Wydarzenia te nie dały mi spać w nocy. Głosy kłębiły się w mojej głowie, zmieniały kierunki i po cichutku, zahukane kryją się w niepamięć, by ustąpić miejsca wahaniom syczącym niczym węże, rozstawiając po kątach pełną miłości ciekawość wspaniałego świata...

    Siedzę i myślę sobie, że żyję w ciekawych czasach. Komuna, stan wojenny i Solidarność. W końcu wolna, niepodległa, demokratyczna Polska. Dumnie to brzmi przez chwilę, bo jak się dłużej zastanowić to tylko brzmi - bo Polski już dawno nie ma i nie będzie.

    Wylatując do USA w ogóle o tym nie myślałam, a początki emigracji były ściśle zarobkowe - określona kwota do powrotu. Raz, dwa trzy i już jestem w domu. Przesiąknięta byłam opowieściami o drzewach wydających owoce w kształcie dolarów... a patrzeć w niebo pod słońce umiałam. Wsiadłam do samolotu i już. Niczego nie zamknęłam, nie sprzedałam, nie dokończyłam. Wyszłam zostawiając resztki śniadania na stole, jakbym za chwilę miała wrócić... Ktoś powie - głupia, inny - naiwna, a ja uśmiecham się do siebie wykrzykując: młodości moja wróć! 


    Wyprawa po zachód słońca, 2003 rok - już z Victorem i w ciąży z Andrew :-D
     Oczywiście najpiękniejszy na Key West, a na 100 % najdłuższy 
    Key West - z ciekawostek: ma sztuczne plaże, bo sama wyspa nie miała zejścia do oceanu, a piasek przyleciał z Bahamów. Identycznie zresztą powstała najsłynniejsza plaża Miami Beach :-D 
    Sloppy Joe's - miejsce Hemingwaya, choć oryginalny bar mieści się za rogiem  ;-)
    Bardzo mroźna zima - Maiami 2003
    A to już muzeum Forda i Edisona, a za mną chodzące drzewo :-) Jedno z największych na świecie! Wiosna 2003 

    To moje ulubione miejsce - Fort Myers :-) Piękne, żywe i kolorowe! 
    Białe plaże tylko nad Zatoką Meksykańską :-) Woda już nie taka błękitna jak po naszej stronie, ale piasek - rewelacja! 
    Spacery o każdej porze roku w kraju-raju były czystą przyjemnością :-)
    O, jak mi brakuje tego...cholernie! A jak byłam tam, to nie doceniałam natury, przyrody i mojego życia - narzekałam i narzekałam... Boże, jaki człowiek młody głupi jest! Szok! 

    Nie ma osoby, która by mnie nie pytała pośrednio lub całkowicie bezpośrednio, dlaczego wróciłam z USA. Na tym blogu pisałam o tym wiele razy, zatem nie będę teraz tego obnażać i rozbierać do bielizny zwłaszcza, że za oknem zimno powiewa wspomnieniami o gorącej Florydzie...Czy żałuję? NIE! Ale tęsknię, wspominam dość często. Zwłaszcza ludzi. Tęsknię za znajomymi, którzy byli bardzo bliscy, a teraz mam wrażenie, że nie znałam ich wcale, tylko gdzieś na kartach książki życia przeczytałam o nich... Taka Fata Morgana. 

    Sergiusz, widząc moją zapłakaną i smutną minę przy pożegnaniu wypowiedział zdanie, którego być może on sam już nawet nie pamięta, a mi wyryło się w pamięci jako relikwia istoty emigracji: Justa, pamiętaj, ludzie są i ich nie ma, to normalne, a przyzyczajenie jest zgubne, powinnaś o tym wiedzieć...


    Serge i ja :-) oraz nasza jednorazowa dieta papierosowa - wyczytaliśmy, że osoby które nigdy w życiu nie paliły, gdy zaczną znacznie stracą na wadze! Po jednym papierosie odechciało nam się eksperymentów i oboje do tej pory jesteśmy zwyczajnie zauważalni ;-)
    Wiem, ale nie wierzę. Nie chcę. Bo ludzie są dla mnie bardzo ważni. Kocham ich i mnie fascynują, zaskakują swoją różnorodnością i zachwycją sercami, niemniej naiwności się pozbyłam i wiem, że już nigdy nie będzie tak samo.

    Gabriela i Liz - dwie kobiety, które nie są Polkami, a muszę o nich wspomnieć, bo to jedyne osoby, z którymi mam cotygodniowy bezcenny kontakt. Gabriela - Szwajcarka z pochodzenia o duszy czystej i dobrej jak anioł, a Liz - Żydówka, o dużych brązowych oczach ciekawych świata i sercu otwartym na drugiego człowieka... Przypadkowe znajomości, które mówią mi, że nie wolno i nie można zatracić wiary w ludzi!

    Liz - always with me and for me :-) Love, hug and kiss! 
    My best friend - Gaby :-) Love you! Miss as always...




    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!