• Wędrówką życie jest człowieka...

    Bądź ze mną, a nie przeciwko mnie!


    Witam Cię serdecznie!


    Jeśli traktujesz osobę zgodnie z tym, kim ona jest, pozostanie ona tym, kim jest. Ale jeśli potraktujesz ją jako taką, jaką powinna być i mogłaby być, to stanie się tym, kim powinna być i kim może być."

    Od pewnego czasu dużo uwagi poświęcam odkrywaniu siebie. Poznaję się na nowo, bo wiele sytuacji nawet mi się nie śniło. Dlaczego? Bo żyłam z dnia na dzień ciesząc się tym, co mam. Ktoś może powiedzieć, że nie ma w tym nic złego. Nie ma :-)

    Generalnie minimalizm to domena dzieci komuny, gdzie każdy miał tyle samo co inny i w głowie mu się nie mieściło, że można inaczej. Niemniej, jak się później okazało, jedyne co jest pewne w naszym życiu to zmiany i na nie trzeba być przygotowanym. Pisząc to przypomina mi się młodość, ta bardzo wczesna, kiedy to stawałam na ślubnym kobiercu. Myślę, że większość z nas wtedy naiwnie i szczerze myśli "mąż zmieni się po ślubie", zaś on sobie wyobraża, że kobieta pozostanie wiecznie taka sama :-) Nic bardziej mylnego, prawda? Męża się nie zmieni, a przynajmniej nie diametralnie, zaś żona przejdzie metamorfozę po porodzie, a już na pewno przeleje swą miłość i uwagę na dziecko. Słowem, nic już nie będzie takie samo.

    Właśnie - pojawił się temat dziecka, a co za tym idzie dzieciństwa. Dziś, dopiero teraz, kiedy jestem dorosła, a moje dzieci na tyle duże, aby już pokazywały swoje charakterki, rozumiem jakie dziedzictwo otrzymujemy od naszych rodziców. To oni jak i środowisko, szkoły i religia kształtują nas na swoje upodobania i przekonania. Wcale nie mówię, że jest to złe, niemniej ileż mądrości w sobie i pokory trzeba mieć, aby dać dziecku żyć swoim życiem. Zgadzacie się? Pytam zwłaszcza rodziców.

    Wychowałam się w bardzo szczęśliwym domu. To moje dziedzictwo. W każdej sytuacji widzę coś dobrego, bo żyję wiarą w powiedzonka mojej babci, która zwykła mawiać, że jeszcze tak na świecie nie było, aby "jakoś" nie było...

    Rodzice ze względu na liczne moje choroby przebyte w dzieciństwie, aby uniknąć niepotrzebnego stresu i pogorszenia się stanu zdrowia mawiali: "Justyś, nie każdy musi mieć mgr przed nazwiskiem, daj sobie spokój, są inne możliwości, dla kobiety najważniejszy jest zaradny i dobry mąż". Trzeba im przyznać, że wykazali również dużo pomysłowości, abym nie czuła się źle w cieniu genialnego brata, który zawsze we wszystkim był najlepszy. Niemniej dziś wiem, że to, właśnie to mnie krytycznie ograniczało. Ta okrutna myśl, że nigdy nie będę tak dobra jak on, że nie dostarczę ani sobie wzniosłych momentów w życiu, ani tym bardziej kochanym rodzicom.

    Nic... Pozostaje mi się pogodzić z szarością bijącą ode mnie w środku pięknego, słonecznego, pełnego możliwości dnia. Bałam się, a carpe diem zupełnie dla mnie nie istniało, bo niczym nie przypominało nijakości, o której wspominała babcia i straszyło swoim szaleństwem, na które nie było mnie stać...

    Dziś będąc żoną wspaniałego mężczyzny, który wspiera moje codzienne działania z wiarą w sukces wiem, że "jakoś" mnie nie zadowala. Chcę więcej i więcej. Bezczelnie uważam, że mi się to należy, bo jestem tego warta. Dlaczego? Bo świat jest piękny. Bo wszechświat pomieści nas wszystkich, bo wiem, doskonale wiem czego chcę. A życzę sobie, aby każdy z nas, abyś Ty również uwierzył w siebie i swoje nieograniczone możliwości. Tak jak Ty wierzysz we mnie, tak i ja w Ciebie. Wiem, że szczęście jest tuż za rogiem. Aby je chwycić trzeba uczynić ten pierwszy krok... Początek jest najtrudniejszy i trzeba go rozumieć trochę szerzej. Jak wiadomo potrzebujemy 20 dni, by pewna czynność weszła nam w nawyk i w takim kontekście rozpatrujmy ów pierwszy ruch.

    myszka

    Poza ludźmi, którzy popierają nasze idee i nie pozwalają nam zwątpić potrzebna jest nam wiara. Wiara we własne możliwości. W chęci. W słuszność. Gdyby nie to, uwierz, że nie wyszłabym ze swojej norki. Kuszenie serem już nie wabi. W końcu szara mysz ma swój rozum. Wybiegłam nie po ser, który symbolizuje sukces, pieniądze, sławę, ale po przeżycie tej wspaniałej drogi " po" pełnej fascynujących, niezapomnianych i ekscytujących przygód. Wybiegłam, bo znalazłam sposób, by zdobyć ser nie wpadając w pułapkę próżności podszytej samotnością. Wybiegłam, bo ser to tylko przykrywka do wolności jaką czuje szczęśliwy człowiek, zdobywając swój własny szczyt, podążając szlakiem pasji.

    O motywacji - o tym, jak ją przemienić w nawyk będzie następnym razem. Dziś tylko zaznaczę, że karmi się ona nagrodami. Warto tak zaaranżować całą sytuację, aby przyszła ona w odpowiednim momencie, prawda?

    Jeśli jeszcze nie zapoznałeś się z programem "W 100 dni do celu" możesz to zrobić teraz, gdyż jest to doskonały sposób na materializację Twoich marzeń. Przecież nie powiesz mi, że nie chcesz sięgnąć po szczęście czające się tuż za rogiem? A jeśli już trzymasz byka za rogi, to kliknij "Lubię to", by dać innym możliwość zapoznania się z tym tekstem.

    podpis_3


    15 komentarze:

    1. Justynko, bardzo podoba mi się twój wpis o możliwościach, jakie w nas tkwią.
      Dużą wagę przykładałam do odkrywania talentów dzieci i zapewniania im narzędzi, które te talenty rozwijały, typu obozy specjalistyczne, lekcje malarstwa u córki czy dostęp do wszelkich nowinek komputerowych u syna czy przez kilka lat pudło klocków Lego Techniques pod choinkę.
      Chroniłam dzieci także przed szkołą i wtłaczaniem niepotrzebnej wiedzy z każdego przedmiotu, gdy one mają określone zainteresowania. Czerwony pasek na zakończenie podstawówki, a potem różnie : )
      Dzieci przygotowane do zdobywania szczytów : )

      OdpowiedzUsuń
    2. Taaa... niezachwiana wiara w swoje siły, możliwości i to że my sami sobie kształtujemy własne przeznaczenie. To jest to :) Nie ma co oglądać się na maruderów ;)

      OdpowiedzUsuń
    3. Tak! 3 x TAK :) ♥ wiara, nadzieja i miłość...

      OdpowiedzUsuń
    4. Dużo zależy od rodziców. Teraz kiedy sama jestem rodzicem, staram się dać mojej córeczce to, czego ja nie miałam - bezgraniczną miłość, troskę, uwagę, dobre dzieciństwo i życie. Dzieci, które mają to wszystko są przygotowane do szczęśliwego życia dorosłego. Mają szczęśliwe, wspierające się rodziny. To jest piękne ;) Rodzimy się z nieograniczonym potencjałem i możliwościami. Obserwując dziecko, jesteśmy w stanie odkryć jego talenty i pomóc mu się rozwijać. Oczywiście nie dając mu gotowych rozwiązań. Ile łatwiej jest takiemu dziecku wkroczyć w dorosłość.

      Ja dopiero niedawno zrozumiałam, że czasu nie cofnę i co było już nie wróci. W duchu przebaczyłam swoim rodzicom i jest mi lepiej. Mogę teraz wziąć życie w swoje ręce i je zmienić, albo się poddać. Wybrałam to pierwsze. Sama mam wpływ na swoje życie. Uwierzyłam w siebie, wiem że jestem wartościowym człowiekiem. Dzięki temu, robię to, co lubię :)

      Pozdrawiam

      OdpowiedzUsuń
    5. Nierozwijany się, nie potrafimy odnaleźć własnych wartości, czy też jesteśmy przekonania że nic nam nie wychodzi?
      Takie działania powinniśmy traktować jak wbijanie kolejnego gwoździa do swojej trumny.
      Owszem To poniekąd wpojono nam za czasu PRL ale ten kto potrafi odnaleźć w sobie dobre cechy i dodatkowo ma wsparcie innych może przenosić góry.

      OdpowiedzUsuń
    6. Wspaniale! Grażynka gratuluję. :) miło mi Cię gościć. Dziękuję.

      OdpowiedzUsuń
    7. Otóż to! Robić to co się lubi:) nie jest to proste, prawda? Aczkolwiek możliwe ♥♥♥

      OdpowiedzUsuń
    8. Ciekawy artykuł i trochę się w nim odnajduję. Mi też wiele rzeczy nie odpowiadało w dzieciństwie, młodości, ale z perspektywy czasu doceniam wszystko to, co rodzice dla mnie/ dla nas robili. Dlatego dobrze Elu, że "przebaczyłaś swoim rodzicom", bo to jest podstawa naszego duchowego rozwoju. Cóż, a teraz lada moment z żoną oczekujemy przyjścia na świat dziecka. Trochę się tego boję, ale ufam, że będzie ok :)

      OdpowiedzUsuń
    9. Moje dzieciństwo pełne było wpajania ograniczających przekonań których do dziś nie mogę się pozbyć(oczywiście nie wszystkich) ale ale!! Biorę pełną odpowiedzialność za to jak wygląda moje życie i już nikogo za nic nie obwiniam - moje wybory - moja odpowiedzialność :)

      OdpowiedzUsuń
    10. Przebaczyć to znaczy zrozumieć...Myślę, że to wszystko przychodzi z wiekiem lub jest inicjowane przez samorozwój:) Nasi rodzice czynili dobrze według ich zasad, pytanie jak my wychowamy swoje dzieci w dobie pędu, materializmu i rywalizacji? Czy dzieci będą wzruszone widokiem tęczy? ... mamy problem i to duży. Pozwolić nie pozwolić...odizolować od brutalnego świata czy dać je na głęboką wodę? Uczyć tolerancji dla ... aaaa....przestanę bo się rozpędzę w swoich wywodach...a tu nie o to chodzi:) najważniejsze, że my odkryliśmy własną drogę, która nas uszczęśliwia:)

      OdpowiedzUsuń
    11. Mateusz,

      :) ja mam tak samo, ale jak słusznie zauważasz, jesteśmy już dorośli. Czasami tylko jak mam chwile słabości, a każdy je ma zwalam wszystko na czasy w jakich przyszło mi dorastać...z drugiej strony nie zamieniłabym tego na nic innego na świecie! Do dziś mam w ustach smak papierówek z sadu...

      OdpowiedzUsuń
    12. Udane dzieciństwo jest niezwykle ważne w kształtowaniu człowieka. Gdyby każdy tak miał, to być może na ziemi chodziliby sami dobrzy ludzie (nie wiem, może i nie).

      Pozdrawiam

      OdpowiedzUsuń
    13. Oczywiście, że jesteś tego warta i możesz mieć o wiele więcej. A świat mimo, że czasem wydaje się inaczej, rzeczywiście jest piękny. "Jakoś" to bylejakość... to przeciętność.... Mi też to nie odpowiada.
      Ja mam siostrę bliźniaczkę, raczej to zawsze ja byłam tą, której wszystko wychodziło lepiej. Ona chyba do dziś mi tego nie może darować.... Dlatego nasze stosunki są powiedziałabym - żadne.. No cóż.
      Co do Twojej szarości, to wiesz, że się z tym kompletnie nie zgadzam!?

      OdpowiedzUsuń
    14. Bardzo mądry wpis...

      Mnie uderzyło Twoje pytanie do rodziców. Potwierdzam, to ciężkie dla rodzica pozwolić dziecku iść swoją ścieżką. Ileż obaw się z tym wiąże... Jednak wiara w dziecko i w to, że da radę jest tutaj najważniejsza. Moje troski, obawy i ogromny potencjał matczynej miłości, są moje i nie mogę ani nie chcę obarczać tym dziecka. Moja zbyt wybujała wyobraźnia nie przyczynia się do większego spokoju, wprost przeciwnie... Pracuję nad tym i całkiem dobrze mi idzie :)

      OdpowiedzUsuń
    15. :) Kasia dziękuję.

      OdpowiedzUsuń

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!