• Wędrówką życie jest człowieka...

    Liderka czy frajerka?


    Witam Cię serdecznie!


    Często zastanawiałam się jakie wrażenie robię na innych ludziach.


    Chciałabym zaprzeczyć, powiedzieć twardo i zdecydowanie, że mnie to absolutnie nie obchodzi. Ale obchodzi. I to bardzo. Nie jestem z tych gruboskórnych. Każdą opinią się przejmuję i zawsze dążę do doskonałości. Wcześniej rozpatrywałam siebie w kontekście córki, uczennicy, koleżanki, dziewczyny. Potem przyszły czasy na ocenianie siebie pod kątem żony, matki, pracownika i przyjaciela. W końcu nastał dzień, kiedy to zaczęłam porównywać siebie do siebie. Zrozumiałam, że w każdej dziedzinie życia mogę, a właściwie powinnam być lepsza, równocześnie nie mając sobie nic do zarzucenia, bo angażuję się w to co robię całym sercem z szacunkiem do innych ludzi.


    Dotarło do mnie w końcu, że to naturalne i ludzkie jest mieć predyspozycje do jednych rzeczy, a do drugich kompletnie się nie nadawać. Z wielką radością porzuciłam wszelkiego rodzaju zimne kalkulacje - co warto, a czego nie, za ile, na co, po co i co z tego będę mieć w przyszłości. Zaczęłam się kierować pasją.


    Tak narodził się pomysł pisania tego bloga. To świadectwo zmian. Jestem przykładem na to, że niezależnie od wieku można dokonywać rewolucji  w życiu, o ile wie się dokładnie czego chce. Mądrość przychodzi do nas bardzo późno... Czasami za późno, kiedy już wcale nie jest nam potrzebna, prawda?


    W ten sposób związałam się z firmą Talk Fusion i zerwałam swój długi romans z pracą etatową. Czy słusznie?  Za wcześnie, aby o tym mówić. Zmieniłam nie tylko swój sposób bycia, ale i myślenia.


    Ostatnio wiele osób bardzo mi bliskich zbyt wcześnie odeszło, to zaś utwierdziło mnie w przekonaniu, że tylko ja sama mogę zadbać o swoje, rodziny i przyjaciół życie. Nikt inny. Długo szukałam optymalnego rozwiązania.  Przetestowałam setki produktów, przeczytałam wiele książek, przeszłam kursy... Widząc jaki wpływ na nasz organizm ma medycyna komórkowa postawiłam na dr. Ratha i na naturę.


    Zaczęłam publikować własne teksty nie bojąc się krytyki, bo są one odzwierciedlaniem mojej duszy, mnie samej, obdartej z udawanej powierzchowności. Jestem jaka jestem. Prawdziwa, a prawda nie boi się szemrania w kępkach zielonej trawy. Pisanie jest pasją, która daje mi spokój, spełnienie i bezgraniczne szczęście (podobne, aczkolwiek nieporównywalne szczęście odczuwam podczas zajęć zumby).


    Wszystkie te zmiany doprowadziły do tego, że całkiem niedawno zaczęłam myśleć o sobie jako o liderce, o osobie, która może być przykładem. Nie wzorem do naśladowania, ale motywacją do działania, do chęci zmian w sobie... To zdecydowanie nowy element w moim życiu.


    Odkryłam, że niesamowitą satysfakcję sprawia mi przekazywanie wiedzy. Nie ma nic piękniejszego od pomagania innym w realizacji marzeń. Błogosławieństwem jest widzieć osoby, które zaczęły tak jak ja albo dzięki mnie interesować się własnym zdrowiem. Które zaczynają być świadome tego w jaki sposób żyją. Które zdrowieją. Które pięknie śnią, a na jawie realizują głos pochodzący z czystego serca.


    Wiem, że proces zmian jest cholernie trudny. Po wielkiej fascynacji przychodzi - nie oszukujmy - lekkie rozczarowanie, bo nie umiemy dać czasu czasowi! Poganiamy chwilę, nie zdając sobie sprawy, że każdy projekt wymaga pewnego nakładu pracy nad sobą i cierpliwości. Wycofujemy się. Powątpiewamy w słuszność naszych decyzji. Szukamy winnych, wymówek i szybko znajdujemy sobie coś nowego do roboty, aby zapomnieć o tym co się stało. Potem schemat się powtarza, zatacza koło, a my coraz to starsi i mniej odporni na zmiany przyzwyczajamy się do tego, co mamy, Taka karma!


    To właśnie dlatego wraz z moim serdecznym znajomym stworzyliśmy program w 100 dni do celu, nad którym wciąż pracujemy. Moim marzeniem jest, aby każdy z nas zdobył swój własny Mount Everest - cokolwiek by to nie oznaczało. Chciałabym widzieć coraz to więcej osób szczęśliwych i zadowolonych ze swojego życia. Będąc ponad 10 lat na emigracji dostrzegam to wyraźniej niż inni, że wciąż nad Polską wisi depresyjnie czarna chmura. Gdy pada deszcz, nie tańczymy w kroplach rozkładając ramiona szeroko z głową skierowaną ku niebu. A warto choć raz w życiu spróbować! Jeśli mogę w tym pomóc, to nic więcej mi do szczęścia nie trzeba.


    Kochani odeszłam od tematu. Jak zawsze... Pisałam o sobie jako o liderce, bo zastanawiałam się, do której kategorii ja się zaliczam - tak pół żartem, pół serio. W biznesie istnieje cała plejada liderów, których bardzo barwnie i z sarkastycznym akcentem przedstawił Ch. Fourier - francuski socjalista, twórca terminu "feminizm". I tak:


    Król-słońce otoczony swoimi dworakami,


    Dyktator panujący za pomocą terroru i szpiegowania,


    Mistyk stosujący przykazania religijne,


    Geniusz z głową w chmurach,


    Zarozumiały człowiek sukcesu,


    Żądny władzy i uznania karierowicz,


    Przywódca bojówki,


    Paternalistyczny wódz klanu,


    Niezdecydowany z całą siecią doradców,


    Polityk epatujący swoimi znajomościami,


    Samotnik i cierpiętnik dźwigający świat na ramionach,


    Hałaśliwy wesołek opowiadający anegdoty,


    "Brat-łata" - ze wszystkimi na "ty", pełen życzliwości i optymizmu,


    Agresywny, dominujący, stale wykazujący swoją wyższość,


    Wieczny wojownik,


    Uwodziciel, budujący relacje z innymi na emocjach.


    Oczywiście cechy te nie wyczerpują wachlarza możliwości, bo można znaleźć jeszcze setki charakterystyk.  To jedynie próba uporządkowania wiedzy oraz zainicjowania dyskusji na temat cech lidera, zarówno tego umocowanego formalnie, jak i lidera nieformalnego :-)


    I na koniec pytanie: czy znajdujesz siebie na powyższej liście? Proszę nie zapominaj, że każdy z nas jest liderem. Każdy, niezależnie co robi i kim jest oraz gdzie się spełnia.


    Uśmiechnij się! :)


    Justyna (chodzący geniusz z głową w chmurach :)


    PS. Od czasu do czasu wspominam o tym i dziś zrobię to po raz kolejny, bo tekst jest dość długi i zasługuje na to :) Dziękuję Tomaszowi za opiekę redakcyjną nad wszystkimi moimi tekstami. Jestem wdzięczna.


    podpis_3

    16 komentarze:

    1. Ciężko powiedzieć do jakich cech lidera mogę pasować. Zona pewno podała by tak Łukasz- Agresywny, dominujący, stale wykazujący swoją wyższość ale i Niezdecydowany z całą siecią doradców. Moim zdaniem lider po trochu musi mieć te wszystkie cechy ale to tak jak z osobowościom któraś cecha często przeważa. Gratuluje realizacji marzeń i życzę wielu sukcesów oby tak dalej.

      OdpowiedzUsuń
    2. :) Żona wie lepiej .. hehe. Dziękuję. Powinien mieć wszystkie cechy, ale nie ma takiej możliwości...zatem musi w sobie pielęgnować to co ma najlepsze. Pozdrawiam i zapraszam ponownie:)

      OdpowiedzUsuń
    3. Oj... czasem jestem "niezdecydowanym z całą siecią doradców" (niestety), czasem "geniuszem z głową w chmurach", ale też czasem ... "wiecznym wojownik" (a raczej jak ja bym nazwał tą postawę... straceńcem idealistą ;) ). To jaką postawę przybieram, zależy od sytuacji, ludzi i tego jaki mam dzień. Jak dobry, to lubię powalczyć... jak zły, to raczej się wycofać, i dać innym podziałać.

      OdpowiedzUsuń
    4. Mariusz to kameleon :) uwielbiam taką postawę :D to się teraz nazywa umiejętność dostosowania się do każdej sytuacji i miejsca. Pozdrawiam!

      OdpowiedzUsuń
    5. Ja bym się określił "miękkie serce twarde 4litery" "kombinator z milionem pomysłów" "jak mnie nie wpuszcza drzwiami to oknem wlezę".
      To chyba moje główne cechy.
      Kiedyś podczas Streamu Michała Wawrzyniaka określiłem siebie jako suportera i taka postawa mi najbardziej chyba odpowiada

      OdpowiedzUsuń
    6. Jakim liderem jestem... i czy w ogóle nim jestem, nie mnie to oceniać. Nigdy nie chciałbym znaleźć się w takiej sytuacji, abym musiał sam siebie pod tym kontem weryfikować. Wiem natomiast, jakim człowiekiem chciałbym być, jacy ludzie mi imponują i jakie cech cenię.
      Wzorcem zawsze byli dla mnie i są ludzie, którzy odznaczają się silnym charakterem opartym na uczciwości, samodyscyplinie, wytrwałości i sumienności. Ludzie, którzy kochają się uczyć i lubią dzielić się swoją wiedzą, którzy potrafią się integrować z innymi i zdobywając ich zaufanie. Cenię ludzi, którzy podążają w obranym przez siebie kierunku i potrafią skłonić innych aby szli razem z nimi. Specjalnymi względami obdarzam osoby z pozytywnym nastawieniem, bo to właśnie oni dochodzą tam, gdzie inni nigdy się nie doczłapią i to oni dokonują rzeczy wydawałoby się niemożliwych. Niezmiernie ważną cechą jest także pewność siebie, bo tylko to daje siłę do działania w sytuacjach kryzysowych i w połączeniu z odpowiednim nastawieniem jest gwarantuje sukces.
      To tak pokrótce... takim chciałbym być :-)

      OdpowiedzUsuń
    7. Stanisław, ja też chciałabym być takim człowiekiem. Bardzo.

      OdpowiedzUsuń
    8. Z cyklu gdzie diabeł nie może tam Krzysia pośle :)

      OdpowiedzUsuń
    9. Fakt - akceptacja i uznanie innych to jedna z podstawowych egzystencjalnych potrzeb. Ja też swego czasu nie umiałem czekać. Kasa, już. Efekt ćwiczeń już, biznes, już najlepiej wczoraj. Teraz wiem, że to nie tak. Praca polega na robieniu nie pod efekt i dla sukcesu, ale dla samego robienia - sukces jest jakby efektem ubocznym tego procesu. Prawda, ze przekazywanie wiedzy kręci ;)?

      OdpowiedzUsuń
    10. Justynko, ja Ciebie podziwiam od kiedy Cię znam. Chciałabym aby wszystkie kobiety wokół były uśmiechnięte i pogodne tak jak Ty. A ja mam o tyle pecha, że tak nie jest wokół mnie. Biadolenie i narzekanie to nasza narodowa cecha! Jesteś serdeczna to wszyscy Cię chwalą, piszą tylko pozytywne komentarze, a Tobie na pewno dodaje to skrzydeł! Szkoda, że to nie działa jak wirus grypy. A ja, po 30 ponad latach pracy z młodzieżą - czyli bycia liderem, lubię swój kącik z laptopem i ścianę książek. Chyba za wcześnie się urodziłam!!

      OdpowiedzUsuń
    11. :) kochana, to nie jest tak, że wszyscy mnie chwalą. Często krytykują:) a ja popełniam dużo błędów. Niemniej nie poddaję się a myśl o spełnionych marzeniach nadaje sens każdemu dniu. Oczywiście cieszę się z miłych słów radośnie jak dziecko. Tak, to bardzo miłe. Uśmiech jest zaraźliwy - tylko, że nie przenosi się tak szybko:) całuję Cię mocno życząc przeczytania wszystkich książek :)

      OdpowiedzUsuń
    12. Prawda Mateusz:) prawda, prawda, prawda:)

      OdpowiedzUsuń
    13. Każdy jest liderem dla siebie, ale w związku...jak powiedział mój znajomy, miłość się nie narzuca, miłość proponuje. Tekst jak zawsze mądry, z humorem i dystansem do siebie.Pisz, pisz, nie przestawaj.Pozdrawiam z serca.

      OdpowiedzUsuń
    14. Bardzo fajny wpis Justyno :)

      U mnie to tak różnie, czasem jestem "Niezdecydowana z całą siecią doradców", czasem "Chodzący geniusz z głową w chmurach", często „Brat-łata” – ze wszystkimi na „ty”, pełen życzliwości i optymizmu. Zależy to od dnia, samopoczucia i nastroju. Najważniejsze, żeby żyć zgodnie ze sobą. Dobro powraca :)

      Pozdrawiam

      OdpowiedzUsuń
    15. Ja już któryś raz się przymierzam do skomentowania tego artykułu i szukam siebie wśród tych cech i nie mogę się nigdzie przypasować. ;)
      Co to oznacza, że jestem jakaś taka wybredna idealistka :D

      OdpowiedzUsuń
    16. "Odkryłam, że niesamowitą satysfakcję sprawia mi przekazywanie wiedzy."

      Właśnie dlatego zostałem nauczycielem języka angielskiego :)

      OdpowiedzUsuń

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!