• Wędrówką życie jest człowieka...

    Nie cierpię krytyki - pomóż mi się zdystansować


    Witam Cię serdecznie!


    Jak ja nie lubię krytyki. Właściwie mam na myśli tylko tę w ramach blogów.


    Odkąd zaczęłam je prowadzić wystawiłam siebie na świecznik. Tego akurat jestem świadoma. Opisując swoją emigrację wiem, czego spodziewać się po czytających. Większość z nich znam. To ludzie tacy jak ja, którzy podzielają bądź co bądź podobny mi los. Integrują się ze mną. Są empatyczni przez pryzmat swoich doświadczeń. Ich komentarze nie tyczą się mojej osoby, a raczej przeżyć i podjętych decyzji. Są "współlokatorami" mojej emigracji.


    Zupełnie inaczej jest z tym blogiem, którego teraz czytasz. Tu dzielę się z Tobą swoją wiedzą i pasją. Odkrywam moje umiejętności, ale też świadomie mówię o swoich brakach. Piszę jak jest. Nie koloryzuję i nie ukrywam tego, co nie jest mi na rękę. Dlaczego? Bo nie ma ludzi idealnych, a dążenie do perfekcji nie jest zdrowe. Dokładnie. Mówię tu tylko i wyłącznie o zdrowiu przez duże Z.


    Druga rzecz, bardzo ważna o ile nie najważniejsza, o której chcę wspomnieć, to autentyczność. Nie jest to blog lidera z górnej półki ani też managera z kontem bankowym na 6 cyfr. Absolutnie nie. Jest to zapis drogi, własnej drogi po szczęście. Moje szczęście nie jest Twoim i nigdy nie będzie, bo jesteśmy zwyczajnie różni, a droga ta jest kręta, więc nie namawiam Cię do całkowitego porzucenia tego co robisz, a odnalezienia własnej, jedynej i najlepszej dla Ciebie ścieżki. Niebo jest pełne gwiazd. Pomieści wszystkich, bo w kosmosie nie ma ograniczeń. W życiu niby też nie, ale niestety są - i żyją w naszej głowie. Gdy to zrozumiałam, powstał ten blog.


    Wiem, że niemożliwe staje się możliwe o ile z całej siły tego pragniemy. Pomyślisz - banał. Zaprzeczę. Muszę, bo to nieprawda. Doświadczam tego i z całego serca pragnę, abyś i Ty był świadkiem tak samo wspaniałych przemian we własnym życiu. Zestresowana i pełna kompleksów, zamknięta we własnych ograniczeniach dusiłam się jak w kokonie, równocześnie bojąc się tego co będzie potem. Uwierz, że to irracjonalne myślenie, które dotyka większości społeczeństwa. Wszak nieznane jest przerażające, ale przecież z każdej poczwarki wykluwa się motyl. Tak samo z nami. Wystarczy, aby wydostać się poza własne ramy, aby rozłożyć skrzydła i zachwycić wszystkich wspaniałymi kolorami możliwości.


    Dzięki temu blogowi i osobom poznanym podczas tej podróży jest mi dane być świadkiem nie tylko swojej, ale wielu innych cudownych przemian. Najwspanialszym uczuciem jakie może spotkać każdego z nas jest poczucie czynienia dobra. Bycia użytecznym. Potrzebnym, choć nie niezastąpionym. Aby dojść do tego, oprócz samokształcenia i nieustannej pracy nad sobą, potrzeba czasu jak i nieopisanych pokładów cierpliwości.


    Pisałam już o tym jak powstał program w 100 dni do celu. Na bazie własnych doświadczeń. Ktoś pomyśli: pikuś! Mam cel i go spokojnie zrealizuję. Co to dla mnie! Jeśli tak myślisz, to wcale nie potrzebujesz tego bloga ani mnie. Właściwie to ja potrzebuję uczyć się od Ciebie. W 100 dni do celu pomaga w początkowych fazach rozwoju. Gdy czujemy się jeszcze niepewnie z samym sobą. Gdy nachodzą nas wątpliwości, czy damy radę. Gdy wiemy czego chcemy, ale nie potrafimy tam dojść najkrótszą drogą, co w rezultacie powoduje zmęczenie i powolną kapitulację.


    Tytuł tego posta brzmi: Nie cierpię krytyki - i właśnie teraz wrócimy do tego. Na sam koniec, bo jak wiesz nie potrafię jeszcze krotko, rzeczowo i na temat pisać:) I ja się uczę. Nie przestaję.

    Nie mam na sobie pancernej skóry. Niestety. Jestem delikatna jak motyl. Bardzo łatwo mnie zranić. Mam nadzieję, że Ty jesteś całkowitym przeciwieństwem mnie i z głową wpatrzoną w słońce zostawiasz cień za sobą.


    Ostatnio jeden z blogowych wpisów udostępniłam na portalu Gazeta MLB. Konkretnie poprzedni. Spotkał on się z krytyką. Normalny człowiek - i ja do tej normalności dążę - absolutnie by się tym nie przejął dopóki byłyby to konstruktywne uwagi. Prawda? Ja nie śpię już którąś noc z kolei zastanawiając się, gdzie popełniłam błąd? Powoli również zaczynam myśleć, że facet ma rację! No... może przesadziłam. Mam nadzieję, że czytelnicy tego bloga - tak, dokładnie Ty - pomogą mi znaleźć jakiś sposób na to, aby się zdystansować do tego, co o sobie można przeczytać. Jak Ty reagujesz na tego typu komentarze? Z niecierpliwością czekam na Twoją opinię!


    Dobrze, że jesteś - dziękuję. A poniżej głos, który sprowokował te wszystkie przemyślenia:



    Łukasz Chrzanowski

    Luty 07, 2014

    Nazywam się Łukasz Chrzanowski jestem uzależniony od whyski oraz pięknych kobiet. Droga Justyno to nie jest klub AA w którym opisujemy swoje cnotliwe życie. Tylko opisujemy jakąś dziedzinę biznesu. Wtedy to ma sens. Chciała byś by tak każdy pisał. Witam jestem lukasz pracuje w domu zarabiam 8000 zł .Dzięki temu kupiłem sobie ogromny telewizor. bo jestem nieśmiały. Ten artykuł to poniżej dna. Popraw się i napisz profesjonalny artykuł. Ktory ma potencjał i zainspiruje ludzi. Jeśli nie wiesz to napisz nam swój pierwszy raz. Sex zawsze się sprzedaje i nie trzeba mieć swojego stylu.

    12 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!