• Wędrówką życie jest człowieka...

    Sekretem sukcesu jest słowo na „p”


    Witam Cię serdecznie!

    Mój mąż był wielce zdziwiony, kiedy pytając mnie o preferencje bożonarodzeniowe usłyszał, że chcę kalendarz.

    Co roku mam, a ponieważ świruję na punkcie kalendarzy, to kupuję je sama. Teraz jednak wybrałam w ciemno kalendarz z internetu. Jestem strasznym zacofańcem i zakupów przez komputer nie robię, bo zwyczajnie nie umiem. W tym doskonały jest mąż i dobrze, że jest taki ogarnięty, bo we współczesnym świecie byśmy zginęli :-) Oprócz tego, że wszystko umie, to jeszcze ma wielkie serce i spełnił moje marzenie!

    Jedyna moja transakcja przez Allegro zakończyła się tym, że zamówienie zrealizowano dziesięciokrotnie. Zamawiałam dwa zegarki (bo to moje następne zboczenie). Tanie, silikonowe  - różowy i fioletowy, bo z wiekiem odstępuję od czerni i wchodzę w kolory. Myślę, że następnym stadium starzenia się będą pastele. Niemniej w nich widzę się dopiero za jakieś 20 lat. Na szczęście jakiś szał był na te plastikowe odmierzacze czasu i całą nadwyżkę rozdałam. Niemniej mąż zabronił mi jakichkolwiek zakupów w necie.

    Wracając do tematu, Darek zadowolony i dumny ze swojej minimalistycznej żony zamówił ku mojej nieopisanej radości "Kalendarz Prawa Przyciągania". Czekałam na niego dwa miesiące - myślę sobie, że na koniec świata by prędzej dotarł niż do mojego Bergen. Paczka od koleżanki równie długo szła, a nie wspomnę o opłatkach świątecznych, które posłała mi mamusia... Dotarły na 6 stycznia... Kurczę, znów odbiegłam od tematu, ale... przypomniało mi się, iż właśnie czekam już drugi miesiąc na książkę Daniela Kubacha, którą wygrałam i już nawet nie pamiętam za co. Irytująca jest poczta norweska, ale jak mówią mądrzy ludzie cierpliwość jest cnotą, więc cichutko czekam.

    Teraz obiecuję - będzie do rzeczy! Jestem niezadowolona z kalendarza. Owszem, jest pięknie wydany, ma każdy dzień na osobnej kartce, u góry jest motywujący cytat, a na dole pole do notatek zatytułowane Za co mogę dziś docenić siebie? + Moje przyjemności. To akurat jest fajne, bo zmusza do pewnej formy wdzięczności, a jak wiadomo każdy powinien codziennie spisywać rzeczy, za które mógłby podziękować. Mogą to być nieistotne fakty, jak słoneczny poranek, czy uśmiech nieznanego przechodnia na ulicy. Nie ma znaczenia. Ważne, by znajdować te promyki szczęścia w codziennej bieganinie i je spisywać. Odręcznie!

    image

    Zabrakło mi czegoś... Jakiejś magii w tym kalendarzu. Chyba opisów - myślałam, sądząc po genialnej reklamie kalendarza w internecie - że będzie w nim więcej przykładów z życia, a jeśli nie, to przynajmniej będą fragmenty książki "Sekret"  z przekładem na "nasze". Czyli że autor, pomysłodawca kalendarza, swoimi słowami wytłumaczy, o co właściwie chodzi? Jestem przekonana, że większość czytelników nie ma zielonego pojęcia i odczytuje wszystko na opak. Zresztą po co szukać przykładów za płotem, jak sama początkowo myślałam, że zamknę oczy - pomyślę o czymś, wyobrażę sobie to coś, określę swoje uczucia jakie mi towarzyszą przy owej imaginacji, a następnie otworzę oczy i to będzie. Może nie od razu, ale na przestrzeni kilku dni moje marzenie powinno się ziścić.

    Jakież było moje załamanie i rozczarowanie, gdy tak się nie działo :-( Przesłanie tej książki zrozumiałam po kilku latach ciężkiej pracy nad sobą i swoimi myślami. Nic, absolutnie nic nie dzieje się bez naszego zaangażowania i udziału. Na sukces (obojętnie jaki) składa się wiele elementów i nie może żadnego zabraknąć.

    Dziś otwieram swój kalendarz na najlepszy 2014 rok i uśmiecham się szeroko. U góry widnieje cytat, który jest mi znany, aczkolwiek często o nim zapominam. Mam nadzieję, że Ty nie, bo odkrywa on pewną tajemnicę!


    Bardziej niż cokolwiek innego - przygotowanie się jest sekretem sukcesu. Henry Ford

    Tak! Właśnie tak! Sekretem sukcesu jest PRZYGOTOWANIE SIĘ! - oto rozwiązanie zagadki tytułowej. Jeśli myślałeś, że słowo na "p" to praca, to się pomyliłeś :-) Aby cokolwiek zacząć, jakąkolwiek pracę czy to fizyczną, czy umysłową należy się do niej dobrze przygotować! O tym będzie następnym razem i przygotuj się na cenną lekcję.

    Muszę Ci serdecznie pogratulować. Zapewne zastanawiasz się, co takiego zrobiłeś?

    Otóż podziwiam Cię za cierpliwość i zaangażowanie. Dotrwałeś do końca tego tekstu. Jestem Ci za to ogromnie wdzięczna. Sam sobie też pogratuluj, bo jest czego. Jak wiesz, bowiem wspominam o tym od czasu do czasu, każdy z tekstów jest redagowany przez Tomasza. Oczywiście, nie musiałby być. Jestem dyslektykiem od urodzenia, co uważam za największą niesprawiedliwość jaka mnie spotkała w życiu. Robię błędy ortograficzne i poza tym... nic więcej. Lubię pisać i nie sprawia mi to większych problemów. Założę się, że nikt by na te moje "byki" nie zwracał uwagi. Niemniej wyszłam z założenia, że jeśli już piszę i chcę, aby słowa moje trafiały do innych, to muszę robić to poprawnie. To logicznie. Jeśli uczę się haftować, to od osoby, która umie i której haftowanie sprawia frajdę! :D U której widzę zaangażowanie... Wracając do redaktora, to wspomniałam o nim z dwóch powodów:

    1. Nigdy się nie poddawaj. Jeśli kochasz to co robisz, rób to! Gwarantuję, że na Twojej drodze spotkasz osoby, które Ci pomogą. Wszechświat sprzyja wyzwaniom. Tak jak ja spotkałam redaktora. Czy to był przypadek? Wierzę, że nie, choć zupełnie nieplanowanie wpadliśmy na siebie - taki paradoks. Dziękuję, wszechświecie :-)

    2. Pamiętaj, że na sukces jednej osoby składa się dziesięć niewidzialnych dłoni (przeciętnie, bo może być więcej lub mniej ). To nie jest tak, że jak stoisz na podeście i zbierasz brawa to one należą się tylko i wyłącznie Tobie. O nie! Za Twoim sukcesem kryje się współmałżonek, który znosi wszystkie fanaberie. To są przyjaciele, którzy Cię wspierają, przypadkowo napotkane osoby, które poddały, nawet nie wiedząc o tym, genialny pomysł. W końcu to są Twoi współpracownicy, którzy z wiarą w Ciebie poświęcają swoją energię i czas.

    3. Miały być dwa punkty a są trzy - to dlatego, że pisząc ten tekst wewnętrzny głos mówił mi: "Justyna, nie rozwlekaj się, pisz krótko, rzeczowo, na temat - nikt nie będzie czytał poematów". Jak się domyślasz to głos redaktora, który teraz czytając te słowa biedny nie wie co ma robić - płakać czy śmiać się :-) Ja proponuję: uśmiechnijmy się wszyscy razem :-) Szczerze i miło do siebie i pamiętajmy: "bardziej niż cokolwiek innego - przygotowanie się jest sekretem sukcesu". Święte słowa. Gdybym ja przygotowała się do tego tekstu jestem pewna, że byłby on o połowę krótszy!

    Z całego serca dziękuję Ci za uwagę! Daj znać w komentarzu, czy było warto!

    wpid-2014-02-27-15.57.59.png

    podpis_3


    8 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!