• Wędrówką życie jest człowieka...

    List do Obamy - atakuję :-)


    Kochani, do każdej decyzji trzeba dorosnąć. Prawda? Ten kto często bywa tu wie, że w 2010 roku udałam się do ambasady amerykańskiej w celu... no właśnie... Wyjaśnienia mojej sytuacji. Nie liczyłam na cud, a raczej na rozwagę ambasadora i zrozumienie sytuacji. Nic takiego miejsca nie miało. O ja durna! :-)
    Mam zakaz wjazdu do mojego kraju-raju do 2019 roku. Jak wyszłam z ambasady, pomimo iż trzech amerykańców chowam, przeklęłam ten kraj. Nie chcą mnie, to i moich dzieci nie zobaczą. I już :-) Wychowam ich w nienawiści do tego kraju. A co! Nie mogę? Zresztą cała ta Ameryka jest głupia. Społeczeństwo też. I rząd...

    Nie wiem, czy to z żalu, wściekłości czy z własnej głupoty przepłakałam cały rok. Oczywiście nikt tego nie widział.  Nawet mąż. Sama przed sobą się też nie przyznawałam, a mokre od łez oczy tłumaczyłam zapachem cebuli, która wtedy to dla przykrywki królowała w mojej kuchni. Do tej pory nie przyznałam się na głos, że żałuję. Eeee... wcale nie żałuję. Przez to mam ciekawsze życie i wiem, co to znaczy nieść swój krzyż. Pomimo to powiedzenie jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz uważam za bezsensowne. Śpię dobrze o dziwo, a to dlatego, że mam wspaniałe sny.

    List do Obamy napisałam już ponad dwa lata temu. Trochę przeleżał w szufladzie.  W pierwszej chwili byłam podniecona. Widziałam siebie z powrotem w swoim mieszkaniu w Deerfield Beach. Potem pomyślałam "kobieto, weź rozpędź się i walnij główką w ścianę". Kto ci uchyli zakaz wjazdu? Kto da zieloną kartę? No chyba że kosmita. Może czas zapisać się na Marsa?

    Teraz nie wiem nic - nie myślę. W końcu uwolniłam się od wspomnień i porównań. Polska dla nas nie okazała się mlekiem i miodem płynąca. Powrót i zderzenie z rzeczywistością - zresztą całe te trzy lata są niezłym scenariuszem na jakąś tragikomedię. Problem w tym, że ja jej nie napiszę, bo wymazałam to z pamięci. Wbrew pozorom można. W głowie utworzyłam obrazy, wzięłam gumkę i wymazałam to co złe. Pozostawiłam tylko to, co chcę pamiętać. Tak lepiej się żyje. Zresztą zapomnieć to wybaczyć, a sobie już dawno wybaczyłam tę decyzję w ramach rozwoju własnej osobowości. Nie ma obracania się za siebie. Jest tu i teraz. Jest cudownie, bo moje nowe miejsce jest nietypowe... Jestem w nim zakochana, choć mąż mi mówi, że to chwilowy stan duszy. Możliwe.

    Postanowiłam wykorzystać mój spokój i wysłać w końcu list do Obamy. Niech wie, co myślę. Teraz bez emocji, bo już mi na tej zielonej karcie nie zależy - bądź co bądź i tak ją w końcu dostanę po dzieciach, więc o co ten hałas? Co im to da, mówię o amerykańcach, że mnie teraz nie wpuszczą? Nic. Suma sumarum prędzej czy później wrócę. Tylko szkoda dzieci, bo takie bezpańskie będą. Ani to Polak, ani Amerykanin, ani Norweg, choć może to ma jakiś głębszy sens? Przynajmniej wszędzie się odnajdą i nie będą jak ja tęsknić...

    I jeszcze jedno - ktoś zapytał mnie, dlaczego do tej pory nie słałam listu. Otóż odpowiedź jest prozaiczna. A co będzie jak jednak ktoś odpowie? Co ja wtedy zrobię? Znowu będę musiała podejmować decyzję. Dokonywać wyboru. Nie wiem czy chcę. Nie wysyłając wiem, że taka sytuacja na sto procent nie będzie miała miejsca... :-) Kobieca logika. Co? Niemniej teraz ślę. Ślę bez zastanawiania się nad tym, co będzie.

    Zrobiłam sobie również listę gubernatorów. Ślę. Będę słać co tydzień. Do skutku, aż mi ktoś odpisze. Oczywiście dam Wam znać. A może ktoś się do mnie przyłączy! O, to jest myśl, co?





    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!