• Wędrówką życie jest człowieka...

    Na Dzień Kobiet


    Witam Cię serdecznie!


    Dzień Kobiet. Dziś. Jakaś bezwartościowa notka w prasie, kwiatek od męża, a od panów zaprzyjaźnionych z serca płynące życzenia. Potok obrazków na Facebooku i pustych słów. Wszystko to jakieś takie nijakie i wcale się nie czepiam, tylko duszę. Duszę się obłudą powietrza w około. Sama topię się w bezwartościowej codzienności.


    Nie wiem, czy dziś jest ten dzień, ale skoro to moje święto to pretekst jest, aby sobie podarować chwilę rozmowy w cztery oczy. Tak! Zdecydowanie tego mi potrzeba. Samotności ze sobą. Doborowe towarzystwo, prawda? Kawa też stoi obok w kubku z Bolesławca, który ręcznie malowany przypomina mi, że piękno istnieje. Muszę jednak zaznaczyć, że nie będzie milutko, bo w rozmowie pierwsze skrzypce będą odgrywały wyrzuty sumienia. Jak wiadomo do najmilszych one nie należą.
    Oczywiście, że nikt ich nie zapraszał. Ba! Nie w moje święto! Chętnie wyrzuciłabym każdy wredny i męczący głos z mojej głowy, ale one nie odchodzą i bezczelnie spijają mi śmietankę z kawy.


    Aby zagłuszyć ten jazgot, zaczynam rozmawiać. Tak, mówię do tej kobiety przed lustrem. Wiem, że i Ty często ze sobą dyskutujesz. Taka nasza natura.


    Zaczyna się! A nie mówiłam... Wypominanie. A jakże. Trzymam się zbyt kurczowo pustki, którą wypełnili ludzie. Cóż, chciałam, aby było inaczej. Próbowałam nawet nawiązać kontakt z Bogiem. Byłam przekonana, że odezwie się poprzez osoby, które zbyt wcześnie odeszły z tego świata. Nic z tego. Cisza. I nie wierzę, że są one w kropli deszczu za oknem, bądź w przebiśniegu, który tu w Bergen wydostał się spod warstwy błota. Nie przemawia też do mnie, że wiatr, który suszy moje łzy jest ręką Wszechmogącego. Gdyby tak było, to już dawno porozmawiałabym choć w snach z Jerzykiem, bo mam tyle pytań. On wiedział, żem niecierpliwa i zapewne świadomie by mnie nie torturował ciszą. A tak, jestem zagubiona. Nie wiem, co myśleć.


    Co więc dziwnego w tym, że otaczam się ludźmi i rzeczami namacalnymi? Nie! Nonsens zupełny. Nikt mnie nie kontroluje. Wiesz, nie lubię Ciebie. Ani tych rozmów z Tobą. Nie patrz już tak na mnie. Problem w tym, że nawet jak nie spoglądam w lustro, to mówisz do mnie. Przestań! Czy kiedyś zamilkniesz? Czy Ciebie też tak sumienie dręczy? Moje jest zupełnie bezkarne. Panoszy się jak u siebie.


    No dobrze...Przyznaję się. Po cichu. Jestem uzależniona od ludzi i ich opinii. Kontrolują oni moje wszystkie zachowania poprzez akceptację lub dezaprobatę. Mają w sobie moc podnoszenia mnie na duchu, kiedy to słyszę pochwały i wyrazy uznania. Robię wszystko co w mojej mocy, aby mnie nie krytykowali. Staram się spełnić ich oczekiwania. Jestem zrozpaczona, kiedy mnie odrzucają. Niemniej czy jest w tym coś złego? Czy nie każdy z nas szuka poklasku, miłości i towarzystwa? Czy ja jestem jakimś ufoludkiem? Boję się być wyśmianą. Oczywiście! Nie będę ukrywać tego, że kieruję się opinią innych. Nie wyobrażam sobie życia bez ludzi. Człowiek jest tylko człowiekiem. Kobieta też.


    (...)


    Kurczę, masz rację. Jednak jestem zniewolona. Teraz to widzę bardzo wyraźnie i mówię o tym głośno. Jakie to w sumie banalnie proste. Co? Zmusiłaś mnie, kobieto po drugiej stronie lustra, do myślenia.


    Pisałam, bo chciałam być czytana. Zależało mi na tym. Żebrałam o odwiedziny, opinie i komentarze. Wbiłam sobie do tej pustej głowy, że tylko to, co poznane ma wartość. Wydawało mi się, że moje dzieło uzyska największe uznanie, jeśli zdobędzie popularność. Jak będzie przekazywane dalej, chwalone, oklaskiwane, nagradzane. Szczytem sukcesu będzie, się moje słowa słowa sprzedadzą! Jeśli nie... to oznacza, że to co robię ma żadnej wartości.


    Nie mogę uwierzyć, że dałam się poddać praniu mózgu. Kto jak kto, ale ja? Fakt, przyjęłam konsumpcyjny sposób myślenia. Tak, masz rację, stałam się więźniem, ograniczona przez ludzi i przez samą siebie. Zatraciłam radość dziecka. Tworzenia. Istnienia dla samego istnienia. Miłości dla samej miłości w tej chwili, tylko tej.


    Dziękuję. Kawa prawie dopita... a mi lżej. Nie, nie przeszkadzasz mi, Ty lustrzane odbicie. Posiedź jeszcze chwilę ze mną. W końcu to nasz dzień. Prawda?


    Muszę Ci powiedzieć, że teraz piszę te słowa z wielką radością w sercu. Mówisz, że to widać i czuć? To dobrze! Cieszy mnie to. Nie dlatego, że mi słodzisz. Nie musisz. Zrozumiałam, że to Twoja rzeczywistość. Nie moja. Widać gołym okiem, że sprawia mi to nieziemską przyjemność? Tak jest!


    Tak, uśmiecham się do siebie. Jestem zadowolona, spokojna i pełna miłości, bo mam kontakt z rzeczywistością. Z tym co tu i teraz. Ze sobą. Może... może i ze Wszechmogącym żyjącym we mnie? Nad tym jednak zastanowię się innym razem.


    Jeśli nie rozumiesz o czym mówię, nie szkodzi. Wiem, jestem przekonana, że i Ty w końcu pojmiesz, że o wartości jakiegoś działania decyduje to, że zostało ono wykonane z miłością i że jest źródłem radości samo w sobie! Nic więcej nie ma znaczenia.


    Jestem pełna pozytywnej energii pisząc ten tekst, choć nie mam co do niego żadnych wymagań i nie powstaje on z chęci poklasku. Nie boję się również Twojej krytyki. Jestem w pełni zaangażowana tym co robię. Piszę dla samego pisania. Dla magicznej chwili wydobywania się słów, które tworzą zdania. One zaś stanowią całość mojego świata. Sprawia mi to czystą frajdę, a jeśli spotka się z zainteresowaniem to oznacza tylko jedno - że miłość się mnoży, gdy się nią dzieli. Gdybyś miał okazję widzieć mnie teraz, zobaczyłbyś dziewczynkę pochyloną nad klawiaturą z językiem na wierzchu, która pochłonięta pracą nad swoim jakże ważnym dla niej samej dziełem zapomniała o Bożym świecie. Genialnie! Nareszcie zrozumiałam! Jestem wolna! Jestem sobą, tu i teraz - szczęśliwie spełniona! Kocham to moje pisanie! Monologi wysyłane do nieba w podziękowaniu za lekkie pióro i nieziemskie doznania tu na ziemi!


    PS. W dniu kobiet, życzę Wam - nie tylko kobietom :-), ale i Tobie mężczyzno zerwania z nałogiem uzależnienia od innych ludzi. Oni są i będą zawsze obok nas niezależnie od tego czy im się przypodobamy, czy też nie. Sensem istnienia jest miłość i zaangażowanie w to, co robimy. To nasz kontakt z rzeczywistością. Z tu i teraz.


    PS. Dziękuję sobie za rozmowę. Tego mi było trzeba... Co za dzień, co za dzień!


    podpis_3

    9 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!