• Wędrówką życie jest człowieka...

    Krowa do wąwozu!


    Witam Cię serdecznie!

    Jak ja nie cierpię sytuacji, w której muszę dokonać wyboru. Z jednej strony chcę świadomie decydować sama o sobie, a z drugiej boję się odpowiedzialności. Wszystko co nowe staje się zarazem przerażająco nieswoje. To taka typowa fobia. Nie uwierzę, że każdy z Was chętnie wskakuje do głębokiej wody, zwłaszcza uprzednio nie sprawdzając dna. Oczywiście wyzwania są podniecające. Uwielbiam ten dreszczyk emocji. Oczekiwanie na coś, co nie jest jeszcze w pełni zmaterializowane, prawda?

    Piszę o tym, bo czasami jednak chciałabym, aby ktoś moją “krowę” zepchnął w przepaść. Aby zdjął ze mnie to jarzmo niepewności i nie pozostawił mi żadnego wyboru. Dokładnie tak jak w poniższym opowiadaniu. Uwielbiam je. Przepraszam - nie pamiętam, gdzie tę historię usłyszałam, ale ostatnio mam ją cały czas w głowie. Idealnie pokazuje ona zjawisko tak chętnie nazywane przez mistrzów mącenia w głowach strefą komfortu, a raczej jej brakiem, na który niejednokrotnie nie potrafimy się zdecydować. Dlatego dzielę się nim z Tobą licząc, że teraz dokładnie zrozumiesz. Zastanawiam się, o ile łatwiej by było, gdyby rzeczy działy się poza nami? Taka niewinna kontrola nazwana przeznaczeniem. Niemniej przychodzi taki dzień, kiedy to trzeba dorosnąć i zrobić porządki, a nie czekać tylko na mannę z nieba. Wtedy należy sobie zadać pytanie, czym jest dla mnie ta "krowa", która nie pozwala mi zdechnąć z głodu, ale i najeść się do syta nie da. Jak myślisz?
    "Pewien bogaty człowiek chciał pokazać swojemu jedynemu synowi, jak żyją ludzie biedni. Po męczącej, całodziennej wędrówce dotarli w końcu do niewielkiej chatki.

    Jej mieszkańcy przyjęli zmęczonych wędrowców pod swój dach i ugościli nad wyraz smacznym twarogiem. Następnego dnia rano poczęstowali ich świeżym mlekiem i śmietaną. Bogacz zdziwiony brakiem urozmaicenia w podawanych posiłkach zapytał gospodarzy, dlaczego mając wokół tyle żyznej ziemi nie uprawiają jej i nie korzystają z plonów, jakie mogłaby ona wydać.

    W odpowiedzi usłyszał, że nie widzą takiej potrzeby, bowiem mają krowę, która daje im wszystko, czego potrzebują, aby przeżyć kolejny dzień. Nie docierały też do nich argumenty, że postępując w ten sposób nie tylko tracą bogactwa, jakimi są hojnie obdarowani w tym miejscu przez naturę, ale też, że zawsze będą biedni.

    Kiedy wędrowcy opuścili gościnny, ale ubogi dom, zobaczyli ową krowę. Wówczas ojciec rozkazał zaskoczonemu synowi, aby strącił zwierzę do wąwozu, na którego skraju się pasło. Syn oponował przekonując, że krowa jest przecież jedynym źródłem utrzymania dla rodziny, która ugościła ich najlepiej jak mogła.

    W końcu jednak usłuchał ojca, gdy wyjaśnił mu, że to właśnie przez tę krowę ci ludzie tak naprawdę nic nie mają.

    Po latach syn bogacza, którego dręczyły wyrzuty sumienia, postanowił odszukać tę rodzinę i wynagrodzić jej sposób jakim odpłacił się za gościnę. Długo jednak błądził po okolicy, nie mogąc odnaleźć tego miejsca. W końcu dotarł do jakiegoś zamożnego gospodarstwa, położonego wśród obsianych zbożem pól i sadów owocowych i tam postanowił zasięgnąć języka.

    Kiedy wprowadzono go do pięknego dworku, jego właścicielka rozpoznała w nim jednego z wędrowców, którzy przed laty odwiedzili jej rodzinę mieszkającą wówczas w ubogiej chacie. Na pytania gościa zaskoczonego tak ogromnymi zmianami jakie tu zaszły wyjaśniła mu, że to wszystko dzięki temu, iż stracili swoją jedyną krowę.

    Kiedy bowiem zostali z niczym, musieli znaleźć inny sposób na życie i odkryli w sobie nieznane dotąd możliwości".

    Znowu zamyśliłam się. Tak to już jest, że jak poświęcimy trochę wolnego czasu dla siebie, to nasze myśli szaleją, szaleją, szaleją i szaleją... A teraz tak sobie pomyślałam, że bardzo często w takich sytuacjach zamiast iść do przodu siadamy nad tym wąwozem i lamentujemy. Popadamy w histerię i nieustannie powtarzamy pytanie: dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało? Co ja takiego Bogu zrobiłam, że mnie tak pokarał? Nie widzimy zupełnie tego, co jest przed nami, ile w związku z tym wydarzeniem innych dróg i możliwości się otworzyło. Dlatego nie płaczmy nad krową, tylko powstańmy i z uniesioną głową idźmy w stronę nieznanego. Odwagi! Sobie i Tobie życzę w tych ciężkich czasach zmian.

    13 komentarze:

    1. Ileż ja już tych krów straciłem.
      Przyzwyczajenie zabija.
      No, i lenistwo.
      Wiem, bo mam to przepracowane.
      Właśnie jestem w takim momencie, w którym będę musiał swoją krowę zepchnąć do przepaści SAM!
      A ekwiwalent dość mętny :)
      Pozdrawiam - Piotr

      OdpowiedzUsuń
    2. Bardzo wzruszająca opowieść, aż mnie przeszły drobne ciarki : )
      Ja przyznam, działam i wychodzę poza sferę komfortu. Nie ma wyjścia, jak się dociera do "ściany" : )

      OdpowiedzUsuń
    3. Ta przypowieść, pokazuje, że pieniąc dla ludzi jest najważniejszy, a przecież w życiu nie chodzi o to, ważne jest życie, które nie koniecznie musi się składać z fortuny.

      OdpowiedzUsuń
    4. pieniądz* (przepraszam za błąd)

      OdpowiedzUsuń
    5. Nie znałem tej przypowieści, dzięki za nią.
      Jestem zawiedziony! Spodziewałem się, że morał będzie cokolwiek inny, że rodzina straci wszystko, może zginie i to bogacze będą mieli morał. A tu tak… :-)

      OdpowiedzUsuń
    6. I jakież to oklepane… Zwalić na Boga, że "pokarał" za coś.
      A gdyby tak wszyscy wierzący Polacy (a ponoć jest ich trochę, w niedzielę ukazują się w całej krasie), gdyby pomyśleli, że to nie kara, a SZANSA od Boga!?
      Znam takie powiedzenie: "czasami zwracamy głowę ku niebu dopiero, gdy znajdziemy się w głębokim dole. Tam nie ma gdzie indziej patrzeć jak tylko do góry". :-) Tak czy siak, Jego Słowo dotrze do każdego - obyśmy tylko dali mu szansę zanim znajdziemy się w takim dołku, bez krowy. :-)

      OdpowiedzUsuń
    7. Piotr,

      Nie martw się, wiesz - ja zawsze chętnie pomogę Ci zepchnąć krowę do przepaści - tak w razie stawiania oporu :D

      Pozdrawiam!

      OdpowiedzUsuń
    8. ...nie koniecznie, że pieniądz - moim zdaniem krowa symbolizuje przyzwyczajenie, ja wiem, że jest ono naszą drugą naturą ale czasami właśnie ono, ta wygoda i strach ograniczają nas przed nowym...i to nie muszą być wcale pieniądze. Ja lubię malować, ale nic poza tym, że sama sobie udekorowałam ściany nie robię...bo nie muszę, a może gdybym pozbyła się strachu przed choćby opinią innych pokazałabym światu moje prace i ktoś inny mógłby się cieszyć moimi malunkami :D ...tak sobie myślę głośno - co Ty na to?

      OdpowiedzUsuń
    9. "Oczekiwanie na coś, co nie jest jeszcze w pełni zmaterializowane, prawda?" - Kochana to co najlepsze nie jest w ogóle zmaterializowane! ;)
      A Bóg wcale Cię nie karze. On chce dla Ciebie jak najlepiej, dlatego daje Ci te wszystkie szturchańce, żebyś Go w końcu dostrzegła, a to, że Ty tego nie widzisz i uważasz, że On jest zły wynika z Twojej odwrotności.
      Nie będę wredny, żeby mówić, że masz problem... ale cóż trochę masz. ;p
      To jednak dlatego, że problem ma być traktowany jako przeszkoda, którą pokonując przybliżasz się do celu.
      Pozdro.

      OdpowiedzUsuń
    10. Świetna historia... W cholerę z tymi nawykami i strefami komfortu. Czy mi się tylko wydaje, czy sami działamy na swoją niekorzyść i jeszcze się martwimy że jak coś się zmieni to co my biedni poczniemy z tym losem ciężkim??
      W cholerę, do wąwozu czy gdziekolwiek indziej. Wynocha no! (mówiłam do swoich nawyków;))

      OdpowiedzUsuń
    11. Bardzo fajna opowieść :)

      Nie sądzę żeby chodziło w niej o pieniądze. Pokazuje ona, że dopóki jest nam w życiu w miarę wygodnie, to nie widzimy potrzeby by coś zmienić i tkwimy w takiej sytuacji. Po co coś zmieniać, skoro jest ok?... Może mogłoby być lepiej, ale jak mi się nie uda...

      Czasami potrzeba takiego wstrząsu, jak ta biedna krowa żeby spojrzeć z innej perspektywy i zmienić swoje życie na lepsze, żeby wykorzystać cały swój potencjał :)

      OdpowiedzUsuń
    12. No tak, ale skoro jest dobrze, to po co na siłę ulepszać? Lepsze często jest wrogiem dobrego. Myślę, że zawsze trzeba kwestie zmian przemyśleć.

      Pozdrawiam

      OdpowiedzUsuń
    13. Ja uważam, że jeśli jest nam dobrze - to po co to zmieniać. Zmieniamy swoje życie, wtedy kiedy nie jest dobrze, brakuje nam czegoś i nie jesteśmy zadowoleni ze swojego życia. To zrozumiałe, że boimy się zmian. Strach nie pozwala nam zostawić tego co mamy teraz. Najlepiej zachować do tego dystans. Wszyscy mamy silne i mocne strony, odnosimy sukcesy, te małe i te większe i ponosimy również porażki, ale przecież jesteśmy tylko ludźmi.

      OdpowiedzUsuń

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!