• Wędrówką życie jest człowieka...

    Plecaki, słoiki i czopki - czyli zmiany w języku polskim :-)


     Witam Cię bardzo serdecznie!

    Nieobecność w kraju powoduje znaczne zubożenie języka polskiego. Dziś rozmawiałam ze znajomym, który narzekał na Czopka. Ponoć Czopka - kobieta, dostanie dodatek funkcyjny, a on nie, mimo iż pełnią to samo stanowisko. Firma duża, ale oszczędza na wszystkim. Jak to często bywa. Cały problem jednak wcale nie dotyczy premii, a Czopka! Długo się zastanawiałam nad tym pseudonimem, ale doszłam do wniosku, że w sumie jest krzywdzący dla owej pani.



    - Dlaczego Czopek? - pytam mocno zdziwiona.
    - Bo to Czopek - uśmiecha się znajomy.
    - Nazwisko? 
    - Nie, nie, to lizus zwykły. Łazi za szefem, przymila się, gdyby mogła to by mu weszła do tyłka.
     - Aha - mówię rozbawiona. - Teraz wszystko jasne.

    Jasne i nie jasne w sumie. Takich przykładów "gwary" koropracyjnej, bo właściwie nazewnictwo to powstało w takim środowisku i na jego potrzeby, jest o wiele więcej. Mi spodobały się jeszcze dwa. Jedno z nich jest pewnie znane od lat, bo mi tu mąż podpowiada, że on to zna jeszcze z Warszawy - ja nie... Chyba bardziej zacofana jestem.

    Słoiki. Otóż dziwi mnie fakt, iż wcześniej się nie zetknęłam z tym określeniem, bo przecież dane mi było pracować raz, że w dużej firmie, a dwa z niezliczonymi słoikami. Teraz mam wrażenie, że większość z pracowników nimi była. Słoik to osoba mieszkająca poza miastem, która na weekend jeździ do rodzinnego domu z pustymi słoikami w torbie. W poniedziałek wraca do pracy i wynajętego mieszkania z naczyniami pełnymi pyszności, które mamusia zawekowała. W sumie to fajne. Miłe, choć sam fakt bycia słoikiem nie jest od nas zależny, a w mniemaniu pewnie większości warszawiaków nie jest to wcale cool. W dzisiejszych czasach migracja za pracą staje się musem i zauważam, że niknie tak zwane przywiązanie do rodzinnego domu. Plusem jest jednak to, że zawsze do niego chętnie wracamy. Przynajmniej ja kocham swoje Jelonki!

    Tu mnie martwi i to bardzo fakt moich przeprowadzek, wciąż mam wyrzuty sumienia, że dzieci nie będą znały i rozumiały znaczenia "małej ojczyzny", ale też nie będą słoikami :-)



    Drugie określenie to plecaki. Za moich czasów były to zwykłe pijawki. Ludzie, którzy przyssywali się do swojej ofiary, wysysały z niej wszystko, a jak już nie było żadnych korzyści, to znajdowały szybko innego żywiciela. Mówię tu o osobach, które przy pomocy innych wspinali sie na kolejne szczeble kariery. Dziś są to plecaki, siedzą na plecach szefów, którzy nie wiedząc tego noszą ich pokazując i otwierając kolejne przed nimi drzwi.

    Fajnie jest być plecakiem - o ile łatwiejsze jest wtedy życie, prawda? Zawsze lepiej jest być noszonym niż samemu nosić garba na plecach lub swój własny krzyż - my, emigranci z "doświadczeniem", jesteśmy takimi barami dla plecaków nowo przybyłych. Gdy o tym pomyślę, to w całym emigracyjnym życiu wiele takich uczepiło się mnie.

    Lubię pomagać, owszem, niemniej plecaki to pijawki i przeważnie nie dziękują, a jeszcze obgadają... UWAGA! Nie wszyscy - są wyjątki.  I tym miłym akcentem kończę, całując Ciebie serdecznie!

    PS. Za dokształcenie w nowonazewnictwie będę wdzięczna! Czekam na komentarze :-) 

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!