• Wędrówką życie jest człowieka...

    Równi wobec raka


    Agnieszka
     Witam Cię serdecznie!

    Wczoraj dowiedzieliśmy się o śmierci Małgorzaty Braunek. Aktorki najpiękniejszej z pięknych. Widzowie najbardziej pamiętają ją z roli Oleńki w „Potopie”. Miała 67 lat.

    Nagłówki gazet przekrzykują się coraz to większymi literami: „Małgorzata Braunek nie żyje! Rak ją pokonał, ale jej nie złamał!”, „Wzruszające pożegnanie Braunek z fanami”. Tysiące „lajków”.  Bardzo smutne.

    Trochę żenujące te hieny medialne są. Rak pokonał nie jedną osobę. Tysiące żyć pięknych duszą i ciałem odchodzi w każdej minucie po cichu, bez świateł reflektorów, lecz z tą samą dumą. Czasami wcześniej, piękniej i wyraziściej, w czystej prostocie, o poranku.


    20 czerwca w klasztorze na Marias Minde (Bergen) odbyła się msza pożegnalna  naszej koleżanki, sąsiadki, kobiety dzielącej z nami los emigranta –  Agnieszki Czajkowskiej. Ona także chorowała z uśmiechem na twarzy i niejednokrotnie była wielką inspiracją dla bliskich i dalekich znajomych. Jej pożegnanie z facebookową społecznością było mniej spektakularne aniżeli aktorki. Nie było tysiąca kliknięć i odsłon.

    Tym, którzy ją kochali po przeczytaniu słów: „dziękuję wszystkim za wszystko” ręce drżały ze wzruszenia, a serce wydzierało się z piersi krwawiąc boleśnie. Kliknięcia nie były potrzebne, aby umocnić Agnieszkę w przekonaniu, że nie jest samotna. Wiedziała, że jest dla nas darem. Swoją walką pokazała nam jak wspaniałą, odważną i zdeterminowaną kobietą była.

    Na portalach internetowych możemy oglądać fotografie aktorki ukazujące zmiany jakie rak powodował w jej organizmie. Na każdym zdjęciu jest uśmiechnięta, jakby nigdy nic się nie stało, choć oczy mówią zupełnie co innego. Agi nie pamiętam smutnej. W jej spojrzeniu zawsze była nadzieja karmiona miłością do życia, lecz ono zakpiło sobie z jej młodego ciała. Odeszła za wcześnie, pozostawiając w bólu rodzinę i bliskich, bez odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”.

    W mediach znajdujemy informację, że Pani Małgorzata szukała innych metod leczenia po tym jak lekarze rozłożyli bezradnie ręce. Zorganizowana była zbiórka pieniędzy na klinikę w Niemczech. Za późno. Organizm był wycieńczony operacjami i chemią. Nikogo nie dziwi fakt, iż znaną aktorkę ludzie chętnie wspierają. Niemniej proszę pomyśleć choć przez chwilę jaką niepowtarzalną i kochaną osobą była Agnieszka, że bez nagłośnienia przez prasę dokonało się na oczach Boga to samo. Wszystko odbywało się spontanicznie, z ogromnej potrzeby serc. Zjednoczeni, wbrew temu co się mówi o Polakach na obczyźnie, wspieraliśmy Agnieszkę wskrzeszając tym samym wiarę w ludzi.

    Warto w obliczu tragedii i śmierci osób nam bliskich zastanowić się, czy nie nadszedł czas, aby bardziej zainteresować się tematyką raka? Może to moment, kiedy powinniśmy przewartościować nasze życie i dokonać zmian?

    Zadać sobie pytanie: jak ja żyję? Banalne? Nie do końca...

    W trakcie choroby najbliższego przyjaciela ukończyłam kursy medycyny komórkowej. Początkowo tylko dla niego, abyśmy mieli odpowiednią wiedzę co robić dalej, gdy lekarze już wzywają księdza na ostatnie namaszczenie. Od tego momentu żył jeszcze dwa lata z czego półtora roku w dobrej kondycji. Po jego śmierci zrozumiałam, że nie jestem cudotwórcą, a organizm wycieńczony chemioterapią i operacjami w ciężkim stadium choroby nie podniesie się. Niemniej jego śmierć odebrałam za osobistą porażkę. Długo nosiłam żal w sercu. Gdy minęła cała złość i ustały nurtujące pytania, wiedziałam co dalej. Takich osób jest więcej. Bo podnieść się po stracie bliskiego nie jest łatwo. Trzeba wyznaczyć sobie jakiś cel. Każdy jest dobry, bez znaczenia na jego wydźwięk.

    Innym inspirującym przykładem jest dwójka przyjaciół, których mamy zmarły po

    długich zmaganiach z nowotworem. Stworzyli oni kampanie "Back on my Feet" i postanowili pokonać pieszo trasę z Londynu do Brighton w 24 godziny. Co więcej, 33-letni Rafał Bauer oraz 24-letni Emil Rydberg zbierali pieniądze dla organizacji charytatywnych walczących z rakiem, oferując każdy ze 100 tysięcy kroków, jakie obejmuje stukilometrowy dystans pomiędzy brytyjską stolicą a nadmorską miejscowością, za jednego funta. Jednak to nie wszystko, nie o to tu chodzi...
    „Próbujemy stanąć na nogi i zacząć żyć na nowo po stracie najważniejszej osoby w naszym życiu, naszego najlepszego przyjaciela. To także bardzo dobra okazja, by przemyśleć swoją dotychczasową egzystencję i dokonać w niej istotnych zmian” – powiedział w wywiadzie dla Evening Standard mieszkający w East Dulwich Rafał.
    Rafał poznał Emila w pracy, w agencji marketingowej Lbi z Brick Lane. „Mówił, że musimy nauczyć się żyć na nowo i zacząć twardo stąpać po ziemi, jak na mężczyzn przystało”.

    Oczywiście nie musisz pokonywać 100 tysięcy kroków ani wierzyć w naturę. Każdy z nas ma coś do zaoferowania światu. Wystarczy chcieć. Czasami to tylko jeden uśmiech. Zwłaszcza tu, na emigracji. Proszę otwórzmy oczy i  nie pozwólmy nikomu odejść w osamotnieniu bez względu na to kim jest, bo nie potrzeba być ani sławnym, ani bogatym, by świat i wszyscy wokoło nas kochali. Tego nauczyła nas swoją postawą i uśmiechem, na przekór nowotworowi, świętej pamięci Agnieszka.
    Tekst ukazał się również na NPORTAL.no


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!