• Wędrówką życie jest człowieka...

    Mąż tam w świecie za koroną... Polonia norweska


    Image courtesy of FreeDigitalPhotos.net
    Otóż mamy problem. Wielki. Natury emigracyjnej, bo ciężko tu o normalnego człowieka. Takiego żyjącego. Tu i teraz. Wegaetacja i zbieranie na zaś, które może nigdy nie nadejść - nie rozumiem... Ale po kolei. 

    Pamiętam swoją emigrację z lat 90. Nic mnie wtedy nie obchodziło. Nie znałam języka i choć chciałam się go nauczyć, to mi nie wyszło. Najwyraźniej nie było to moim prawdziwym celem. Zresztą moim obowiązkiem było mówienie w domu po polsku, bo dzieciak w przedszkolu szkolił angielski. Nie miałam motywacji. Zwyczajnie.

    Potem przyszło zakochanie. Pierwsze pocałunki na Tower Bridge, róże i beztroska. Big Ben nie odmierzał mi czasu. Dni przepływały przez palce. Nie nauczyłam się języka, nie przywiozłam pieniędzy, nie nawiązałam przyjaźni na całe życie, za to Londyn znałam jak własną kieszeń i cera mi się poprawiła od tych mgieł oraz deszczy. Poznałam męża, który rozpieszczał mnie fish and chips. Nie londyńczyka dzięki Bogu, bo choć dają się lubić, to sztywni i dziwni ludzie. Miałam okazję przekonać się o tym nie raz :-)

    Mąż światowy od dziecka, co odbiło swoje piętno na dorosłym naszym wspólnym życiu. Któregoś dnia, po powrocie z Londynu i zagnieżdżeniu się milutko w Warszawie, usłyszałam: "jadę do Ameryki". Po trzech miesiącach, nie zastanawiając się nad tym co robię, poleciałam i ja. Jak małżeństwo to razem. W bogactwie, biedzie i we wszechświecie. Choć znane były mi chicagowskie małżeństwa, które zawsze mnie fascynowały, to ludzie poznani na Florydzie stanowili odrębną, nudnawą i normalną społeczność. Samo życie w raju to już inna historia.

    A jaka jest Polonia w Norwegii? Ta dorosła. Czterdziestoletnia? Bo młodość się rządzi swoimi prawami.

    Pierwsze co mi się ciśnie na usta - ogromna! Jest nas ponad 200 tysięcy. Wystarczająco dużo, by słyszeć język polski na ulicach, w sklepach i urzędach. To jest fajne - taka namiastka polskości. Norwegię jednak traktujemy jak jeden z wielu przystanków w naszym życiu. Owszem, są osoby, które pokochały ten kraj i zbudowały tu dom, w którym przydzie im się zestarzeć, niemniej to niewielki procent.

    Większość emigrantów jest tu przelotem. Żyją pomiędzy Polską a krainą Trolli. Samotni. Sfrustrowani. Narzekający. Bez większych zapatrywań na życie. Jedynym celem jest nazbieranie jak największej ilości koron, bo przecież wierna żona i dzieci w Polsce tęskniąco wyczekują.

    Pytanie, czy tatusia, męża, a może kasy?

    Taki los. Polska nie gwarantuje świeżego chleba na stół i mury same się nie budują. Trzeba sobie radzić. Super! Ale dlaczego nie razem? Prościej i przede wszystkim łatwiej utrzymać jeden dom, rodzinę.
    A tak...Przepraszam już zdążyłam zapomnieć, że w kraju ostatnie cegły się kładą, teraz tylko środek i już. To tylko następne pięć krótkich lat, miną jak jeden dzień w pokoju wynajętym z kolegami. Co to jest na tle całego życia? Pytam? Brzozy w ogródku wyrosną, dzieci odfruną, a żona swoje już przeżyje. Tak! To jest to! Starość we dwoje. Z pięciu wiosen zarobkowych zrobi się dziesięć, przecież lat już nikt nie będzie liczyć. Nie bądźmy drobiazgowi. Rok w tą czy w tamtą bez różnicy. Jeszcze tylko skórzana sofa i grosz na konto w razie "W".

    Na koniec niespodniewanie i jakże nie sprawiedliwie przyplącze się choroba, bo norweskie jedzenie drogie, więc człowiek na ziemniakach z Polski jechał lat kilka, a przecież to nie świnia. A może? Jadąc tramwajem od zajebania polaczków, co kurwani i chujami rzucają. Żadnemu nie przyjdzie przez myśl, że ja dupa tłusta, nie norweska, a swojska takowoż i mowę naszą ku przerażeniu rozmumiem. Ale kogo to obchodzi? Nikogo.

    Na szczęście jest jeszcze ta Polonia, co stojąc na szczycie Urliken zamknie oczy i krzyknie: kocham Cię życie! Snują marzenia. Doceniają tu i teraz. Nie srają we własne gniazdo i szanują innych jak i samych siebie. Znajdą się uczciwi, uśmiechnięci i życzliwi. Uzdolnieni. Ludzie z pasją. Ciekawi świata. I to oni, a nie kolekcjonerzy koron powinni być dawani za przykład Polonii Norweskiej, choć stanowią mniejszość - za to jakże cudownie kolorową. Kocham Norwegię! 

    Mąż tam w świecie za funtem, odkładał funt,
    Na Toyotę przepiękną, aż strach.

    Mąż Twój wielbił porządek i pełne szkło,
    Narzeczoną miał kiedyś, jak sen,
    Z autobusem Arabów zdradziła go,
    Nigdy nie był już sobą, o nie.



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!