• Wędrówką życie jest człowieka...

    22 lipca


    Siedząc na tarasie, wygrzewam się w słońcu i planuję swoje sierpniowe wakacje z radością w sercu. Jest wtorek, dzień jak co dzień. Gwar dzieci, obiad bulgocze czekając na męża, radio nuci stare szlagiery. Można by rzec sielankowo, gdyby nie świadomość tego, że świat nie zaczyna się i nie kończy na moim podwórku.



    Ziemia ma urodzaj na zło. Kwitnie w nadmiarze. W sumie zawsze miała, ale teraz wydaje się to niedorzeczne. Zwłaszcza w XXI wieku – cywilizowanym i mocno technicznym – może właśnie za bardzo. Powinniśmy nauczyć się oddzielić chwasty od plonu i je zlikwidować?

    Okazuje się, że to nie takie proste, nawet w erze GMO i sztucznej inteligencji, w której nota bene cała nadzieja, bo co poniektórzy z tą wrodzoną mają nieprawdopodobne problemy. A może to wina lekarza, co nie chce aborcji dokonać, bo przecież nie Boga, a tym bardziej nie biednego homo sapiens. To ktoś zestrzelił samolot, by Putin mógł się wielce zdziwić, to wjechał w ludzi na molo w ramach reality show i GTA, albo jak trzy lata temu urządza sobie strzelaninę na wyspie, co by choć krajobraz był ładny. Anders Breivik łącznie zabił 77 osób, z czego 69 zginęło na wyspie. Tyle że świat nie jest monitorem komputera i tu wszystko jest realne. Tu nie ma miejsca na „replay” i nikt z martwych nie wstaje.

    Człowiek umiera. Cierpi. Nie rozumie. Traci. Myśli i czuje. Pyta, zachodzi w głowę, stara się zrozumieć świat, ale nic z tego. Odpowiedzi i ukojenia nie ma. Nie będzie. Jak to mówią uczeni, od pozytywnego nawracania i układania w głowach – shit happened – a my musimy iść dalej.
    Show must go on, diabeł pląsa w pierwszym rzędzie.

    Wie o tym nasz dwudziestoczteroletni rodak, który cudem, bo takowe się zdarzają, przeżył strzelaninę na wyspie. Rok temu, w druga rocznicę tragicznego zamachu mówi: „Miną lata, zanim będę mógł żyć pełnią życia. Zrezygnowałem z kariery politycznej, chcę pomagać ludziom w inny sposób. Pracuję jako dziennikarz i udzielam się jako wolontariusz w różnych organizacjach. Po tamtych wydarzeniach wiele się we mnie zmieniło. Moje spojrzenie na życie, ludzi i społeczeństwo jest dziś inne. To, co wyniosłem z tamtych wydarzeń to świadomość, że w życiu nic nie jest pewne. Każdy dzień jest darem” (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Przezyl-zamach-na-wyspie-Utoya-mina-lata-zanim-bede-mogl-zyc-pelnia-zycia,wid,15832557,wiadomosc.html?ticaid=11320e).

    Podkreślę to, co najważniejsze, a czego w ogóle nie rozumiemy. Musi nas spotkać coś złego, jakaś życiowa tragedia, abyśmy doszli do wniosków, które są oczywiste. Każdy z nas lekceważy fakt, iż w życiu nic, absolutnie nic nie jest pewne, a każdy dzień jest darem. Piszę o tym nie dlatego, aby straszyć, moralizować czy zmieniać nastawienie do życia, ale by pokazać jak każda chwila jest cenna. Nie oznacza to, że już nie wsiądziesz do samolotu czy nie pójdziesz podziwiać zachodu słońca na nadmorskie molo z obawy o swoje życie. Człowiek obok Ciebie, słowo, gest, kwiat czy kropla deszczu niech zwyczajnie będą zauważone. Świat pełen jest szaleństwa, więc czy stać Ciebie na zachwyt nad własnym życiem? Czy umiesz cieszyć się tym co masz tu i teraz, bez wybiegania w przyszłość i porównywania do innych? Wiem, że tak, dlatego proszę nie zapominaj, nie wywołuj wilka z lasu. Nie czekaj z wdzięcznością do chwili, w której coś się złego wydarzy i nie będziesz mieć szans powiedzieć: dziękuję Ci Boże za życie...

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!