• Wędrówką życie jest człowieka...

    Między FL a PL (22)



    Czas to pojęcie względne, którego Zosia nie mogła w żaden sposób rozgryźć. Momentami wydawało się jej, że pędzi jak szalony prześlizgując się przez palce. Chciałaby chwycić go w garść i pocieszyć się nim, porozmawiać, pobyć. Zatrzymać się. Z drugiej strony od poranka do wieczoru potrafi minąć cała wieczność. Czas nie jest ani wrogiem, ani sprzymierzeńcem. Jest. Niezależny i egoistyczny. Trzeba się pogodzić z tym, że mija szybko, gdy tego nie chcemy i wlecze się jak żółw, gdy na coś czekamy. Trzeba go oswoić. Zrozumieć jego naturę i wybaczyć to, że nigdy, ale to nigdy się nie cofa. Zosia zawsze miała z nim na bakier. Jakoś nie współpracował z nią i zawsze robił jej na przekór.


    Podjechał autobus. Zosia pochyliła się nad swoim pierworodnym, poprawiła mu włosy i mocno przytuliła. Pocałowała w policzek. Maluch poprawił plecak i z uśmiechniętą miną wsiadł. Zajął miejsce przy oknie jak mu nakazała i pomachał swoją czteroletnią rączką na pożegnanie. To chwile, w których serce zalewa się łzami, ale z oczu biją  pozytywne emocje. W końcu matka nie może pokazać dziecku swoich obaw. Dziecko musi wiedzieć, że absolutnie wszystko jest w porządku, choć wcale nie musi. Nie ma w tym kłamstwa – to się nazywa zagrzewanie do walki. Coś już o tym wiedziała, bo wychowuje dwoje młodych wilków.

    - Zobacz jaki list dostaliśmy.
    - Co to?
    - Program dla dzieci „head start”.
    - O super, to już zaczyna się szkoła! Nowy etap w życiu...
    - Co ty Oskar wygadujesz, on ma dopiero cztery lata i mam go puścić do szkoły? Nie musi chodzić, mogę z dwójką siedzieć w domu. Świetnie sobie radzę. To czas, kiedy maluchy potrzebują matki, a nie jakiejś nauczycielki.
    - Tu nie chodzi o ciebie, ale o to, co jest najlepsze dla naszego syna. On musi nauczyć się angielskiego zanim zacznie zerówkę. Chyba nie chcesz, aby na samym początku poczuł, że jest gorszy?
    - Nie, ale mogę go sama uczyć.
    - Żartujesz, prawda? Dziewczyno, co za głupoty opowiadasz. Nasz angielski jest niedoskonały, mamy inny akcent, pozwólmy to zrobić nauczycielom, będzie dobrze.
    - Tak, nie wątpię, ale moim zdaniem to stanowczo za wcześnie.
    - Musisz w końcu odciąć pępowinę.
    - Oczywiście, jak skończy osiemnaście lat, a nie cztery.
    - Oj... Coś czuję, że to dla ciebie zawsze będzie duży problem.

    Dziś patrząc w jego oczka pożałowała, że tak szybko się poddała i nie walczyła jak lwica o swoje młode. Wszystko byłoby w porządku, gdyby Brian nie urodził się w pierwszej połowie roku. Tego dziwnego podziału na dzieci do pierwszego sierpnia i po pierwszym nie mogła zrozumieć. „Nie ma to jak w Polsce” – pomyślała. Siedziała jak na szpilkach. Zupełnie nie mogła się skoncentrować ani znaleźć sobie miejsca i co chwilę patrzyła na zegarek – a czas stał w miejscu jak zaklęty. Wskazówki wciąż wskazywały tę samą godzinę. W końcu Zośka zaczęła popadać w lekką paranoję myśląc, że się jej już kompletnie w głowie pomieszało. Aby nie myśleć już o biednym, przestraszonym i samotnym synu w paszczy amerykańskiego systemu edukacyjnego, zadzwoniła do  Julki, by sprawdzić jak się ona czuje, bo od tygodnia nie rozmawiała z przyjaciółką. Potem zajęła się prozaiczną rzeczą jaką jest pranie.

    - Nie! To jakieś żarty! - zawołała, gdy spojrzała na zegarek i znów ujrzała tę samą godzinę. Pobiegła do kuchni. Spojrzała na kuchenny wyświetlacz i zbladła. - Musimy biec! - krzyknęła i wybudziła Toniego z popołudniowej drzemki, włożyła do wózka i popędziła przed siebie.
    - Jest! - zawołała z ulgą. Autobus dopiero co skręcał w osiedlową uliczkę. Miała jeszcze pięć minut, bo szkolny pojazd objeżdżał całe osiedle i ich stop był ostatnim. Nie zastanawiając się poszła drogą na skróty przez trawnik, wózek podskakiwał kołysząc małego na wszystkie strony. Drzwi otwarte i wysypały się dzieci.
    - A gdzie Brian?
    - Kto? -  wysepleniła ciemnoskóra kobieta
    - Brian, mój syn, dziś rano wsiadł do autobusu i pojechał do szkoły, powinien z tobą wrócić
    - Nie, wszystkie dzieci były, nikogo nie brakuje.
    - Jak to nie? - Zosia zaczęła krzyczeć. - To gdzie on jest?
    - Proszę się uspokoić. Jak wyglądał? To mój pierwszy dzień i jeszcze wszystkich nie pamiętam.
    - A jego pierwszy dzień w szkole! Jak mam się uspokoić, skoro zgubiliście moje dziecko? Brian nie mówi jeszcze po angielsku, nie porozumie się, a poza tym dopiero co skończył cztery lata - Zosia mówiła szybko przez łzy.
    - Za chwilę dojdziemy, gdzie jest Brian, proszę się nie denerwować.
    - Dlaczego ja go puściłam do szkoły...
    - Mam! Wysiadł na poprzednim przystanku. Już poinformowany jest szeryf i za chwilę go przywiezie.
    - To jakiś koszmar. Absurd. Jak można było go wysadzić wcześniej?
    - Mamo! Mamo! Zobacz z kim przyjechałem! 
    - Brian! - krzyknęła Zosia i pobiegła w jego stronę.
    - Fajnie było, mam nowego kolegę, jechałem policyjnym autem!
    - No super kochanie. Poczekaj chwilkę, podziękuję szeryfowi za pomoc.

    Wieczorem dumny tata dzwonił do teściowej opowiadając całe zdarzenie, gdy Zosia usypiała dzieci. Spojrzała na zegarek, a tam wciąż ta sama cholerna godzina, choć za oknem już ciemno.

    - Oskar, muszę mieć nowy zegarek. Ten mi dziś jak na złość stanął.
    - Nie ma problemu, ale czy nie chciałaś żyć bez żadnej presji czasowej? - zażartował mąż. - Teraz możesz.
    - Wolę jednak kontrolować.
    - Dobrze, kupimy nowy.
    - Koniecznie, bo czy ty wiesz, co by dzisiaj było, gdybym nie zdążyła na ten cholerny autobus? Nie mogę wciąż uwierzyć co się stało. Koszmarny dzień...
    - Wszystko się dobrze skończyło i nie powtórzy więcej. Teraz kierowca was zapamięta.
    - Pani.
    - Pani?
    - Tak, kobieta kieruje szkolnym autobusem.

    Cdn.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!