• Wędrówką życie jest człowieka...

    Uwierz w siebie!


    Życie na emigracji, choć na własne życzenie, bo przecież bieda nie ciągnęła nas za nogi i nie wyrzucała za próg Polski, to do najłatwiejszych nie należy. Właściwie to mogłabym powiedzieć, że łatwiej byłoby zostać i się poddać aniżeli walczyć, bo do tego drugiego potrzeba nam odwagi. Nie łatwo zrzucić kajdany przyzwyczajeń i skoczyć na główkę do oceanu, którego dna nie znamy.

    Cały sekret polega na tym, że my generalnie wierzymy w siebie. Nie poddajemy się tak łatwo i nie łazimy na zielonych tabletkach jak niejeden Norweg, bo przecież niemożliwe, aby oni tacy wszyscy radośni non-stop byli, zwłaszcza w jesienno-zimową ciemnicę. No proszę!

    Nie dość, iż znajdujemy w sobie moc do walki, co mamy nota bene zapisane historią w genach, to jeszcze umiemy sobie całe to nasze poświęcenie sprytnie wytłumaczyć. Każde dlatego ma swoje dlaczego, prawda?

    Niemniej przychodzi i do nas z wizytą od czasu do czasu taka upierdliwa chwila, która żyć na wysokich obrotach nie pozwala i wkłada nam chusteczki idiotycznie myśląc, że jak osuszy łzy, to i serce przestanie cierpieć.

    Nic z tych rzeczy.

    My, aktorzy dnia codziennego, umiemy wybitnie grać, niemniej przychodzi taki czas, kiedy trzeba zdjąć maskę i przyznać głośno, że to nie tak miało być. Że to nie tak i już! Nie ma owacji na stojąco, nikt nie bije brawa, jest tylko głuche bicie serca niepozwalające nam zapomnieć, że istniejemy.

    No właśnie, ale ja chcę żyć, a nie tylko zaśmiecać ziemię swoim bytem. Chcę znajdować w sobie siłę! Motywować nie tylko siebie, ale i innych do działania. Wiem, że muszę podnieść się po porażce, niemniej jak działać w tym destrukcyjnym kryzysie? Jak rozpoznać swoją największą siłę i nawiązać z nią nie tylko stały, ale i owocny kontakt? Jak w końcu uwierzyć, że ja - właśnie ja - dam radę?

    Odpowiedź jest dość prosta. Znam ją. Ty też. Nie raz o tym słyszeliśmy. Rozmawialiśmy. To nasze przekonania i myśli są drogowskazem. Dlaczego? Bo to one tworzą rzeczywistość wokół nas. Budzimy się rano i to my decydujemy, czy będziemy uśmiechać się, czy też do zamknięcia powiek marudzić. Nikt nam nie wyznacza drogi. To my jesteśmy kreatorami tu i teraz. To my inspirujemy swoje serce.

    Hola hola, powiesz, przecież to nie takie proste. Nie. Oczywiście, że nie. Niemniej są osoby, którym świetnie udaje się tworzyć własną rzeczywistość i od czasu do czasu dzielą się swoimi doświadczeniami. Ja ich nie lubię, szczerze! Wkurza mnie ich sukces, niemniej nie mówię tego głośno i obserwuję te kreatury. Ba! Zaczęłam się koncentrować na swoich brakach, a nie na tym jak oni do tego doszli, ile czasu im to zajęło, kto im pomógł, a kto rzucał kłody pod nogi.

    Jedną z takich osób jest Paweł Jan Mróz. Już niedługo, bo 30 września o 19:00, rozpocznie się kolejne jego szkolenie zatytułowane "Uwierz w siebie".  Warto poświęcić dwie godziny, aby się zmotywować. Po takim szkoleniu człowiek kładzie się do łóżka, zamyka oczy i myśli sobie:
    Teraz to ja góry przeniosę! 
    Nie piszę o tym, aby promować gościa. Nie znam go osobiście i nie otrzymuję żadnych profitów z racji tego, iż o nim wspominam. Nie wymieniam nawet jego nazwiska w tagach, aby mój blog był bardziej rozpoznawalny. Piszę o tym, bo go cenię. Zawsze poprawia mi humor. Mówi łagodnie, spokojnie i nie podnieca się co chwila swoją osobą. Nie jest showmanem, a jeśli już, to ja o tym nie wiem, bo na stacjonarne szkolenia nie chodzę. Wystarczy mi to, co daje online. Zresztą, kto by tam leciał do Polski zobaczyć jakiegoś Pawła, płacił mu za gadanie i dodatkowo tracił dniówkę w swojej pracy?  No kto? ;-)

    Aby zapisać się na darmowe szkolenie musisz wejść TU 

    Piszę o tym, bo Ty dzielisz mój los emigranta. Nie tylko walczysz o byt - swoją drogą czas spojrzeć na ten serial, prawda? (dla niewtajemniczonych, ruszyła norweska produkcja filmu o polskich emigrantach, już dwa odcinki Kampen for Tilvaerelsen za nami), ale i starasz się odnaleźć głębszy sens tej naszej tułaczki i to nie tylko w wymiarze emigracyjnym, ale i życiowo-duchowym!

    Jeśli już Bóg dał nam życie, to jestem pewna, że nie po to, abyśmy cierpieli. To nasz przedsionek do raju, zatem musi być cudnie. Pora tylko uwierzyć w siebie i swoje możliwości. Obudzić się i podążać w stronę światła. Bo takie powinno być nasze życie - dobre, pełne możliwości, szacunku do siebie i wiary, że wszystko o czym marzymy jest tuż za rogiem.

    Obrazowo - ja tam wierzę, że jestem w stanie nauczyć się płynnie posługiwać norweskim - pikuś! I wiem, że wydam książkę, natomiast my wszyscy razem, emigranci w Norwegii, pokażemy tubylcom, że sroce spod ogona nie wypadliśmy! :-)




    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!