• Wędrówką życie jest człowieka...

    Niecodziennik 4 | Koło gospodyń nienorweskich i niepolskich


    My, kobiety z miasta, mamy jakąś awersję do koła gospodyń wiejskich.

    Ja mam.

    Przyznaję się do tego szczerze, że zgromadzeń przy haftowaniu nie lubię. Dlaczego? To nie dla mnie. Paniusi z miasta nie w głowie jakieś wiejskie klimaty, opowieści o sadzonkach, krówkach i prosiaczkach. Zresztą wiele świń o ludzkiej twarzy w mieście widziałam. Wystarczy.

    W USA na pytanie skąd pochodzisz była jedna odpowiedź. Mońki. Białystok albo Góralowo. Po pewnym czasie, przewidując już odpowiedź, przestało mnie to zwyczajnie interesować. Najważniejsze, że z Polski, a co za tym idzie moje rodzime, swojskie i kochane koleżanki.

    Po przyjeździe do Bergen życia uczę się na nowo, bo Skandynawia to takie pomieszanie z poplątaniem - niby Europa, ale nie Europa, ani to Zachód, ani wschód i choć czasem Ameryką mi powiewa, to barany tu napotkane wieś mi na myśl przywołują. Ironia losu polega na tym, że w życiu dobro zło zwycięża, a nie odwrotnie. Zanim to nastąpi przyjdzie jednak nam się pokory nauczyć.

    Ja, kobieta z miasta, butna za młodu dziś na stare lata łażę na babskie spotkania i choć nadal drutów w ręku nie umiem trzymać, to w kociołku łyżką mieszam. Spoglądam na te wszystkie ciemne buzie i nie dowierzam.
    Co ja tu kurwa robię?! 
    Nie, nie jestem wulgarna, z dobrego domu pochodzę, ale czasem w duszy sobie przeklnę, bo gdzie są Polki, dzielące ze mną los emigrantki? Prześledziłam Facebooka, bo pytań już głupich nie zadaję i wiem, że tu Pomorzanek wiele, zatem koła gospodyń wiejskich nie powinny być im obce. Ale one chyba same bardziej ich nie lubią niżeli ja, bo jeszcze nie spotkałam żadnej na spotkaniach Empo. A szkoda, bo trochę tu polskich rządów można by wprowadzić. W grupie wszak siła.

    Empo to wielokulturowe spotkania, których celem jest ćwiczenie języka norweskiego przy wspólnej kolacji, oczywiście po ówczesnym jej przygotowaniu. Obserwując moje koleżanki-muzułmanki doszłam do kilku wniosków i powiem szczerze, że czasem im zazdroszczę:
    • są zintegrowane, potrafią ze sobą spędzać czas
    • mają olej w głowie (często po studiach) 
    • wiedzą jak wykorzystać system, wycisnąć do suchej nitki 
    • wcale nie są takie biedne, a przy tym bywają pretensjonalne i bardzo silne...
    • wiedzą, czego chcą

    A my? Co z nami? Czy naprawdę nie możemy się zebrać w sobie i spotkać co poniedziałek, aby ćwicząc norweski spędzić ze sobą kilka godzin? Czy koła gospodyń wiejskich nie nauczyły nas gwarnego uśmiechu przy szczerej kreatywnej rozmowie? Co z nami, koleżanki Polki, skaczące sobie do oczu na facebookowych grupach? 

    A może tak spotkanie w realu, przy garnku ciepłej zupy, by ostentacyjnie tej flądrze obok, co się panoszy jak kwoka, wylać ją na głowę? Czy to będzie bezczelność, czy zwykła koleżeńska przysługa, czyli tak zwany kubeł zimnej wody? 





    PS. Empo - poniedziałek od 17:00 do 20:30, Kong Oscars gate 22 w centrum Bergen :-)



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!