• Wędrówką życie jest człowieka...

    Niecodziennik 8 | Inteligentna kobieta


    Nie będę się głupio pytać, czy Lew Tołstoj miał rację, czy też nie, bo oczywistym jest, iż stwierdzenie owo jest prawdziwe i dyskusji nie podlega.

    Problemem natomiast powoli staje się znalezienie owej inteligentnej kobiety.

    Normalnej, wrażliwej i mającej cokolwiek w głowie. Z przerażeniem obserwuję młodzież. Swoich synów chciałabym uchronić przed pustą małolatą. Jak? Nie mam zielonego pojęcia, co więcej wcale nie jestem w 100% przekonana, że chłopaków ramiona będą kołem ratunkowym jak i całym światem dla niewiasty. Staram się jak mogę - tyle mogę powiedzieć.

    Tak, jestem sentymentalna, jak najbardziej. Nie tak dawno odkryłam w piwnicy korespondencję wojenną mojej babci z niejakim Otto, który jak się domyślam musiał mieć korzenie niemieckie. Co się z nim stało? Nie wiem i już się nie dowiem, bo babcia po wylewach zupełnie straciła mowę, a i umysł jej już dawno przeniósł się do innego, lepszego świata. Wiem tylko, że się kochali miłością zakazaną. Otto wiele razy podkreślał walory 16-letniej wtedy kobiety, nazywając ją inteligentną lalą.
    Nothing is so necessary for a young man as the company of inteligent women. 
    Do dziś dzień mówimy na nią babcia Lala, bo nienawidziła swoich imion męskich i twardych, które były nadane jej w pijanym widzie. Prababcia, kobieta silna, której wszyscy się bali nakazała ochrzcić swoją pierworodną córkę, bo ta wiotka była i nie wiadomo było, czy przeżyje noc. Mąż jej pobiegł do kościoła, w którym odbywał się chrzest. Z całych tych nerwów zapomniał, co mu mówiła żona. Ksiądz dwa razy zapytał się o imiona, ale w jego oczach szalała panika, a usta milczały głucho. Chłopczyk obok to Henryk, Józef... Ksiądz nie myśląc długo wyrwał pradziadkowi moją najukochańszą babcię nadając jej jakże kobiece i piękne imiona - Henryka, Józefa. Z anegdot rodzinnych wiem, że już nigdy mu nie dano chrzcić żadnego z dzieci. Prababcię Marysię pamiętam doskonale i po latach zrozumiałam jej powiedzenie, które przewijało się na każdym rodzinnym obiedzie.
    Cnota i obrus na raz 
    Babcia moja zawsze uważana była za nader inteligentną osobę o urodzie pulchnej laleczki. Porcelanowa buzia, korpulentne kształty i nos wiecznie w książkach. W piwnicy stoją olbrzymie kartony, w których można znaleźć Gone with the Wind w czerwonej skórzanej okładce bodajże z 1942 roku. Oczywiście w języku angielskim, który to babcia nie tylko znała, ale i kochała...



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!