• Wędrówką życie jest człowieka...

    Jak utrzymać swojego bloga przy życiu?


    Właściwie to druga część wpisu, który rozpoczęłam wczoraj. Jeśli jeszcze nie znaleźliście czasu, aby go przeczytać, to teraz jest odpowiednia chwila.

    Twój potencjalny czytelnik jest wszędzie, mieszka tu na ziemi i jest z krwi i kości.

    Co to oznacza?

    Obserwuj ludzi. Przypatruj im się z uwagą. Słuchaj o czym rozmawiają. Ta wiedza jest Ci potrzebna, bo piszesz dla nich, a nie dla jakichś zombie, choć często można ulec takiemu złudzeniu. Nawet jeśli czasami masz wrażenie, że oni patrzą na Ciebie zimnymi, tępymi oczami, to mija się to z prawdą. Może rankiem pokłócili się z małżonkiem albo mieli koszmarny dzień w pracy, a może jedzenie w restauracji im nie podeszło. Cokolwiek by to nie było, to wszyscy ci ludzie mają ze sobą i z Tobą coś wspólnego - odwiedzają bloga.
    Musisz zadbać o swoich gości i nie trzymać ich o pustych żołądkach. Musisz podać im ciastko z wisienką, a nie sucharka.
    Co z komentarzami?

    Jeśli nie otrzymujesz komentarzy, to nie dlatego, że Twój blog jest do bani. Trudno również doszukiwać się problemu w samym poście, w którym w bardzo inteligentny sposób opisujesz ważne rzeczy. Problem tkwi w śpiących czytelnikach. Musisz obudzić w nich życie, niech z powrotem popłynie w ich żyłach krew, serce zabije mocniej i wypieki pojawią się na skamieniałych twarzach. Niech znów poczują miłość i nienawiść, spokój i strach, niech zachłysną się życiem.

    Jak?

    Twoim zadaniem jako blogera jest być tym rozrusznikiem, który pobudza serce do działania. Musisz być psychologiem, który dotrze do zamkniętej w ciele duszy. Musisz odnaleźć przyczynę ich odrętwienia, zupełnie jak lekarz odkrywa przyczynę bólu. Oni mają ukryte głęboko lęki, marzenia, pragnienia i cierpienia. Trzeba je wydobyć na powierzchnię, zdjąć maskę.

    Pracownik korporacyjny, gdy nikt na niego nie patrzy zakłada słuchawki i w powietrzu gra na gitarze, znudzona gospodyni odbiera telefon od córki z drugiego krańca świata i śmieje się, szczebioce zupełnie jak nastolatka, a starszy pan z garbem otwiera gazetę i laską jak szabelką wymachuje, wyzywając głupotę polityków na pojedynek. Wystarczy jedna chwila i ich oczy nabierają emocji. Nie są już matowe, a błyszczą, ich skóra przestaje być szara i nabiera kolorów. Z pozoru sztywne ciało jest pełne wigoru.

    To zupełnie jak przywrócenie kogoś do życia, choć to oczywiście nie jest do końca prawdą. Oni zawsze istnieli, tylko jakby zapomnieli o tym na chwilę i potrzebowali kogoś, kto by im o tym przypomniał.

    Uwaga! Ten "ktoś" to Ty!

    To zupełnie jak z samochodem, który stoi nieużywany. Co się dzieje, gdy wsiadasz do niego po kilku miesiącach?  Przekręcasz kluczyk w stacyjce, a on nic. Zupełnie nic. Akumulator umarł. Nie dlatego, że coś z nim nie tak, ale dlatego, że nikt go nie używał.

    W jaki sposób go naładować? (tu muszę pominąć ten opis, z przewodami rozruchowymi, napięciem i innymi tego typu sprawami, bo coś namieszam; mechanikiem nie jestem, powiem więcej, że typowa kobieta ze mnie i wiem tylko tyle, że obecnie mam białe auto).

    Emocje ludzi pracują w ten sam sposób. Jeśli nie używaliśmy ich przez jakiś czas, to mamy problem, aby je ponownie uruchomić i często potrzebujemy kogoś innego, aby dać nam impuls.

    Teraz mowa o nas. O blogerach. My jesteśmy tym impulsem.

    Czytelnicy są jak baterie, a słowo pisane jest jak przewody rozruchowe. Sekretem jest wiedzieć, gdzie dokładnie podłączyć te kable. Jeśli to źle zrobimy, będziemy tracić energię. Musimy wiedzieć, kim jest nasz czytelnik i czego od nas oczekuje. Dlaczego nas odwiedza. Po naszej stronie leży dostarczenie mu dokładnie tego, czego szuka. Jeśli rozrywki, to mu ją dajmy. Jeśli wiedzy fachowej, zadbajmy o to, aby nasz blog był przesycony faktami, a jeśli chce z nami odwiedzić najdalsze zakątki świata, to musimy go tam zwyczajnie zabrać. Musimy to robić z pasją, aby zarazić tym naszego czytelnika, aby tańczył swój taniec w rytmie, który mu wystukamy. Nasi odbiorcy są bardzo mądrzy, wymagający i krytyczni, więc od razu wyczują czy nasz blog jest solidnym warsztatem, czy może iść ze swoim samochodem do salonu obok.

    Jak pisać emocje?

    Otóż nie ma nic prostszego. Aby czytelnik je czuł, musisz pisać z uśmiechem na twarzy, pielęgnować wszystkie emocje w sobie, jeśli jesteś zły to w szaleństwie uderzać palcami o klawiaturę, jeśli umierasz niech czytelnik traci oddech z Tobą, a gdy energia Cię rozpiera niech tryska ona również z ekranu. Bądź naturalny. Daj się poznać, wzbudź zaufanie. Bądź w swoim słowie.

    Czasami to jest ważniejsze od wskazówek i gotowych rozwiązań, które pokazujesz na blogu. Tu chodzi o to, co Twoi czytelnicy czują, czy płaczą, śmieją się głośno czy ściskają pięści ze złości? Musisz zrozumieć, że nie jesteś tu po to, aby sztywno informować o swoich racjach, ale aby bawić, zupełnie jak artysta, który maluje obrazy poruszając tysiące niewzruszonych serc. Te małe piksele na czyimś ekranie, które tworzysz, mogą zmienić niejedno ludzkie życie.

    Czy zdajesz sobie sprawę, jak cenne to jest? Dlatego tu jestem. A Ty?





    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!