• Wędrówką życie jest człowieka...

    Niecodziennik 20 | Czy warto kryć się w szufladzie?



    Z życia wzięte
    Jesienią 2007 roku w Chicago zlicytowano zawartość skrytki w miejskiej przechowalni, która była wynajęta kilka lat wcześniej przez 80-letnią emerytkę. Kobiecina zalegała z opłatami i zlicytowany majątek miał pokryć jej długi wobec przechowalni, tak zwanego storage room.

    Wielkie odkrycie
    Nabywca, który zapłacił 250 dolarów znalazł w skrzynce oprócz gazet, kapeluszy i rozdeptanych butów tysiące odbitek, negatywów i niewywołanych rolek filmów. Ponieważ nic go nie zainteresowało(bo pewnie liczył na jakieś diamenty starszej pani, hehe), więc mniemam, że bardzo zawiedziony odsprzedał wszystko niejakiemu Johnowi Maloof.

    On zaczął przeglądać zawartość i to co ujrzał urzekło go. Choć w ogóle nie znał się na fotografii, wrzucił kilka zdjęć na Flickr, by sprawdzić, czy innym też się spodoba. Autorką zdjęć jak i właścicielką skrzynki była Vivian Maier emigrantka francuskiego pochodzenia, bardzo tajemnicza i skryta. Zmarła w dwa lata po licytacji skrzynki i nigdy nie zobaczyła swoich zdjęć w dużym formacie. Nie stać jej było na ich wywołanie. Nigdy nie pokazała nikomu swoich prac. Niewiele mówiła o sobie. Swojej pasji. O życiu. Samotna, zakompleksiona i nikomu nie znana. Pośmiertnie ogłoszona prekursorką fotografii ulicznej.


    Pieniądze i sława po śmierci
    Nie trudno się domyśleć, że historia kobiety odmieniła życie jej odkrywców. John Maloof został kolekcjonerem fotografii, a Jeff Goldstein wydał książkę o Vivian i został międzynarodowym kuratorem wystaw fotograficznych. Podziwiać ekspozycje przychodzą tysiące ludzi, zaś w nowojorskiej galerii trzeba zapłacić kilka tysięcy dolarów za odbitkę z negatywu... którego cudem nie wyrzucono na śmietnik.

    Książka ukazała się na Amazon w cenie 52$  

    Dlaczego?
    Od jakiegoś czasu przeglądam jej zdjęcia i zastanawiam się, dlaczego ich nigdy nikomu nie pokazała? Czy wstydliwe fakty z życia rodziny Vivian tak bardzo dotknęły jej psychiki? Czy gdyby dwadzieścia lat temu zaniosła swoje odbitki fachowcom, to czy jej starość nie wyglądałaby inaczej? Oczywiście na te pytania nie ma odpowiedzi, można tylko domyślać się, że na smutek, żal i cierpienie znalazła własne lekarstwo. Uciekała w fotografię. Aparat był kochankiem, zaś ulica ich wspólnym domem.



    Zmarła na skutek nieszczęśliwego upadku na ulicy...






    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!