• Wędrówką życie jest człowieka...

    Nie znasz angielskiego? Wstydź się!


    Ostatnio byłam świadkiem interesującej rozmowy na temat braku znajomości języka angielskiego przez rodaków. W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż czepiano się osób mieszkających w naszym kraju, a konkretnie ośmieszano Panią Zosię z warzywniaka w Pipidówku Dolnym.

    - Wiesz - mówiła koleżanka do chudej Norweżki - w Polsce to pomidorów nie kupisz tak w warzywniaku, bo sprzedawca nie zrozumie o co chodzi, jeszcze w dużym mieście to może, ale na wsi, zapomnij! Najlepiej, abyś miała ze sobą rysunek pomidora - żartowała. 

    Oczy kobiety się rozszerzały, nabierała powietrza w usta (to zawsze mnie bawi, bo mam przed oczami rybkę wyciągniętą z akwarium) i wypowiadała swoje "ja" z zaskoczonym niedowierzaniem , które jest swoistym norweskim przecinkiem w zdaniu.

    Zaraz zaraz, pomyślałam, ale czy ekspedientka, która całe życie przemieszkała w Polsce i jest pierwszym pokoleniem powojennym musi władać językami obcymi? Czy taki przybysz zza granicy nie może opanować kilku prostych wyrazów po polsku?

    - Od nas przecież wymaga się, abyśmy mówili po norwesku, prawda? - wtrąciłam się.

    - Tak, ale wiesz, angielski jest teraz wszędzie. Każdy Norweg mówi po angielsku, to nie jest trudne, ale nasz polski, można sobie język połamać, sama wiesz.

    - Z tym mega trudnym polskim to bym polemizowała. Uśmiechnęłam się i wycofałam z dyskusji, która i tak prowadziła donikąd.

    Pani Zosia z warzywniaka, który zresztą prowadzi od wielu lat, była wychowana w czasach komuny. Uczyła sie języka rosyjskiego, którego przez lata zapomniała, bo niby gdzie miała go szlifować, skoro do Moskwy nigdy nie wyjechała. Za granicę zachodnią również nie jeździ. Nie ma takiej potrzeby. Chce spokojnie jeszcze dwa, trzy lata popracować i przejść na zasłużoną emeryturę, bo zmęczyło i sponiewierało ją życie. Mieszka w Polsce, więc po co ma się uczyć innego języka? A obcokrajowiec, jak chce coś kupić to ma ręce, więc niech palcem wskaże.

    Radzić w życiu sobie trzeba. Wszak Polacy nie gęsi... a Rej w grobie się przewraca, bo co jak co, ale to my w Polsce jesteśmy u siebie i upraszamy przyjezdnych o to, aby mimo wszystko starali się powiedzieć dwa zdania w języku tubylców.



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!