• Wędrówką życie jest człowieka...

    Niecodziennik 23 | Autentyczność



    Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
    że emocjonalny ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie,
    żebym nie żył wbrew własnej prawdzie.
    Dziś wiem, że to się nazywa
    AUTENTYCZNOŚCIĄ.


    Znalazłam dość fajny zapisek, którego autorem jest Charles Chaplin, składa on się z dziesięciu krótkich wersów dotyczących nas samych. Pierwszy z nich to AUTENTYCZNOŚĆ. Czym ona jest? Otóż tego nie wie nikt. Ja też nie... ale dziś autentycznie rozprawię się z tym pojęciem! 

    ***

    Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to nasze działania. To one decydują o tym, jacy tak naprawdę jesteśmy. Jeśli płyną z serca, są świadome i autonomiczne oraz rozważne, to można stwierdzić, że są również autentyczne. Dlaczego? Otóż działania, które kierują się emocjami, instynktem są nieprawdziwe. Często podyktowane są przypadkiem, chaosem i przeważnie cechuje je naśladownictwo.  

    Autentyczne jest małe dziecko, ale wraz z wiekiem to się zmienia... i nie ma co się dziwić, bo mały człowiek, chce być jak inni. To moment nie tylko kształtowania naszego charakteru, ale i etap, kiedy każdy ma jakiegoś idola. 

    Dopiero gdy dorośnie i przeżyje swoją własną przygodę, kiedy to jego dotknie psychiczny, emocjonalny ból, kiedy jego dusza będzie cierpieć zrozumie, że to co się dzieje jest tu i teraz. Nadszedł czas, aby przemyśleć kilka spraw i nie żyć w dzikim pędzie, łącząc się solidarnie z innymi w ich pragnieniach lub na przekór wszystkiemu, a najbardziej sobie płynąć pod prąd. Bo jak długo tak można?

    Znam ludzi, którzy latami zatracają swoją autentyczność na rzecz ról, które przychodzi im grać. Nie tędy droga.





    Przykład? A proszę - taki z życia wzięty. 

    Dlaczego gdy dzieci doprowadzają mnie do szewskiej pasji, ja mam się uśmiechać i wmawiać innym, że jest mi wspaniale? Kocham ponad własne życie moich chłopców, ale to nie oznacza, że zawsze będę pełna energii tryskać entuzjazmem. Nie będę! Nie chcę oszukiwać ani Ciebie, ani siebie. Są dni, kiedy po prostu mam serdecznie dość i marzę, aby choć na chwilę przenieść się na bezludną wyspę. Niech wszyscy dadzą mi święty spokój!

    Wtedy zamykam się w sypialni, biorę książkę i odpoczywam od hałasu dnia. Nie robię nic wbrew sobie, kiedy mówię sobie dość! Znikam...na krótką chwilę, ale znikam. Gdy złapię oddech, powracam. Ja. Dobra i spokojna matka... W nerwach, nawet jak dobrze gram swoją rolę, zawsze zaliczę jakąś wpadkę, tyle że tu nie ma suflera.

    ***

    Tak samo z blogiem. Kiedy zabrałam się do wypełniania pierwszej wirtualnej kartki, opisywałam siebie podczas odchudzania. To miało być dodatkową motywacją, że ktoś mnie obserwuje, kibicuje, ale ponad wszystko, że to ja mogę być dla kogoś inspiracją. Z czasem, kiedy nie zawsze wszystko tak szło jakbym chciała, zaczęłam zatajać pewne fakty. 

    Początkowo to nie było nic ważnego. Z czasem zamieniło się to w klasyczne oszustwo. Patrzyłam dumnie na swoje osiągnięcia, które prawdziwe były tylko wirtualnie. Obrabiałam zdjęcia albo tak manipulowałam światłem i pozycją, abym wyglądała na dużo szczuplejszą. 

    Mój blog zdobywał czytelników, a ja wciąż przegrywałam swoją walkę tuszując jej wyniki. 
    W końcu blog dotarł do znajomych, a ja chowałam się w domu, bo jak tu wyjść do ludzi? Co? 

    Przeczytaj koniecznie: Bezczelnie grube kłamstwa

    Kolejnym etapem była złość na cały świat. A to dieta do bani, a to motywacja nie ta, a to choroba jakaś nieistotna po drodze i ciuchy, co kurczą się za każdym praniem... Wymówek tysiące. Aż w końcu bańka mydlana pękła. Spojrzałam w lustro i zapłakałam. 

    Justa, kogo ty oszukujesz? 
    Odpowiedź była jednoznaczna. Samą siebie. I wtedy, podczas tego emocjonalnego bólu, powiedziałam sobie dość. Prawda jest taka, że jestem uzależniona od jedzenia. To mój lek na stres. Zaś blog to mój pamiętnik, zatem jaki sens ma tworzenie kreacji? Żaden.

    Jestem jaka jestem. Mam mnóstwo zalet i tyle samo wad, ale nie zamierzam kryć ich przed samą sobą. Prawda? 


    Pokochałam siebie :-) Bo nie tylko to, co małe jest piękne... PS. A do diety już niebawem powrócę jako córka marnotrawna

    Dlatego nie tworzę. Piszę to, co czuję i myślę.Czasami może rzeczywiście moja autentyczność zostaje trącona emocjami, ale nie oszukuję siebie, a co za tym idzie Ciebie i myślę sobie, że to na tym polega. Aby zaglądać w głąb swojej duszy, a nie osoby obok. Ty jeśli nie masz ochoty - nie czytaj. Masz prawo wyboru - na szczęście! 

    Każdy z nas tworzy piękną historię i fajnie jest wiedzieć, że wśród tłumu znajduje się ktoś zupełnie inny i nieznany, który myśli podobnie. Jak mówią wielcy - niebo jest pełne gwiazd i z pewnością pomieści jeszcze jedną. 

    A Ty co sądzisz na temat autentyczności? Czy łatwo jest być sobą? Czy Twój blog jest prawdziwym zapiskiem Twojej duszy, czy piszesz pod publikę o tym, co ludzie chcą czytać, aby zdobyć więcej lajków i komentarzy? 

    Czy boisz się otwierać i na ile powinno się publicznie mówić o sobie? Ciężki temat... Wiem. 

    A, i jeszcze jedno. Zaczęłam być sobą - osobą autentyczną, gdy przestałam się przejmować komentarzami pod moim adresem. To bardzo długi proces i zdarza mi się jeszcze zapłakać w poduszkę, ale to już tylko suche łzy współczucia dla debili na tym świecie :-) I tym optymistycznym akcentem zakończę.







    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!