• Wędrówką życie jest człowieka...

    Niecodziennik 24 | Szacunek do siebie


    Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
    jak żenujące jest dla innych, gdy narzucam im własne pragnienia,
    wiedząc, że ani nie nadszedł odpowiedni czas,
    ani tamta osoba nie jest na to gotowa,
    nawet jeśli byłem nią ja sam.
    Dziś wiem, że to się nazywa
    SZACUNKIEM DO SAMEGO SIEBIE.
    Kolejna część postulatów :-) Tu właściwie wszystko jest jasne. Teraz jest jasne. Jeszcze jakiś czas temu nie było... 

    Przypomina mi się w tej chwili okres, kiedy to walczyliśmy o życie Jerzyka. Dokładnie tak. My. Ale nie on. On miał swoje własne wyobrażenie na ten temat. Ale my tego nie uszanowaliśmy. 

    Każdy z nas, jego żona, brat czy ja wiedzieliśmy, czego on potrzebuje. Narzucaliśmy mu nasze własne pragnienia i tak bardzo chcieliśmy, aby On żył. On też chciał, ale po swojemu. 

    Nie był gotowy, aby się pożegnać ze światem, ale też nie chciał odchodzić po naszemu. Pamiętam rozmowę, bardzo trudną rozmowę o eutanazji. Nie doszło do niej, bo My chcieliśmy, aby On walczył. A on znienawidził życie. Siebie w stanie choroby i nas zdrowych takowoż. Nie rozumiałam.

    Jest mi przykro, że gdy prosił o golonkę, my podawaliśmy mu na talerzu kaszę jaglaną i sok z surowych warzyw w ogóle nie reagując na jego słowa. A on nie miał siły iść i samemu sobie jej zrobić. Zaraz potem w ogóle już nie jadł, a ja zostałam z wyrzutem sumienia, że odmówiłam umierającemu... shit! To przecież tylko głupia golonka, która na tamtym etapie choroby już by nie zaszkodziła. 

    Chciał, aby świat, a przede wszystkim dzieci zapamiętały go zdrowego. Pełnego energii i uśmiechu. Takiego siebie kochał i szanował. Pragnął, aby takim go wspominać... a nie wyniszczonego przez chorobę. Nie akceptował takiego Jerzyka. Teraz rozumiem, że chciał odejść zachowując szacunek do samego siebie. My na to nie pozwoliliśmy.



    Dziś wiem, że nie można nikomu narzucać własnego zdania, kierować jego życiem i mówić co wolno, a czego nie. Można pomóc. Podpowiedzieć, ale za kogoś nie zrobimy niczego! To każdy z osobna w swoim wnętrzu dokonuje wyboru, który albo da mu napęd lub nie. 

    To była bardzo bolesna lekcja. Moje życie się od tamtego czasu bardzo zmieniło. Dbam o siebie. O swoje myśli. Powoli - czasami krok do przodu, a potem dwa do tyłu... ale idę po swoje zdrowie zarówno fizyczne jak i psychiczne. Zrozumiałam jak wielkie znaczenie mają pozytywni ludzie obok nas. Jak na nasz organizm wpływa muzyka. Medytacja - choć tu jeszcze raczkuję. Odpowiednie treści, pożywienie, nastawienie. Oddech. 

    Chciałabym powiedzieć, że biegnę po zdrowie, ale nie cierpię biegać, więc idę zdobywając potrzebną do tego wiedzę i choć już wiem, że nie powinnam się ograniczać jakimiś ramami czasowymi, to w 40-stkę chcę wejść jako nowa ja. Przebudzona ja. Szanująca innych, a przede wszystkim siebie! Zrozumiałam, że trzeba być uprzejmym, cierpliwym i wyrozumiałym dla swojego organizmu. Aby powrócić do zdrowia, być zdrowym... należy skupić się na całej naszej istocie, nie tylko na tym, co zjadamy. Różnego rodzaju przekonania towarzyszą nam od lat. Targają nami różne emocje, tysiące myśli nas odwiedza każdego dnia. Ważne jest to, w co wierzymy. Każda komórka naszego cudownego ciała rozumie nas i odpowiednio reaguje. Zadbajmy o świątynię naszego ducha, o nasze ciała dostarczając sobie odpoczynku, relaksu, uśmiechu. Niech radość wypełnia każdy nasz dzień. Poszukajmy jej... Niech wszechświat zauważy, że nam zależy na tym, aby żyć - wtedy da nam wsparcie. Żyjmy miłością.


    Tekst pożegnalny przeczytasz TU,
    I nie myśl, że ludzie są bezduszni i nie zostawili komentarzy.
    Zostawili, ale po połączeniu blogów większość znikła :-)

    PS. Gdy dr Wszelaki zobaczył Jerzyka - powiedział: Jest w tobie tyle zła. Zacznij od wybaczenia wszystkim wrogom, bo masz ich tylu samo, co przyjaciół. Pogódź się z samym sobą. Taka ciekawostka. Nie daje mi to spokoju i choć teraz to nie ma znaczenia to czasem chciałabym wiedzieć, co by było gdyby?






    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!