• Wędrówką życie jest człowieka...

    Niecodziennik 25 | Dojrzałość



    Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
    przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec,
    że wszystko wokół mnie stanowi zaproszenie do rozwoju.
    Dziś wiem, że to się nazywa
    DOJRZAŁOŚCIĄ.

    Kiedyś myślałam, mając tak z 17-18 lat, że jestem dojrzała. Dorosła. Że jak na swój wiek wiem wystarczająco dużo. Rozróżniałam dobro od zła i ta wiedza wystarczała mi, aby osądzać innych. Nie wiedziałam w sumie, co chcę robić w życiu, ale nie przejmowałam się tym, bo na takie deklaracje było o wiele za wcześnie. Miałam pasje. Typowe marzenia nastolatki o rodzinie. O jakiejś pracy. O typowym życiu. 


    ***

    Mając 25 lat, będąc świeżo upieczoną mężatką nadal dokonywałam wyborów z pełną butą w sercu. Miałam szczęście. Bardzo dobrą pracę, która była zupełną przeciwnością wykształcenia. To czyniło mnie wyjątkową. No i ta szalona decyzja, aby rzucić tę rozpoczynającą się karierę i wyjechać do USA. Za mężem... a co, ja też mogę być światowa!

    ***

    Potem zupełnie przestałam rozumieć siebie. 30. urodziny przepłakałam. Dostałam depresji, bo już nic nie wiedziałam. Raptem dotarło do mnie, że dojrzałość to nie stan. To wieczny proces. Zawsze jest coś do zrobienia. Poprawienia w sobie, a ja od lat nic w tym kierunku nie robiłam...

    Dojrzałość to spokój wewnętrzny, którego nie mogłam odnaleźć. To pewnego rodzaju opanowanie. Umiar. Dystans. Przestałam sobie radzić z negatywnymi uczuciami, które zaczęły się pojawiać w trudnych sytuacjach głównie związanych z tym "co dalej?" (przypominam, że byłam nielegalną emigrantką). Nie umiałam zaakceptować własnych słabości. Nie wiedziałam jak ułożyć sobie życie, abym nie była wiecznie sfrustrowana. Często, pomimo mojego życia na Florydzie pełnego słońca za oknem, papug i palm, pojawiały się uczucia niechęci, gniewu na los i całą tę cholerną emigrację. Tęskniłam. Byłam pełna złości i zniechęcenia, choć wiodłam spokojne i dobre życie.  

    Fort Lauderdale, USA

    Zaczęłam rozpamiętywać własne niepowodzenia, obciążając nimi mojego męża, bo przecież ktoś musi być winny, a to jemu, a nie mi zachciało się Ameryki. Koncentrowałam się na własnej bezsilności (bo co ja mogę, skoro już jestem w USA i nic się nie zmienia). Nie potrafiłam zaakceptować swoich ograniczeń (w końcu nie ja prawo ustanawiam).

    ***

    Pewnego dnia już Polsce, gdzie było tylko gorzej, a problemy się piętrzyły, dostałam długo oczekiwany list. Otwierałam go z trzęsącymi się nadzieją rękoma. To była odmowa. Ubiegaliśmy się o wyjazd do Kanady. Prawnik przestał się odzywać, a ja znowu szukałam winy w sobie. I wtedy prowadząc bardzo burzliwy dialog sama ze sobą zła byłam, że nic do mnie nie dociera! Wtedy zrozumiałam, gdzie leży mój błąd. Jak to mówią, lepiej późno niż wcale...




    ***

    Teraz mając prawie 40 lat mogę powiedzieć, że dojrzałam. Jestem w pełni świadoma swoich wad i ułomności. Pracuję nad sobą. Odzyskałam spokój wewnętrzny i zrozumiałam samą siebie oraz własne emocje, które już mi nie ciążą. I lubię swoje myśli. Wiem, że dojrzałość to wieczny proces. Stale trzeba nad sobą pracować, a nie osiąść na laurach i powiedzieć sobie ok, jestem dojrzała i od dziś palcem nie kiwnę!



    Bergen,, Norway


    Miłości i szacunku oraz akceptacji człowiek uczy się całe życie. Dziś mówię, że kocham siebie i swoje dojrzałe "ja", a każdy kolejny dzień jest zaproszeniem w nowe, piękne i nieznane. 

    Cieszę się wszystkim, w czym dane mi jest brać udział, a najbardziej z tego, że wciąż uczę się niesamowitych rzeczy.




    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!