• Wędrówką życie jest człowieka...

    Wyróżnienie za barłożenie!


    Dziś, na jedną małą chwilę zamienię się w chwalipiętę. To dość nietypowa sytuacja, bo ja raczej stronię od oceniania innych, a już niewątpliwie siebie, dlatego proszę, abyście z przymrużeniem oka czytali ten tekst. 


    Każdy z nas chce choć raz w życiu coś wygrać. To ludzkie. Lubimy jak się nas docenia, dlatego bierzemy udział w różnych zawodach, konkursach czy rywalizacjach, nawet tych wewnątrz naszego domu - kto ładniej posprząta? Na to pytanie oczywiście jest jedna odpowiedź, zawsze jeden wygrany i nie muszę wspominać, o kim mowa. 



    Ja w konkursach z zasady nie biorę udziału - nie lubię, bo nie nauczono mnie przegrywać. Jestem wtedy załamana i zachowuję się jak niedopieszczone dziecko, manifestując jak tylko się da swoją nieudolność. Raz zrobiłam wyjątek i wzięłam udział w konkursie "Jeden dzień. Polska jaką pamiętam" - nie tylko, że nie wygrałam, a użyłam całej swojej nadprzyrodzonej mocy, aby wysłać w kosmos swoją pozytywną energię, to nawet nie zostałam wyróżniona. Tekst ten ukazał się na blogu z okazji innej zupełnie akcji i jak do tej pory miał najwięcej odsłon w całej historii, co mnie przeogromnie cieszy! 



    Co to była za rozpacz to sobie nie wyobrażacie! Rzucałam całe to pisanie w diabły. Wmówiłam sobie, że się zwyczajnie nie nadaję, a moim argumentem na wszystko było to, że nikt mnie nie czyta. Nikt i koniec. Pisanie, które jest moim lekiem na całe zło raptem stało się przyczyną mojego wewnętrznego załamania. Przegrałam. Jestem nikim. 




    Po kilku dniach wyszłam się z bagna myśli i połączyłam blogi. Wbiłam sobie do głowy, że taka zmiana jest mi ogromnie potrzebna. Prawda jednak jest taka, że potrzebowałam zająć czymś innym myśli. Wyznaczyć sobie jakiś cel - choćby zupełnie idiotyczny. Połączyłam "Kobietę na swoim" z  "Moją emigracją" i teraz myślę, czy to nie jest masło maślane? Czy czytelnik wie, co u mnie znajdzie? Nie do końca... Mam więc nowe wyzwanie - uczynić ten blog jak najbardziej przejrzystym, choć mój dobry znajomy wciąż powtarza, że zawartość jest najważniejsza, a nie wygląd. 


    Wracając do myśli przewodniej i chwalenia się, to muszę nadmienić, że dziś jest taki dzień, kiedy sama do siebie się uśmiecham. Szczerze. Mam ku temu dwa powody. 


    • Pierwszym z nich jest wyróżnienie jakie zdobyłam w konkursie zorganizowanym przez Stowarzyszenie Koncentrat.  W życiu bym w nim nie wzięła udziału, bo wcześniejsze doświadczenia są bolesne, gdyby nie fakt, iż spodobała mi się akcja i zapragnęłam uratować jedno słowo, bez względu na nagrody. Chciałam zwyczajnie mieć udział w tworzeniu zbioru wyrazów zapomnianych. Robiłam to w pośpiechu, bo o akcji dowiedziałam się w ostatnim dniu konkursu. 

    Jestem rozbawiona bo dość często w czasie barłożenia dopada mnie wena! :-) A Ciebie? Jednym słowem - lenistwo jest twórcze! 

    • - Justyna Kotowiecka za słowo BARŁOŻYĆ
    • Dr Agata Hącia: To wesoła opowiastka o wesołych zwyczajach domowych. Dzięki niej każdy czuje się choć trochę rozgrzeszony ze słabości; nie musimy być tacy doskonali, co za ulga… Barłożenie – rzecz ludzka. Przyznaję punkt za pogodę ducha. Ludzkie sprawy nie muszą być wcale na koturnie, by były wartościowe. 

    Mój tata zawsze opowiadał bajki. Ja mam to po nim – niedaleko pada jabłko od jabłoni. Lubię dużo mówić i mam tendencję do wymyślania różnego rodzaju historyjek. Gdy byłam bardzo mała, pamiętam jak babcia rozbawiona moją bujną wyobraźnią upominała mnie: - Justyś przestań barłożyć. Wtedy ja z bardzo poważną miną zaklinałam się, że to najszczersza prawda i daleko mi od plecenia bzdur. Tata jednak przymykał na to oko. Nie podważał moich wypowiedzi i zawsze z chęcią wszystkiego wysłuchiwał. Czasami zdarzało się tak, że na głupotach mijał nam cały dzień. Babcia uprzedzała mamę – jako dobra przyszła teściowa jeszcze przed ślubem – że tata jako zodiakalny byk uwielbia się byczyć. Niemniej nie ma to jak miłość. Prawda? Motto mojego rodziciela to „znaleźć pracę lżejszą od powietrza”. Niestety... Nie ma lekko, a mama często wyganiając go z wysiedzianej już sofy wołała: - Dość już tego barłożenia, ileż to można leżeć do góry brzuchem! Babcine „a nie mówiłam” dolewało tylko oliwy do ognia.

    Muszę przyznać, że lenistwo po tacie też przejęłam. Jak już dziedziczyć, to wszystko jak leci. 

    Dziś mając trójkę dzieci nie mam jednak czasu na gnicie w łóżku i liczenie much na suficie, ale nie powiem, bardzo chciałabym choć jeden dzień w całości barłożyć! I jeszcze jedno, uprzedzam moje dzieci, aby nie barłożyły, bo potem mamusia musi cały dzień sprzątać! Bo barłożyć znaczy również bałaganić! A jak ja tak cały dzień spędzę na praniu, gotowaniu i odkurzaniu, to wieczorem ze zmęczenia może mi przyjść na myśl, aby z mężem się „pobarłożyć” i nie chodzi tu bynajmniej o kochanie się, a kłócenie...



    • Drugą rzeczą jest rozmowa z moim znajomym - nadmienię, że wirtualnym, bo takie relacje międzyludzkie są coraz częstsze. Potrafi poprawić mi humor w jednej sekundzie, a w drugiej doprowadzić mnie do białej gorączki. Teraz wróćmy do pogaduszek, podczas których zarzucił mi, że pisząc na blog za bardzo się usztywniam. 

    Ponoć słowa, którymi go atakuję w prywatnych wiadomościach są wolne od analizy. Są melodią duszy szarpaną na strunach. Bardzo możliwe. To znaczy na pewno tak jest. Bo ja choć zawsze piszę o tym co myślę, to jednak zwracam uwagę na formułowanie myśli, a nie strzelam nimi do czytelnika jak z karabinu maszynowego. Chciałabym, aby moje słowa nie leciały jak kule na oślep mijając cel, ale by trafiały w czytelnika! To pewna forma szacunku, nie sądzisz? 


    Ale... może on ma rację. Zapewne ją ma!



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!