• Wędrówką życie jest człowieka...

    Państwowe dzieci?




    Na łamach Nportal.no ukazał się wywiad z matką, której norweski urząd ochrony dziecka zabrał, a po dwóch tygodniach oddał syna. O Barnevernet słyszy się dużo i wiele informacji można znaleźć w internecie. Historia ta jest o tyle ciekawa, że odzyskanie dziecka to bardzo wyboista droga dla każdego z rodziców, niezależnie od pochodzenia, a tu mamy przykład polskiej rodziny, gdzie siłą rzeczy jest o wiele trudniej.
    Czytaj całość TU.

    Trudno jest mi się wypowiadać na temat wychowywania dzieci w Norwegii i słuszności działania urzędu ochrony praw dziecka. Pamiętam, że będąc w USA zawsze powtarzałam sobie, że to państwo policyjne. Po latach przychodzi mi to odszczekać, bo Norwegia wydaje się być jeszcze gorsza pod tym względem. Czy jako matka boję się tu przebywać? Nie, niemniej nie mogę też powiedzieć, że śpię spokojnie. Wiele rzeczy nie daje mi spokoju, ale to już innym razem. 

    Tymczasem miałam przypadek w otwartym przedszkolu, gdzie odbywam praktyki, kiedy pedagog prowadząca placówkę zaniepokoiła się pewnym malcem, który wydawał jej się senniejszy aniżeli pozostałe dzieci. Poprosiła mnie, abym obserwowała dziecko przez tydzień. Ja szczerze mówiąc nic nie zauważyłam ,ale moja marokańska koleżanka była identycznego zdania jak szefowa. Zebraliśmy się, aby przedyskutować całą tę sytuację i postanowiono, że podczas kolejnego spotkania z pielęgniarką, które jest co tydzień, poruszymy ten wątek. 

    Za tydzień pielęgniarka poświęciła cały swój wykład ilości i jakości snu jakie powinno mieć dziecko, po czym poprosiła nas, abyśmy dalej obserwowali matkę i tak minął kolejny tydzień. 

    W końcu nadszedł dzień, w którym podjęto decyzję, by  porozmawiać z matką, bo dziecko nadal wykazywało się nadmierną sennością tuż po drugim śniadaniu. Zarzucano jej, że zamiast je położyć w wózku na zewnątrz, aby zasnęło - bo tu wszystkie dzieci czy deszcz, czy słońce śpią na dworze - ona rozbudzała malca... bawiąc się z nim.

    Ostatecznie ustalono, że matka zmieni godziny snu dziecka i wprowadzi mu rutynę, aby w końcu poddało się nowym zasadom. Cała rozmowa przebiegała miło, a pedagog co drugie słowo zapewniała, że owa kobieta jest cudowną matką, a ona chce jej tylko i wyłącznie pomóc, aby rodzicielstwo było łatwiejsze. 

    Nie wnikam, bo chyba nie trzeba się dopatrywać drugiego scenariusza - mniej radosnego - co by było, gdyby matka nie skorzystała z porad? Albo przestała przychodzić do przedszkola? Hm, są tylko dwie możliwości. Moja szefowa wysłałaby urząd, aby zbadał sprawę albo zwyczajnie odpuściłaby sobie widząc jak szczęśliwy, pogodny i uśmiechnięty jest ów malec.


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!