• Wędrówką życie jest człowieka...

    Życzliwi tylko w teorii?


    Dziś delektuję się chwilą. Siedzę przy swoim stole w kuchnio-pokoju ze świeżo zaparzoną kawą i przeglądam internet, a konkretnie Facebook. Jestem na stronie Mateusza Grzesiaka, którego mam na liście obserwowanych. Kiedyś miałam głębokie postanowienie poprawy. Chciałam siebie zmienić, bo wydawało mi się, że jestem niedoskonała i to mi bardzo przeszkadzało. Chłonęłam i nadal chłonę książki poświęcone samorozwojowi. Zapisywałam się na wszystkie możliwe warsztaty. Obserwowałam gwiazdy, bo niektórych coachów właśnie tak należałoby nazwać. Wśród nich był i nadal jest Mateusz. Z sentymentu zaglądam...

    Nie czytam wszystkich jego postów, bo nie żyję jego życiem, a swoim. Dziś jednak, biorąc kolejny łyk kawy, zatrzymałam się i zadumałam. Pisze on o życzliwości. Mnie uczono jej od małego w domu. W szkole. Na ulicy. Teraz sobie myślę, że ta życzliwość uliczna była zawiścią, pokutą za czyjś niedobry dzień lub stan ducha.

    Nie nauczyła cię matka ustępować miejsca starszym!” - krzyczy staruszka, nie wsiadłszy jeszcze do autobusu – przez grzeczność, nie mówiąc ani słowa obdarowywałam kobiecinę szerokim uśmiechem, pomagając jej usiąść.

    W poście Mateusza jest coś niepokojącego. Coś dziwnego. Niby nic, a jednak nie daje mi to spokoju i czytam raz jeszcze z uwagą i skupieniem, śledzę pojawiające się jak grzyby po deszczu komentarze. Ma on coś z tej doświadczonej życiowo staruszki, która zapewne ma dobre serce, ale nie umie go pokazać. Na wstępie mówi on o tym, że jest w Las Vegas i szykuje się do wyjścia. Udaje się do kasyna w Bellagio. Byłam tam. Byłam całe pięć dni w raju rozpusty, bogactwa i… sama nie wiem. Las Vegas jest cudowne i straszne zarazem. Byłabym hipokrytką mówiąc, że nie cieszę się, że dane mi było tam być, ale i z ręką na sercu twierdzę, iż raz w życiu wystarczy. Jeśli wracać, to w zupełnie inne miejsca.
    I pomyślałem sobie, jak chciałbym by każdy z Was mógł tego doświadczyć. Spać w pięknym hotelu i mieć widok na The Strip - główną ulicę Las Vegas, która nigdy nie zasypia. Chodzić do najlepszych na świecie restauracji i cieszyć z finezji kucharzy - artystów. Wchodzić do luksusowych sklepów i kupować to, co się podoba a nie to, na co Cię stać. Chciałbym by każdy z Was mógł oglądać pięknych ludzi, którzy wieczorami wypełniają kasyna i nocne kluby i pił świetne wina w doborowym towarzystwie. Chciałbym byście wszyscy byli szczęśliwi. Ponieważ można dać tylko to, co się ma, to Wam dziś daję.

    I tu zaczyna się mój problem. Wszystko pięknie – ale co nam daje dziś Mateusz? Życzy nam wszelkiej pomyślności, pragnie, abyśmy doświadczyli tego, co on. Dziękuję z serca, to jest urocze i wierzę, że tak się stanie, choć luksusy nie są na mojej liście marzeń.

    „Ponieważ można dać tylko to, co się ma, to Wam dziś daję” – ponawiam pytanie: co? Otóż sądząc po komentarzach otrzymujemy w prezencie uczucie zazdrości. I wcale nie mówią tego osoby mające problemy ze zrozumieniem, ale te co twardo stoją na ziemi i biją głową w mur zadając sobie pytania, na które nie ma odpowiedzi. Bo oni wiedzą, że za dwa tysiące mogą doświadczyć tylko zawału serca i nerwicy, by potem usłyszeć, że to ich wybór. Bo przecież to co mamy jest tylko i wyłącznie zbiorem naszych celnych lub błędnych wyborów.

    Dalej padają słowa, które jeszcze bardziej wprowadzają mnie w konsternację.

    W Polsce zawiść dominuje nad życzliwością. Sfrustrowane komunizmem i brakiem wolności starsze pokolenia nauczyły się motywacji krytyką i bólem. Ci, którym się nie udało - a większość nawet nie spróbowała - mają pretensje do innych i wierzą naiwnie, że gdy inni spadną na ich poziom, to wtedy oni sami poczują się lepiej. Ale to nie nastąpi. Gdy ktoś inny spada, ten co był niżej nie unosi się do góry. Po prostu ma towarzysza we własnym gównie i krzyczy do niego z tego gówna: widzisz! Teraz wiesz, jak to jest! Masz tak, jak ja! Te osoby wolą siedzieć w gównie i innych do niego ściągać, niż samemu z niego wyjść i naturalnie wyciągać z niego innych. Mówi się nawet, że Polak Polakowi sukcesu nie wybacza.To smutna patologia. Czy gdy boli Cię potwornie brzuch czy ząb to chciałbyś, by kogoś też bolał? Czy gdy miałeś gorszy dzień to chciałbyś powiedzieć do swego małego dziecka: wiesz, Ty też powinieneś mieć przesrane dzisiaj, jak ja? Czy gdy akurat biłeś się z długami czy trudnymi emocjami to chciałbyś, by ktokolwiek cierpiał, jak Ty?

    Jak to jest, że wpis, który ma tryskać pozytywną energią już w trzecim akapicie ją totalnie zatruwa i powiela stereotypy? Czy rzeczywiście my Polacy jesteśmy tacy zatruci? Owszem, nie twierdzę, że jesteśmy idealni i nie popadam teraz ze skrajności w skrajność, ale po co do diabła pisząc o życzliwości rozpisywać się o zawiści? Czy to nie jest trochę dziwne, że stajemy przeciwko wojnie, a nie w obronie pokoju?
     
    I tu tkwi problem. Nie umiem tego zrozumieć i liczę na to, że ktoś mi to wytłumaczy. Nie mądrzejszy, ale pojmujący te kwestie. Czy nie lepiej zamiast cytatu powyżej opisać bardziej realne przykłady życzliwości na co dzień? Przecież nie musimy życzyć komuś bogactwa całego świata, możemy zwyczajnie obdarzyć uśmiechem napotkaną osobę. Przytulić się do współmałżonka, w pracy powiedzieć miłe słowo koleżance. Tu, w Norwegii, możemy służyć innemu zagubionemu emigrantowi szczerą informacją, poradą...
    Aby być życzliwym musimy wyzbyć się zazdrości poprzez docenianie tego, co sami mamy. A każdy z nas ma wiele, tylko nie potrafi tego dojrzeć. Dlatego życzę sobie i Tobie tej mądrości serca, bo z niego człowiek czerpie to co najlepsze, a ludzi życzliwych spotykamy wielu. Rozejrzyj się - anioły są wśród nas! 






    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!