• Wędrówką życie jest człowieka...

    Odkurzone | 8 marca




    Miałam dziś napisać coś specjalnie dla nas kobietki, ale przypomniała mi się rozmowa z koleżanką sprzed dwóch lat, która doskonale oddaje to, co nam kobietom w głowie siedzi, Sądzę, że nie jeden raz takie rozmowy z koleżanką same przeprowadzałyście, bo przecież gdzieś naszą frustrację trzeba wylać, choć raz w Dniu Kobiet sobie porządnie ponarzekać. Na nasz los, na naszych mężów i całe to życie... Prawda?

    Co chodzi paniom po głowach?

    Autor/Dodał: Justyna Kotowiecka piątek, 8 marca 2013
    Co chodzi paniom po głowach?
    - Przeczytałam wczoraj autobiografię Tyrmanda.
    - I?
    - Zapamiętałam sobie jeden cytat: „Mężczyzna służy Bogu. Kobieta Bogu w mężczyźnie” (Milton,Raj utracony).
    - Wcale mi się to stwierdzenie nie podoba.
    - A mnie bardzo zastanawia...
    - Czytałaś artykuł, który ci podesłałam? Totalnie mnie rozłożył.
    - Tak... Że niby kobiety tyją, bo nie sprzątają w domu... Masakra, tylko w USA można takie badania przeprowadzić. To tak prostackie, że aż boli, nie wiem, co powiedzieć.
    - Widzisz, a ja sprzątam, gotuję i kuźwa nie chudnę, jakiś błąd im się wkradł... Kobieta ustępuje mężowi w wielu sprawach i bierze na głowę dom, dzieci i tym podobne obowiązki. Jeszcze pracuje w domu, by wszystko mieć na oku, lata to tu, to tam, zakupy w siatach nosi.
    - No... Bo oni by chcieli mieć takie posłuszne kobiety, co to pozmywają i dziećmi się pięknie zajmą.
    - Wiesz, ja chętnie zgadzam się na tradycyjny model małżeństwa, ale niech panowie mają jaja i niech z jednej strony zapewnią nam spokój egzystencjalny, a z drugiej niech nas uwodzą i pozwolą się kokietować.
    - Do tego niech będą szarmanccy i rycerscy, a nie, że zmywaj gary i siedź cicho. I jeszcze do tego wszystkiego: gruba jesteś! Masakra...
    - Te mądrości facetów na temat, do czego kobiety się nadają, a do czego nie, co mogą, a czego nie - to można sobie w buty wsadzić!
    - Kobiety nadają się zdecydowanie do wszystkiego. Same wybierają, co jest ważne dla nich i dla ich rodziny, która jest dokładnie tak samo ważna jak ona sama.
    - I taka kobieta powinna być za to przez mężczyznę bezwarunkowo podziwiana i kochana.
    - Z drugiej strony, to gdyby ustrój w jakimkolwiek kraju pozwalał na to, aby kobieta siedziała w domu, to chętnych myślę, że byłoby bardzo dużo
    - Mrzonka... Dziś facet nie zarobi na rodzinę, no może na dziecko z żoną, ale nie na całą ferajnę.
    - Nawet jak zarobi? To co? Ja cię bardzo przepraszam! Kobieta też człowiek i ma potrzebę własnego rozumu używać, który od Pana Boga dostała.
    - Dokładnie, jakoś swoje pasje odnajdować i realizować, żyć pełnią. W końcu nie jest zmywarką ani przewijaczką od zasranych pieluch - wykonuje te obowiązki, bo ktoś musi (a wielu facetów zwyczajnie nie potrafi), ale to nie znaczy, że na tym się kobiece ambicje kończą. Jeśli emocjonalnie kobieta dobrze się czuje, to tym więcej z siebie da. Mężowi i rodzinie.
    - Wieczne zmywanie garów nie jest źródłem satysfakcji normalnej baby. Oczywiście, sama czasem sprzątam, gotuję prawie codziennie i jakoś się da z tym żyć, nie narzekam. Ale żeby to była moja misja? Co to, to nie!
    - A wracając do tego artykułu, że kobiety mniej sprzątają i przez to tyją... Popatrzmy pod tym kątem na facetów. Mniej pracują fizycznie i zamieniają się w rozmemłane baby.
    - Albo są tacy - o niebo gorsi - co nie chcą się w ogóle wiązać, żenić, bo najlepiej egoistycznie samemu, a jeszcze lepiej u mamusi.
    - Gdzie te chłopy się pytam? Ten testosteron i walka o przekazanie własnych genów? Wygodne życie z piwkiem przed telewizorem - ponoć to plaga wśród trzydziestoparolatków.
    - Ostatnio skłaniam się ku teorii, że ludzie powinni w wieku lat dwudziestu kilku zakładać rodziny i rzucać się w wir życia, a nie czekać do jakichś trzydziestek na skończenie studiów itepe, bo potem się budzą z ręką w nocniku.
    - Już nie to świeże, ufne spojrzenie na świat. Wszystko kalkulujesz, a latka lecą, zaś dzieci nie rosną. Tacy ludzie są zmanierowani i już „innego“ życia oczekują, a nie... Jakichś tam przebojów i dni pod górkę.
    - Tak, ale tym samym przechodzi im koło nosa to co najfajniejsze! No bo co jest niby lepszego niż razem dorastać w małżeństwie, przez radości i smutki patrzeć na owoc twojej miłości, znaczy na dzieci, które rosną jak szalone i zaraz się wyprowadzą?
    - Ci „ustawieni” ludzie po trzydziestce już tego nie doświadczą, nawet jak im się gdzieś koło czterdziestki w wypasionym domu urodzi pierwsze dziecko, to dużo łatwiej bedzie im zrobić z niego „freeka” niż normalnego człowieka.
    - Hmm... A może to my coś straciłyśmy?
    - Nie sadzę.
    - Wierzymy w małżeństwo, dzieci, miłość... Eh.
    - Bo to jedyne, w co warto wierzyć!
    - W sumie niedociągnięcia męża można przemilczeć, ale dzieci? To przecież ucieleśnienie cudu! Uwierz mi, nic nie straciłaś. Ale teraz poważnie... Myślę, że ludzie jakoś się zatracają w biegu za nieokreśloną ułudą. Popatrz na naszych rodziców... Może ich życie nie jest idealne, ale czy łatwo znaleźć lepszą alternatywę dla tego, co przeżyli?
    - Myślę, że ludziom wmawia się wiele rzeczy,  że gdzieś tam, kiedyś, czeka na nich to idealne, piękne, beztroskie życie... Ta doskonała żona amerykańska z lat 60., co telewizji nie ogląda.
    - Ale... to jest oszustwo. Nie ma „idealne” - trzeba brać życie na klatę, starać się robić rzeczy duże mimo wszystko. Wcale nie sprzątać kuchni i nawet nie robić pieniędzy, ale coś, co rozjaśnia nasze dusze i może innym dać uśmiech oraz radość!
    - Pamiętasz Barbarę z Nocy i dni?
    - Bardzo dobrze! Jak byłam młodsza to myślałam, że ona była głupia. On ją kochał, a ona wybrzydzała...
    - Z jednej strony prawda, ale z drugiej? Bardzo dobrze kobietę rozumiem. Nie na pracy, kasy (dzisiaj kariery), życie się kończy. Łatwo sobie wyobrazić, że te jej tęsknoty za wielkim światem to było właśnie marzenie i tęsknota za ułudą.
    - Nie było i nie ma tego „wielkiego świata”, jest tylko ten, który sobie sami stworzymy.
    - Wszystko jest snem i jak go wyśnimy - tak będziemy mieli.

    Pięknych snów, Drogie Panie - dziś, jutro i każdego innego dnia. Ponadto tych szarmanckich i rycerskich Panów wokół.



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!