• Wędrówką życie jest człowieka...

    Być albo nie być


    Moje pierwsze miesiące w Bergen były bardzo ekscytujące. Nowe miasto. Nowe możliwości. Nowy język. Nowe właściwie wszystko. Tu nic nie przypomina Warszawy, a już na pewno nie Deerfield Beach. Pomyślałam - bardzo dobrze! Czas odciąć się od wspomnień. Cieszyć się tu i teraz. Nie oglądać się za siebie, tylko z nadzieją i ufnością spoglądać przed siebie. Z całą fascynującą nowością przyszła jakże inna i obca biurokracja. 

    Gdy wszystkie emocje wywołujące pozytywną adrenalinę opadły, poczułam się jak dziecko we mgle. Nie wiedziałam co po kolei mam załatwiać i jakie są procedury. Przyzwyczajona do wszystkiego "na już" nie mogłam zrozumieć i zaakceptować tego norweskiego flegmatyzmu. Z czasem do wszystkiego doszłam, co kosztowało masę nerwów. Brakowało mi jakiegoś punktu informacyjnego. Miejsca godnego zaufania, bo wiadomości otrzymywane choćby na Facebooku często mijały się z rzeczywistością. Wtedy w mojej głowie narodził się pomysł, aby takie centrum stworzyć. Niestety, choć w swojej wyobraźni widziałam dokładnie jak to ma wyglądać, to w rzeczywistości szybko podcięto mi skrzydła mówiąc, że to absolutnie nie wypali. Nie tu. Nie w Norwegii. Bo... ludzie są inni. Zrezygnowałam. 

    Nie wiem dokładnie co się zmieniło przez rok. Chyba ja. Dziś wiem, że projekt jest potrzebny jak powietrze. Osób zagubionych jak ja są tysiące. Pozostawionych samym sobie. Owszem, denerwuję się, ale wiem, że to co robimy z pasją i sercem zawsze jest skazane na powodzenie. Jestem cierpliwa. Krok po kroku. 25 kwietnia moje marzenie się ziści, choć wiem, że to dopiero początek, kropla w morzu. Czeka mnie jeszcze wiele pracy. Pokory. Dam radę. 

    Właściwie mogłabym odpuścić. Nic nie robić i mieć rodaków gdzieś. Niech każdy sobie sam radzi. Po co narażać się na różnego rodzaju nieprzyjemne sytuacje? Powinno mi wystarczyć to, co mam w tym momencie, niemniej pomyślałam sobie, że gdy zrezygnuję będę nieszczęśliwa. Macie tak? Czy często podejmujecie się zadań idąc za głosem serca, czasami wbrew zdrowemu rozsądkowi? 

    Jeszcze świątecznie z najlepszymi życzeniami :-) Alleluja!



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!