• Wędrówką życie jest człowieka...

    Na wybory biegiem marsz!


    Moi znajomi, z którymi nie rozmawiałam po kilka lat raptem listy piszą, wysyłają SMS-y, okupują czat. Wyrośli jak grzyby po deszczu i każdy zapewnia, że jest prawdziwkiem. Ba! Są też borowiki wśród nich, choć tak naprawdę to zakamuflowane muchomory.

    Każdy zaczyna od tego samego, jakże emocjonalnie podchwytliwego i poruszającego pytania, na które żąda, bo nie prosi, jednoznacznej, twierdzącej odpowiedzi.
     Czy jak coś się w Polsce zmieni to wrócę do kraju?
    Nie. Nie wrócę i jestem świadoma tego co mówię w przeciwieństwie do naiwności ciekawskich. - Na emeryturę nie zjedziesz? Niemożliwe! Nie wiesz co mówisz - słyszę oburzenie i wyobrażam sobie pianę tudzież dym z uszu, bo przed wyborami wszyscy jakoś tak bojowo do życia nastawieni. 

    Na emigracji jestem już prawie 15 lat. Do emerytury mi jeszcze trochę zostało, wiec jak dożyję i przyjdzie mi się nią cieszyć będę mieszkać 45 lat poza granicami kraju. Powrót do niego wydaje się być absurdalnym pomysłem, chyba że jakąś miłością do samotności zapałam. Moja najbliższa rodzina nie będzie żyć, mówię tu o rodzicach, zaś znajomi z dzieciństwa - któż to wie? Zresztą nawet, czego wszystkim życzę, będziemy dla siebie zupełnie obcymi ludźmi. Będę sama. Stara, niedołężna w kraju, który znam z młodzieńczych lat.

    Dziękuję. Nie zarzekam się, ale w tej chwili podziękuję i nie skorzystam. Nie z tą świadomością, którą mam teraz.

    Z dwojga złego, bo nie ma tu idealnego wyjścia, będę się kurczowo trzymać synów, którzy z Polską nie wiele mają wspólnego. Znają kraj z moich opowieści, fascynuje ich historia, uwielbiają kuchnię i starają się zrozumieć moją miłość do Warszawy i nawet czasem pocieszą mnie w mojej tęsknocie, ale to nie ich miejsce. Nie ich świat.

    - Nie głosujesz? Co z ciebie za patriotka? - słyszę kilkakrotnie za dnia. Ano żadna. Skoro w ten sposób się mierzy moją miłość do kraju.

    Na wybory się nie wybieram. Nie po złości, lecz nie wiem, komu mam zaufać. To raz. Dwa, to nauczona doświadczeniem zdaję sobie sprawę, że wybory to jedna wielka szopka i manipulacja. Dawno już wiadomo kto z jakiego korytka będzie jadł i ile, a fałszerstwom nie ma końca i nie będzie. Jak to możliwe, aby w sondażach Komorowski miał ponad 40 procent? Żenada... Ściema lub świadectwo głupoty przeciętnego wyborcy.


    Dochodzę nawet do wniosku, że zaczynam lubić i akceptować to kłamstwo, jak większość moich rodaków. Myślę, że to o wiele lepsze niż męcząca półprawda i zamartwianie się co by było gdyby? Ano byłoby pewnie inaczej. Niekoniecznie lepiej. Niemniej czym tu się martwić? Teraz będzie znowu tak samo. Źle z tendencją do beznadziei. Dno. Pustka. Czarny PR i tandeta.

    Czy mój głos coś zmieni? Nie. Ja zaś sama mam dość obłudy, jakiś szacunek do samej siebie muszę w tym szalonym świecie zachować. Mam zagłosować na Korwina, bo tak mówi mój brat? Na Kukiza faworyta większości moich znajomych czy na Komorowskiego, bo w szklanym pudełku już głośno o jego wygranej?

    Cóż... Nie ma na kogo głosować i znów selekcji dokonujemy poprzez stawianie wszystkich kart na mniejsze zło i błędnie myślimy, że jak mniejsze to łatwiejsze do zniesienia!


    Trzy - czy ja emigrantka powinnam mieć głos w kwestiach, które mnie nie dotyczą? Nie wybieram się do kraju, którego de facto już nie ma. Może kiedyś, jeszcze gdzieś, w lesie naszym, bo jeszcze niczyim, więc zaiste polskim... Zagubię się i zapłaczę nad losem swoim i tysiąca rodaków po świecie w poszukiwaniu pieniądza rozsianym. Smutno mi Boże...

    ...bo jestem bardzo zmęczony,nieopisanie wycieńczony bo już wycierpiałem bo już zostałem choć to się działo w obłędzie najdosłowniej i najcieleśniej ukrzyżowany i jakże bardzo i realnie mnie to bolało bo chciałem zbawić od wszelkiego złego ludzi wszystkich i świat cały i jeżeli się tak nie stało to winy mojej w tym nie umiem znaleźć... E.Stachura 
    I jeszcze jedno. Jeśli się mnie pytasz, czy nie chcę mieć wpływu na to jak będzie w Polsce, to odpowiadam pospiesznie - nie łudź się, że Ty poprzez głosowanie będziesz mieć na przyszłość większy wpływ niż ja. Gówno prawda...



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!