• Wędrówką życie jest człowieka...

    Wrogie państwo opiekuńcze


    Nigdy nie zrozumiem polityki. Ani w ojczystym kraju, ani w Norwegii, a już tym bardziej polityki emigracyjnej. O Stanach Zjednoczonych już w ogóle się nie wypowiem, bo z punktu widzenia matki to niepojęte, aby dzieci nie mogły fizycznie wychowywać się w kraju urodzenia. Jakoś to jest poza zasięgiem moich możliwości.

    Znajomy pojechał do Oslo. Kupić samochód. Nie ma w tym absolutnie nic dziwnego. Przejechał z kolegą góry. Zawracał z drogi, bo w maju zima na wierzchołkach okropna i droga nie była przejezdna. Śnieżyca i tym podobne atrakcje to tylko nic nie znaczące epizody. To, co się stało potem przeszło jego najśmielsze oczekiwania.

    Auto sprzedawał mu azylant. Kupił. Podobało mu się, cena jak na Norwegię przystępna, więc nie było nad czym się zastanawiać. Wracał do domu zadowolony. Delektował się pięknymi widokami, starał się zrozumieć niesprawiedliwość jaka w jego poczuciu jest na tym świecie. A ja z nim się zgadzam, bo od dwóch lat nic innego nie słyszę jak opinie, że emigracja do Norwegii to moje widzimisię. Otóż to, bo przecież mogłam wyjechać do Niemiec, ale mój wybór padł na krainę deszczowców. Mój. Nikt mnie nie zmuszał w przeciwności do takiego azylanta.

    W Norwegii jest 26 lat. Nie przepracował ani jednego dnia. Nie nauczył się języka, choć kurs należy mu się za darmo. Do podpisania umowy potrzebna była osoba trzecia, w roli tłumacza. Pod domem, za który płaci rząd, stał nowy samochód. Przecież musi czymś wozić dzieci do szkoły. Logiczne. Prawda? Tak samo jak to, że auto również otrzymał w ramach pomocy od hojnego państwa. Przecież to azylant, bez prawa wyboru, pokrzywdzony i niewdzięczny.

    Poprosił o gotówkę, bo pieniądze na konto mogłyby przekreślić jego zasiłek. Uścisnął rękę i pożyczył szczęśliwej drogi powrotnej. Miłe. Znajomy całą drogę myślał o nim dziwiąc się, jak tak można. Ano można. Tu wszystko jest możliwe, choć brak wdzięczności jest bardzo dziwny. Przecież otrzymując taką pomoc należałoby po pewnym czasie podjąć pracę. Tak dla przyzwoitości. A może ja się mylę?

    Dlatego solidaryzuję się ze znajomym w jego niezrozumieniu i poczuciu niesprawiedliwości. Nie apeluję o zaprzestanie pomocy, O nie! Jak najbardziej należy wyciągać dłoń do ludzi, którzy przeżyli koszmar we własnym kraju opętany wojną, niemniej są pewne granice, których nie należy przekraczać, bo hołubiąc jednych drugim wyrządzamy krzywdę i doprowadzamy do sytuacji, w której rodzi się zawiść i poczucie krzywdy.

    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!