• Wędrówką życie jest człowieka...

    A jak amnestia



    Długo na nią czekałam.

    Mówi się, że nadzieja matką głupich, więc ja do nich należę. Za każdą zmianą rządu w USA wierzyłam, że amnestia nastąpi. Nawet teraz, będąc w Norwegii, gdy słyszałam o propozycjach zalegalizowania imigrantów w Ameryce miałam łzy w oczach i wyrzuty sumienia, że stchórzyłam.

    Uciekłam z poczuciem winy, choć nigdy nie emigrowałam, by być wbrew prawu. Nie będąc świadoma przyszłości. Staraliśmy się o sponsorowanie i zielone karty. Na próżno.

    Nie rodziłam dzieci z premedytacją na Florydzie, by miały niebieski paszport tuż obok czerwonego. Jestem kobietą. Wtedy w wieku rozrodczym. Nie żałuję niczego. Może poza jednym. Znajomymi. Kiedyś nazywałam ich przyjaciółmi, dziś mam wrażenie, że to co wspólne, ten czas, śmiech, zabawa i dzielenie świata w ogóle nie miały miejsca. Staram się przypomnieć rozmowy, rysy twarzy i nie mogę. Nic nas już nie łączy, a szkoda, bo przecież część przeszłości dzieliliśmy.



    Na amnestię czekałam całe 9 lat. Nie nastąpiła. Co więcej, gro osób, które znam nadal wierzy i wciąż tam mieszka mając nadzieję. Ja ją straciłam w 2009 roku. I teraz możemy mówić o świadomości wyboru. Wróciłam. Do siebie. Do kraju. Do raju.

    Emigrowałam ponownie. Tym razem padło na Norwegię.

    Dziś jestem wdzięczna za to, że amnestia nie nastąpiła. Cieszę się nawet z tego, że dostałam 10-letni zakaz wjazdu do USA. Oczywiście jeszcze kilka lat temu zdarzenia te uważałam za karę boską. Wierzyłam, że Bóg mnie piętnuje za życie wbrew prawu. Za złamanie zakazów. Za świadome przedłużanie pobytu. Za cierpienie i pranie mózgu dzieciom. Za ich los, na który ja ich skazałam. Ja, matka.



    Teraz uśmiecham się do siebie. Łagodnie. Z miłością. Synowie mówią płynnie w trzech językach. Mają szeroki światopogląd. Dobrą edukację. Możliwości bez granic. O Ameryce nie marzą, bo mają ją na wyciągnięcie ręki. Czy powrócą? Nie wiem, niemniej jeśli się zdecydują, ja już nie będę musiała martwić się amnestią. Wierzę, że znajdę w nich oparcie i zasponsorują starą matkę, by mogła wnuki bez stresu bawić... To był żart, tak na marginesie, choć nie zaprzeczam, że przyjemnie będzie raz na jakiś czas wygrzać stare kości w słońcu i wypić jakieś lekkie martini ze znajomymi odkurzonymi po latach.

    Alfabet mojej emigracji - pomysł jednej z klubowiczek. Na swoim blogu napisała:

    Ruszam dzisiaj z nowym projektem pt. Alfabet mojej Emigracji.  Dwa razy w tygodniu będą ukazywały się alfabetyczne wpisy na tematy związane z moim życiem na obczyźnie

    Mi się podoba, dlatego dołączam do niej :-)



    0 komentarze:

    Prześlij komentarz

     

    Gdzie mnie znaleźć?

    Na pewno tutaj, ale jeśli komuś mało, to gorąco zapraszam na Facebooka. Po pierwsze na fanpage Kobieta na swoim, powiązany ściśle z tym blogiem, ale bogatszy również w inne treści. Nie można pominąć Propter Familia , gdzie znajdziecie wszystkie informacje o bieżącej działalności organizacji. Moją bieżącą publicystykę związaną z pobytem w Norwegii znajdziecie na portalu Moja Norwegia. Odsyłam także do ikon społecznościowych na górze strony.

    Moje projekty

    Realizuję się na wielu polach, jak na nowoczesną kobietę renesansu przystało ;-) Jestem założycielką organizacji Propter Familia, która działa w norweskim Bergen. Jej głównym zadaniem jest pomoc Polakom w Norwegii oraz ich integrowanie wokół wartościowych inicjatyw. Jestem blogerką, co widać najlepiej na przykładzie tej strony. Pisuję wiersze, które póki co zyskują uznanie w internecie, ale mam nadzieję, że już wkrótce zaistnieją także poza nim. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o moich działaniach, po prostu śledźcie tego bloga :-)

    O mnie

    Nazywam się Justyna Kotowiecka. Kim jestem? Przede wszystkim żoną, matką i typową strażniczką domowego ogniska. Jednak chcę od życia więcej, dlatego angażuję się w przeróżne inicjatywy. Piszę, tworzę, a swoją twórczością dzielę się z ludźmi w internecie. Zapraszam Was do mojego świata!